Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Saga Frontier Remastered (PS4) – recenzja gry

Odświeżony po latach klasyk od Squaresoftu znów cieszy oczy fanów japońskich RPG. Wyprawa w przeszłość jednak nie musi boleć.

Square Enix kilka tygodni temu odświeżyło i wypuściło na rynek swojego kolejnego klasyka – kolejną grę z serii SaGa. Wprawdzie SaGa Frontier Remastered wydana pierwotnie na pierwsze PlayStation nie jest perełką nawet na tle swojej marki, ale to nadal jest to jRPG warty uwagi, co postaram się wykazać w poniższej recenzji.

Cykl SaGa nie ma wprawdzie takiej popularności jak Final Fantasy czy Dragon Quest, ale to wciąż zacna i wymagająca seria gier z uwagi na niemal otwarty świat i związane z tym wyzwania (dla fanów) oraz niedogodności (dla postronnych). Dotychczas wznawiane odsłony były remasterowane raczej na odczepnego [oj, tu bym się nie zgodził – dop. Musiol], ale w przypadku Saga Frontier Remastered wydanej pierwotnie na PSX nieco się to zmieniło. Cóż ktoś powie, że jakby skorzystać z filtrów w emulatorach efekt byłby podobny, ale znaczna część graczy ceni sobie jednak zabawę bez dodatkowych programów i dobrze, że Square Enix wyszło im naprzeciw. Wersja na PS4 (oraz na Switcha, PC i smartfony) czeka na wszystkich chętnych.

Saga Frontier Remastered #1

Zmiany nie zaszły jednak tylko w warstwie wizualnej, o czym sobie jeszcze powiemy, ale także w fabularnej. Pierwotnie mieliśmy siedmioro bohaterów i tyleż historii, ale po zaliczeniu ich wszystkich odblokowujemy dodatkową postać o imieniu Fuse. To ważnie bowiem same historie do długich nie należą i dobrze, że pojawił się ktoś nowy w całej opowieści (a raczej spóźnialski, który nie załapał się do oryginału), a zaimplementowanych motywów jak na staroszkolnego jRPG-a przystało, jest całkiem sporo i wcale się ze sobą nie gryzą. W każdym razie SaGa Frontier Remastered posiada niesamowicie zakręcone tło fabularne, rzucające nas w odmienne stylem światy. Raz jest to współczesność, kiedy indziej mroczna i magiczna kraina, bądź chociażby cyber albo steampunkowe realia. Dostępny jest, chociażby, robot z amnezją (klimat jak w Star Ocean), pół-mistyczka (coś jak wampir), znana modelka czy magmel (taki zwierzak) Riki. W sumie rozwiązania typowe dla epoki lat 90’tych, które wtedy bawiły, a i dzisiaj też miło się do nich wraca. Cieszy też fakt, że przez całą rozgrywkę w SaGa Frontier Remastered poznamy 50 bohaterów, których da radę wcielić do drużyny.

W oryginalnej wersji gry, po obowiązkowych wprowadzeniach dla poszczególnych postaci, zostajemy rzuceni samym sobie i możemy iść niemal tam, gdzie chcemy. W remasterze twórcy się nieco nad nami zlitowali i wrzucili podsumowanie bieżących wydarzeń scenariusza, które podpowiada nam co zrobić, by posunąć fabułę do przodu. Mimo to w niektórych wciąż łatwo się pogubić, bo i tak nie zawsze wiadomo, co należy zrobić. O ile scenariusz Emilii jest w miarę prosty i przewidywalny to w historii Aselius i Lutego zdarzyło mi się utknąć na dłużej w trakcie niektórych momentów. Osobiście jednak poszczególne opowieści mi się podobały i nawet żałowałem, że są krótkie, ponieważ, gdy pominąć co bardziej poboczne aktywności, każdą można ukończyć w kilka godzin. Te, kiedy się już nieco rozpatrzymy, można zresztą zaliczyć później dzięki opcji NG+, pozwalającej do nowej rozgrywki przenieść część zdobytego ekwipunku i umiejętności.

Oczywiście przemierzając świat gry, stoczymy mnóstwo walk. Wprawdzie w głównych zarysach nie odbiegają od kanonu gatunku, ale mają swoje charakterystyczne dla serii smaczki. Wbrew temu, że widać wrogów swobodnie przemierzających poszczególne lokacje, starcia z nimi bardzo trudno uniknąć, bo rzucają się na nas, gdy tylko ujrzą. Na szczęście, kiedy już do niego dojdzie, bez problemu da radę się z boju wycofać. Rzecz użyteczna, bowiem lepiej uważać z nadmierną ilością bitew, ponieważ im stajemy się silniejsi, tym trudniejszych przeciwników dostajemy. By nam jednak nie było smutno w starciu, może wziąć nawet kilkanaście postaci zgrupowanych w kilku oddziałach, swobodnie zmienianych w trakcie boju. Wprawdzie przy pomniejszych przeciwnikach nie ma to większego znaczenia, ale znakomicie sprawdza się, gdy przychodzi pokonać obecnych w grze bossów.

Same bitwy w turach przebiegają według standardowego dla gatunku schematu, no niemal, bowiem nie ma tu czegoś takiego jak punkty doświadczenia i wzorem Final Fantasy II po każdej walce niektóre parametry postaci losowo się zwiększają. Również nabywanie nowych zdolności odbywa się według znanego tylko grze schematu tak zwany system Glimmer, tyle że w remasterze został on nieco bardziej okiełznany przez twórców, dzięki czemu zdobywanie kolejnych ataków wydaje się bardziej racjonalne. Ogólnie rzecz biorąc pomimo pewnych poprawek usprawniających całą zabawę, wciąż mamy starą szkołę pełną gębą, co stanowi wielką zaletę dla graczy kochających wracać do produkcji sprzed wielu lat.

Najbardziej jednak przypadł mi do gustu sposób odświeżenia samej oprawy wizualnej tytułu. Ostatnio wprawdzie Square Enix nie popisało się zbytnio w tym względzie, weźmy na przykład, chociażby Final Fantasy VIII, lecz tym razem ktoś tam ruszył głową. Nie mamy tu rzecz jasna nic na miarę współczesnych oczekiwań, ale efekt prac w SaGa Frontier Remastered jest co najmniej zadowalający. Zachowano estetykę oryginału bez radykalnych zmian, przy czym grafika nie kłuje po oczach. Kolory są żywe, sprite’y postaci i wrogów wyraźne, a tła nie straszą pikselami. Jedyny zgrzyt to pewna nierówność wizualna bowiem zdarzają się wrogowie czy elementy środowiska gorzej wykonane, ale nie aż tak by kłuły w oczy. Oprawa zachowała swój klimat, a niektóre lokacje potrafią się podobać nawet dzisiaj. Przy okazji możemy oglądać ilustracje naszych protagonistów pędzla znanej rysowniczki Tomomi Kobayashi nasuwające nieco skojarzenia z anime wyświetlanych w latach osiemdziesiątych. Cieszy też możliwość przyśpieszania prędkości gry, ponieważ na standardowej wszystko zdaje się poruszać w zwolnionym tempie, ale za drażni mnie mało intuicyjne menu. Na pozór wszystko na swoim miejscu, ale zbyt często, zamiast coś zatwierdzić, opuszczałem daną zakładkę.

Saga Frontier Remastered #4

Jak już wspomniałem wcześniej SaGa Frontier Remastered nie należy do gier łatwych a dzisiaj może być nieco chaotyczna w odbiorze, na szczęście Square Enix tu i ówdzie wprowadziło drobne poprawki, by zadowoliła starych wyjadaczy jak i współczesnych fanów retro. Nie jest to wprawdzie tytuł, który należy przymusowo poznać czy zaliczyć, ale gdy będzie dostępny za przystępną cenę, fani japońskich RPG spokojnie mogą inwestować pieniądze. Cóż, czekamy na remaster części drugiej.

Plusy

  • Osiem historii do zaliczenia w tym nowa postać
  • Poprawki względem oryginału usprawniające rozgrywkę
  • Odświeżona oprawa graficzna

Minusy:

  • Pomimo podpowiedzi nie zawsze wiadomo co ze sobą począć
  • Menusy niezbyt intuicyjne w obsłudze
  • Niektórym scenariuszom wciąż przydałyby się pewne szlify
Autor

Jestem miłośnikiem gier jRPG i strategii, kolekcjonuje też figurki. Recenzuje gry od ponad dekady na różnych portalach i mogę się pochwalić bardzo bogatym warsztatem. Lubię czytać książki o tematyce historycznej oraz interesuje się geopolityką. Mój e-mail kontaktowy to aysnel.astarell@gmail.com

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warto także przeczytać

Recenzje

Dungeon - crawler FPP w stylu fantasy-anime od studia Experience po 10 latach debiutuje na zachodzie.

Mój dziennik growy

Jak to często bywa – nawet nie wiem, kiedy uciekła mi połowa września. Dla wielu to czas powrotu do szkoły, dla mnie kolejny miesiąc,...

Gry

Los Angeles, lata 40. ubiegłego wieku. Późnym wieczorem bary i puby wypełniają się zmęczonymi ludźmi w garniturach. Jazzowa muzyka Billie Holiday czy Louisa Armstronga,...

Gry

Kody na darmową zawartość do Genshin Impact pojawiają się co jakiś czas. Te działające znajdziecie w tym wpisie.

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.