Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gry

Saya no Uta – Pieśń skręcająca żołądek

Dzisiaj coś w sam raz dla masochistów, którym niestraszne autobiczowanie tematyką potrafiącą widocznie odcisnąć swoje piętno. Powieść jeżąca włos na głowie i ściskająca żołądek. Wyprawa w serce deprawacji i odczłowieczenia. Gra jedyna w swoim rodzaju i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że po dziś nie zagrałem w nic, co wzbudziłoby we mnie podobnie ambiwalentnie nasilone odczucia. Czułem zarówno szczere obrzydzenie, jak i podziw oraz niejasną fascynację przedstawionym materiałem.

Saya no Uta to prosta konstrukcyjnie i ciężka dla umysłu powieść graficzna. Nie natraficie w niej na skomplikowane wybory rozgałęziające historię. Otrzymacie za to linearny i rozdzierający empatię rollercoaster w postaci horroru trwającego nieco ponad trzy godziny. Kronikę grozy o iście Lovecraftowym posmaku. Możliwe, że również najbardziej makabryczną miłość ukazaną w grach wideo.

Pozycja niezbyt znana w szerszym gronie niedzielnych graczy, ale osoby głębiej spaczone tematem Visual Noveli na pewno kojarzą charakterystyczną niewiastę o zielonych włosach, która zdobi okładkę. Tytuł nie bez powodu cieszący statusem kultowym. Pewne rzeczy ukazuje w nadwyraz unikalny sposób, a poza szokowaniem treścią kryje więcej soczystej głębi, niż można byłoby się początkowo spodziewać.

Saya no Uta Steam #1

Cofnijmy się do końcówki 2003 roku. Debiutująca wówczas VN z elementami erotycznymi przedstawiała losy Fuminoriego Sakisaki. Nasz protagonista to młody chłopak studiujący medycynę. Ma potencjał i otoczony jest lojalnymi przyjaciółmi. Kroczy ścieżką spokojnego życia i przyszłość maluję się dla niego w pozytywnych odcieniach. Cóż takiego mogłoby mu się przydarzyć i zaburzyć sielankową egzystencję? Chociażby wypadek samochodowy, w którym śmierć rodziców to jego najmniejsze zmartwienie.

Schizofreniczne urojenia

Horror! Najgorszy i niewyobrażalny horror. Fuminori po odzyskaniu przytomności budzi się w zniekształconej rzeczywistości przypominającej mokry sen Davida Cronenberga. Wypadek spowodował, że odniósł obrażenia natury neurologicznej. Uszkodzony mózg wpadł w stan pewnej odmiany agnozji. Jego zmysły przestały funkcjonować poprawnie. Chłopak zaczął być dręczony niekończącym się szaleństwem toczonym przez krzywo odbierane bodźce zewnętrzne. Świat, który do tej pory znał, ustąpił miejsca koszmarowi na jawie.

Faktura całego świata zaczęła przypominać śmierdzący zlepek przegniłego mięsa. Przyjaciele i ludzie zamienili się w bełkoczące stwory obślizgłej masy skręconych flaków. Wszystkie dźwięki przybrały formę nieznośnych zniekształconych zawodzeń. Smak każdego dania wzbudzał nieustępliwie odruchy wymiotne – cokolwiek zjadł, smakowało niczym zepsuty i pokryty trującą pleśnią pokarm wątpliwego pochodzenia. Podejrzewam, że większość normalnych ludzi postradałoby rozum po paru godzinach. Gdy Fuminori sam miał dość męczarni i postanowił targnąć na własne życie, pojawiła się ona. Śliczna dziewczyn(k)a, tytułowa Saya i jedyny promyk nadziei w tym gnieździe szaleństwa i wszechobecnego zepsucia. Jedyna istota, którą z jakiegoś powodu postrzega normalnie i stopniowo zaczyna darzyć szczerą miłością.

Saya no Uta Steam #2

W ten sposób rozpoczyna się wyboista droga do piekła. Jeśli jesteście wrażliwcami, powinniście wiedzieć, że Saya no Uta nie boi się tematów tabu i przekracza wszelkie moralne granice obyczajów. Traficie tutaj na wątki kanibalizmu, obrzydliwe gore, bezpośrednio ukazaną erotykę, gwałty i niewolnictwo seksualne. Czujcie się ostrzeżeni i jeśli cierpicie na wyjątkowo słabe nerwy – nie zbliżajcie się do tej gry.

Japońska ekstrema

Saya no Uta z premedytacją jest obrzydliwa i przesiąknięta tak zwanym „shock value„. Zwłaszcza gdy wydarzenia ukazane są ze skrzywionej perspektywy Fuminoriego. Romans dwójki głównych bohaterów z każdą sceną nabiera coraz ciemniejszych barw i przeraża kierunkiem rozwoju. Śledzimy losy nie tylko socjopatów, ale i przyjaciół Fuminoriego bezskutecznie wyciągających dłoń w kierunku coraz bardziej izolującego się człowieka. Tajemnicza Saya to z kolei tylko jeden element większej układanki i pojawiających się pytań.

Wszelkie zabiegi narracyjne mające wzbudzić w Was dyskomfort sprawdzają się aż za dobrze. Do tego stopnia, że w ciągu tych trzech godzin wyrobiłem odruch bezwarunkowy i sama ścieżka dźwiękowa zaczęła wzbudzać we mnie, nawet nie tyle niepokój, ile skręcanie treści żołądka. Również w przypadku lżejszych kawałków, które bez kontekstu brzmią na wskroś pozytywnie. Co jest smutne, bo utwory muzyczne z OST to naprawdę dobre i unikalne kompozycje, silnie budujące atmosferę poszczególnych scen, nadając im dosłownie określony wydźwięk. Saya pięknie śpiewa i jej album to duży plus całego doświadczenia. Posłuchajcie, zanim obrazy z gry na zawsze odmienią Wasz odbiór.

YouTube video

Saya no Uta powierzchownie może sprawiać wrażenie dzieła opierającego się wyłącznie na kontrowersji. Po części się z tym zgodzę i w pełni zrozumiem tych trzymających się tej opinii. Choć sam należę do osób, które ironicznie potrafią doszukać się pewnego piękna w tej przygodzie i ogólnej koncepcji fabularnej. Wszak jest to historia o miłości (totalnie pokręconej, ale w jakiś sposób romantycznej) i ratowaniu drugiej, ważnej dla siebie osoby. Pozostawia też pole do szerszej interpretacji.

Socjopaci w krainie czarów

Saya nie straszy wyłącznie wizualnie, a bardziej samą treścią. Dosłownie torturuje osoby empatyczne, karmiąc je wstrętnymi czynami popełnianymi przez bohaterów. Przeraża rozwojem osobowości Fuminoriego zamkniętego jednocześnie w klamrach największej ofiary, jak i niehumanitarnego oprawcy. Potrafi zbudować atmosferę niepokoju i grozy, zaszczepić w nas panikę względem tego, co za chwilę pojawi się na ekranie. Metodycznie trzyma w suspensie, wsadzając nas do wagonika zmierzającego nieubłaganie w kierunku tragedii. Wreszcie ukazuje szaleństwo w sposób odmienny niż inne gry. Nienormalność powoli przeradza się w nową codzienność dla naszych bohaterów. Opowieść przedstawia lawinę „zła”, a to jak zwykle przyciąga najwięcej uwagi i nie możemy się doczekać, gdzie zaprowadzi te wszystkie postacie.

Niczym w „Urodzonych Mordercach” towarzyszymy duetowi socjopatów zatracających się coraz bardziej w swej odizolowanej rzeczywistości, którą jasno odcinają od społeczeństwa. Fuminori i Saya to duet żywiący wobec siebie silnie emocjonalne przywiązanie. Wraz z rozwojem ich relacji, zaczynają coraz mocnej na sobie polegać. Do tego stopnia, że jedno i drugie staje się od siebie zależne. Osobno nie są w stanie dłużej egzystować. Prowadzi to do tragicznych w skutkach decyzji. Skrzywione postrzeganie świata tylko potęguje destrukcyjne zachowania i napędza spiralę katastrof. Najgorszy w tym wszystkim wydaje się być fakt, że część okrutnych wydarzeń spowodowana jest przez wręcz dziecięcą niewinność, pragnienie uszczęśliwienia ukochanej osoby i spełnienia jej wszystkich potrzeb.

Na pograniczu zdrowia psychicznego

Historia jest krótka, ale przy tym maksymalnie skondensowana treścią. Oferuje dosłownie jeden wybór (albo dwa, już nie pamiętam) prowadzący do złego zakończenia, paradoksalnie ma ono dla mnie pozytywniejszy wydźwięk niż to ostateczne. Większość z bystrych osób doskonale przewidzi, na czym polega pierwszy twist z Sayą i jej tożsamością. Uwierzcie, ze to nie wszystko i kryje się za tym grubsza intryga oraz spora ilość ciekawszych motywów do dyskusji. Powiedziałbym nawet, że to ostatni zwrot (wyjątkowy względem reszty) silnie definiuje niezwykłość tej historii.

Saya no Uta Steam #3

Nawet pomimo japońskiej hiperboli, której wyolbrzymiony fatalizm potrafi popaść w śmieszność. Saya no Uta pozostaje dla mnie jednym z najbardziej wstrząsających i obrzydliwych horrorów, jakich doświadczyłem. W tym bezpardonowo podanym okrucieństwie jest czynnik fascynacji, jest dobry scenariusz, są sceny meczące umysł i dobrze napisani bohaterowie. To jednocześnie dzieło, którego nie jestem w stanie komukolwiek polecić. Cieszę się, że akurat ta Novelka pozostaje w niszy. Niezależnie od konkluzji całości, większość naprawdę nie potrzebuje w swoim życiu dawki tak negatywnej energii zamkniętej w strukturze wymęczającej psychicznie opowieści.

P.S: Jeśli jednak zaryzykujecie i się skusicie, proszę pamiętać, że wersja na Steam jest niestety ocenzurowana. 

Gen Urobuchi to znany i zasłużony pisarz z Japonii. Możecie kojarzyć go z kilku serii anime i light novelek. To on oryginalnie napisał Fate/Zero, a także powołał do życia skrypt Puella Magi Madoka Magica oraz pierwszego sezonu Psycho-Pass. Ostatnie gorąco polecam ze szczególnym naciskiem na Madokę (do obejrzenia na Netfliksie!). Autor nie bez powodu cieszy się silną renomą w Japonii. Operuje charakterystycznym stylem, który (jak podaje Wikipedia i pod czym sam się podpisuję) cechuje się wyraźnie zaznaczonymi motywami nihilistycznymi. Niczym rasowa ekstrema potrafi szokować brutalnym gore i tragicznymi dla bohaterów zwrotami akcji. Saya no Uta jest tego doskonałym przykładem.

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Showbiznes często określa się jako siedlisko diabła, albo przynajmniej przynętę na niego i jak widać, opinia ta jest rozpowszechniona na całym świecie. Również w...

Recenzje

Serious Sam 4 jest niczym nad wyraz sprawny wehikuł czasu na pecetowym rynku FPS-ów. Odpalacie grę i momentalnie przenosicie się dekadę wstecz. I nie...

Recenzje

*Poniższy tekst został napisany przez osobę szczerze pochłoniętą i zafascynowaną wykreowanym światem oraz bohaterami powołanymi do życia. Autor odebrał tytuł wyjątkowo emocjonalnie i po...

Recenzje

Mam jakąś niewyobrażalną słabość do AVICII Invector. Mając na uwadze to, że nie przepadam za grami rytmicznymi, nie jestem fanem muzyki elektronicznej, a AVICII...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: