Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Zombieland: Double Tap Road Trip (PS4) – recenzja gry

Zombieland wróciło do kin, Zombieland atakuje rynek gier. Jak przystało na grę z truposzami, robi to wyjątkowo kulawo i trochę mnie boli, że deweloper przygotował całą grę bez większego polotu.

Kinowy powrót Zombieland nie wypadł tak źle, jak mogłoby się wydawać. Więc absolutnie nie dziwi mnie, że właściciel kinowych praw do marki postanowił kuć żelazo, póki (ponownie) gorące i udzielił licencji na stworzenie gry stanowiącej niejako pomost między kinową jedynką a dwójką. Choć będąc szczerym, obojętnie jakie ramy czasowe by zastosowano i jaką historię chciano by opowiedzieć, to przy gatunku, jaki reprezentuje Zombieland: Double Tap – Road Trip, czyli twin-stick shooter, nie ma to większego znaczenia.

Gry oparte o filmowe licencje przez lata nauczyły mnie jednego – nie powinniśmy spodziewać się czegoś, co będzie warte naszej uwagi. Co prawda aktualnie nie jest aż tak źle jak w erze PlayStation 2 i na początku życia PlayStation 3, gdzie zalewani byliśmy toną badziewia, ale i tak ostatnie kilkanaście miesięcy obserwuję trend zalewania rynki niskobudżetowymi produkcjami, które wycenione zostają wręcz odwrotnie proporcjonalnie do jakości sobą reprezentującej. Miałem cichą nadzieję, że Zombieland nie będzie aż tak zły, jak wiele innych produkcji. Na czym ostatecznie stanęło?

Powiedzmy to sobie wprost już na samym początku, Zombieland: Double Tap – Road Trip jest najwyżej grą średnią, w której najbardziej straszy oprawa wizualna i animacje wyglądające niczym żywcem wyjęte z przełomu ery PS2 i PS3. Rozumiem, że High Voltage Software to żadne tuzy dewelopingu, a i budżet na grę pewno zamykał się w średniej płacy rocznej programisty w biedniejszej części USA, ale w dobie gier niezależnych, które bez większego wysiłku wyglądają lepiej, ciężko było mi się przestawić na coś, co wygląda tak nijako, bez szlifów, bez wykorzystania osiągnięć technologicznych ostatnich lat.

Sama rozgrywka również zatrzymała się w 2005 roku. Na rynku mamy multum twin-stick shooterów, które schemat gatunku oszlifowały maksymalnie, jak tylko się da, mieszając go z innymi gatunkami. Housemarque jest dla mnie (podejrzewam, że dla innych deweloperów także) wzorem, jak powinno robić się gry w tym gatunku. Ale oczywiście nie każdy musi być najlepszy i czasem można bawić się czymś prostszym. W Zombieland: Double Tap – Road Trip radość przynosić może chyba jedynie fakt powiązania licencyjnego z filmem, co w drobnym stopniu odzwierciedla się w żartach, które słuchamy. Warto tu jednak zaznaczyć, że GameMill będące wydawcą gry zaangażowało jedynie Abigail Breslin w nagrania głosów postaci. Pozostała trójka, tj. Woody Harrelson, Emma Stone i Jesse Eisenberg pojawia się w formie udawanych głosów kogoś obcego. Cóż, przynajmniej wypada to w miarę przekonująco.

Growy Zombieland skupia się na podróży przez USA z zachodu na wschód do Waszyngtonu, co łączy nas z filmem Zombieland: Kulki w łeb (nie jestem fanem polskiego tytułu). Całość zamknięto w dziesięciu misjach głównych i paru pobocznych, których zaliczenie zajmie około 3 godzin. Możemy je podzielić na trzy schematy – przebij się z punktu A do punktu B, znajdź coś, eskortuj staruszkę. To tyle. Po drodze oczywiście rozwalamy różne typy zombiaków, zbieramy broń i – jeśli gramy w kooperacji – próbujemy zgarnąć filmowe Zombie Kill of the Week, czyli nagrodę za jak najbardziej efektowną rozwałkę, co w praktyce sprowadza się albo do wysadzenia grupki truposzy, albo do zabicia ich elementem planszy. Pomysł fajny, ale kompletnie nie rozumiem, dlaczego dostępny TYLKO w kooperacji (a ta jest wyłącznie lokalna). A gdy zaliczymy kampanię, zostaje tryb hordy, w którym są trzy mapy i każda z nich traktowana jest jako osobny poziom trudności, czytaj – mamy więcej fal wrogów.

No dobra, ale czas chyba odpowiedzieć na najważniejsze pytanie – czy warto. Jeśli popatrzycie na cenę premierową gry, czyli 169 złotych, pozostaje wam złapać się za głowę. Nie, w tej cenie nie warto, nawet jeśli jesteście wyjątkowo oddanymi fanami marki Zombieland. Za mało zawartości, zbyt zwyczajna rozgrywka i marne replayability (po co mi New Game+, skoro nie oferuje nic nowego?). Dla niektórych plusem może być bardzo łatwa platynka (tudzież calak), ale nie oszukujmy się, w tej cenie znajdziecie multum lepszych twin-stick shooterów. Jeśli jednak się uprzecie, to poczekajcie na głębokie promocje. Bez nich portfel zaboli was podwójnie.

Plusy

  • Czasami przy żartach można się uśmiechnąć
  • Bardzo przystępna rozgrywka

Minusy

  • Warstwa techniczna, z naciskiem na grafikę
  • Bardzo krótka i bez dodatkowej zawartości
  • Kooperacja jedynie w lokalnym wydaniu

Grę do recenzji otrzymaliśmy od firmy CDP.

O autorze

Przez lata byłem redaktorem naczelnym serwisu PS3Site / PSSite / NeoSite. Aktualnie wraz z Kamilem prowadzę tego bloga. Uwielbiam japońskie RPG-i, gram głównie na PS4, choć posiadam też mocnego PC-ta, 3DS-a i Switcha.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Moja niewytłumaczalna słabość do gier średnich pcha mnie czasami w rejony, których normalnie bym nie planował eksplorować. Onee Chanbara Origins jest drugim kontaktem z...

Recenzje

Shadow Warrior 2 jest idealnym przykładem, że lepsze jest wrogiem dobrego i ślepa pogoń za panującymi w momencie procesu tworzenia gry trendami nie zawsze...

Recenzje

Bounty Battle jest kolejnym przykładem, że do stworzenia dobrej gry nie wystarczy skopiować czyjegoś sprawdzonego pomysłu. Poza Brawhallą i PlayStation All-Stars Battle Royale żaden...

Recenzje

Grzebanie w cyfrowej bibliotece gier kupionych za grosze w różnorakich promocjach pozwala wyciągnąć tytuły, o których zakupie dawno zapomniałem. Konsolowa wersja The Incredible Adventures...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: