Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Rune Factory 4 Special (Switch) – recenzja gry

Wbrew pozorom życie księcia (bądź księżniczki) nie jest usłane różami, zwłaszcza gdy przypadkowo objęło się tę fuchę. Rune Factory 4 Special opowiada właśnie o tym, że nawet przynależąc do wyższych sfer, większość czasu i tak spędzimy z łopatą w dłoni, by zarobić na życie. Jak się jednak okazuje, własnoręczna uprawa roli niesie także pewne korzyści.

Seria Rune Factory powstała początkowo jako wariacja takiego cyklu rolniczych jRPG jak Harvest Moon, ale z czasem przerodziła się w samodzielną markę (nawet z własnymi spin-offami pokroju Frontier i Ocean) z ciut większym naciskiem na wspomniane właśnie „rolepleyowe” elementy. Rune Factory 4 Special jest akurat remasterem tytułu na Nintendo Switch, wydanego pierwotne na Nintendo 3DS z dodatkową zawartością. Obecne w sieci recenzje przedstawiają ten tytuł całkiem ciepło, co nie oznacza jednak, że każdy fan gatunku się tu odnajdzie.

Fabularnie zaczyna się tak jak w poprzedniczkach, lądujemy w obcym sobie miejscu z częściową amnezją i musimy się tutaj jakoś urządzić, by przeżyć. Tym razem wcielamy się w chłopca imieniem Lest, bądź dziewczynkę Frey. Pewnym zbiegiem okoliczności trafiamy do miasta Selphia, gdzie zostajemy uznani za księcia/księżniczkę. Monarsze sprawy nie uwalniają nas jednak od łopaty i motyki dostajemy więc poletko na własny użytek. Oczywiście praca w polu nie będzie naszym jedynym obowiązkiem, bowiem co rusz musimy rozprawiać się z zagrożeniami czyhającymi poza miastem, odzyskując kolejne fragmenty swojej pamięci, czy rozwiązując tajemnicę młodej dziewczyny znalezionej w lesie. Nie od rzeczy byłoby także założenie rodziny, zwłaszcza że kandydatów na męża lub żonę nie brakuje. Mimo wszystko bowiem spotkamy wiele całkiem ciekawych i miłych postaci, łącznie z dość zażywną smoczycą, której prośby będziemy wykonywać, chcąc posunąć scenariusz naprzód. W sumie nie ma tu fabuły w tradycyjnym słowa tego znaczeniu, ale to żadna nowość dla wielbicieli serii.

Inna sprawa, że w grach opartych na rękodzielno-rolniczych założeniach, jak choćby Ateliery czy wspomniane wcześniej Harvest Moony opowieść nigdy nie grała pierwszych skrzypiec, ale więzi z napotkanymi postaciami zawsze były ważne. Także i tutaj będziemy dbać o dobre relacje z mieszkańcami Selphii, a oni odpłacą się pomocą, towarzysząc nam w eskapadach poza miasto. Jeśli się postaramy, weźmiemy wspomniany ślub i nawet doczekamy się dziecka. Patrząc jednak z perspektywy Lesta, panny tutaj bywają dość nieprzystępne i wiele prezencików i miłych słówek zeszło, zanim przygruchał sobie młodą żonę Xiao Pai. Z drugiej strony gra oferuje także inne dziewczyny o zróżnicowanym charakterze i doświadczeniu życiowym, w czym prymat wiedzie umuzykalniona elfka Margaret. Gra nas tutaj jednak trochę oszukuje, bo chociaż pozwala na głębsze zażyłości z większością mieszkańców miasta, to jednak małżeństwo (dla każdej płci) da radę zawrzeć tylko z sześcioma z góry ustalonymi postaciami. W takim razie jednak po co są opcje wyznania miłości osobie też samej płci, czy chociażby możność uwiedzenia zamężnej kobiety? Pewnie miał być to żart, ale wygląda tak, jakby twórcy mieli nieco śmielsze pomysły, lecz gwałtownie się z nich wycofali. To, co najważniejsze jednak tytuł wciąż oferuje spore pokłady humoru zarówno w dialogach jak i sytuacyjnego.

Oprócz romansów w wolnych chwilach musimy stale udowadniać, że motyką i łopatą posługujemy się tak samo sprawnie jak językiem i lędźwiami. Wprawdzie tytuł w porównaniu do Harvest Moonów nie przymusza na siłę do pracy na roli, możemy bowiem zająć się rzemiosłem czy gotowaniem, albo żyć z wypraw poza miasto, lub korzystać ze wszystkiego po trochu, lecz do końca jej nie unikniemy. Mimo wszystko na początku, w pocie czoła, będziemy uprawiać popularne jarzynki jak rzepa czy ziemniaczki, ciułając grosz do grosza, by z czasem rozglądnąć się za innym uprawami, bądź inwestować w ciekawsze zajęcia. Na szczęście, mimo iż czas stale płynie, rozgrywka w niczym nas nie pogania i wszystko da się zrobić we własnym tempie, chociaż nie powiem, wiele rzeczy wymaga od nas cierpliwości. Zagłębiając się coraz bardziej w zabawę, da się wyróżnić trzy fazy każdego dnia: z rana będziemy orać glebę, sadzić i podlewać roślinki (oraz karmić zwierzaki), a później zbierać i sprzedawać; popołudnie zarezerwowane jest raczej na rzemiosło i kontakty personalne, natomiast wieczorami wybieramy się poza miasto, by wykonywać zadania scenariuszowe, przy okazji walcząc z potworami i zbierając niedostępne normalnie fanty. Ogranicza nas jedynie wskaźnik wytrzymałości spadający wraz z każdą czynnością, albo gdy późno chodzimy spać, ale regeneruje się on poprzez jedzenie albo kąpiel w łaźni.

Z innych mniej rzucających się w oczy spraw będziemy zajmować się organizacją różnych festiwali, czy wykonywać prośby mieszkańców, za co otrzymamy specjalne punkty pozwalające odblokować nowe posunięcia czy udogodnienia. Wracając do wycieczek w teren, zostały one zaprojektowane w stylu dungeon-crawlera i prostego RPG-a akcji. Po prostu przemierzamy kolejne lokacje i machając bronią, tłuczemy wszystko, co się rusza, by dostać się do bossa, albo do wyznaczonego celu. Prościzna, ale dziwo dająca sporo przyjemności, nawet jeśli przeciwnicy rzadko kiedy są wyzwaniem, a znaczną część walk można ominąć. Podoba mi się tutejszy rozwój postaci oparty nie o punkty doświadczenia, ale o prowadzoną aktywność. Im więcej biegamy, tym będziemy szybsi, im więcej kopiemy, tym mniej czasu zajmie nam uprawa roli, im więcej posługujemy się bronią, tym większej biegłości nabieram i tak dalej, przy czym pól, na których możemy się doskonalić, jest całkiem sporo. Miłośników craftingu zainteresuje pewnie fakt, że i w tej materii będziemy mieli okazje się wykazać, tworząc coraz lepsze narzędzia rolnicze, potrawy kulinarne oraz broń i zbroje. Wbrew pozorom zajęcia nam nie braknie, bowiem cała zabawa, łącznie z dodatkami trwa nawet 50 godzin.

Przejdźmy wreszcie do kwestii technicznych, z którymi bywa różnie. Pod względem wizualnym tytuł to remaster przenośnego pierwowzoru, oferujący grafikę 2.5D, czyli trójwymiarowe postacie pałętające się po dwuwymiarowych tła w rzucie izometrycznym. Na małym ekranie gra prezentuje się całkiem miło dla oczu, tworząc klimat starej szkoły, lecz w przystępnym wydaniu. Spore obawy miałem przed zabawą na dużym TV, ale okazały się bezpodstawne. Oprawa nie straszy pikselami, a samo otoczenie nie składa się z plam na plamie, co często trafi przenośne produkcje przenoszone na większą platformę. Owszem da się zauważyć drobne rozmazanie głębi w tym trybie, ale nie wywołuje ono dyskomfortu. Można powiedzieć, iż gra została odświeżona dobrze, wprawdzie bez fajerwerków, ale bez powodów do narzekania, chociaż niestety znacznie gorzej jest udźwiękowieniem, a zwłaszcza z dubbingiem. Zaczyna się wprawdzie przyjemnie dla wzroku i słuchu, ponieważ stylowa oprawa czołówki oraz tytułowa piosenka zrywają czapki z głów, ale później kwestie audio pozostawiają nieco do życzenia. Same melodie słyszane w trakcie zabawy jeszcze ujdą, ale przy grze w docku od razu słychać przenośny rodowód gry. Natomiast szczątkowy angielski dubbing woła o pomstę do nieba, często urywa się w połowie, a zamiast rozmów słyszymy jakieś dziwne dźwięki ponadto dialogom ze smoczycą towarzyszy jakiś irytujący hałas w tle. Jak dla mnie mogli już całkowicie usunąć głosy i zaoszczędzić sobie pracy, lepiej na tym wychodząc. Czyżby chciano zaoszczędzić miejsca na nośniku gry? Na szczęście mamy też japońskie dialogi do wyboru jednak też nie porywają.

Przyczepiłbym też się do wciąż niezbyt intuicyjnego sterowania, co dla mnie niestety zawsze było bolączką, a przy stacjonarnym graniu jeszcze bardziej wychodzić na jaw. Chociaż nie jest tak źle, by niszczyło ono przyjemność z zabawy, ale pewna toporność interfejsu jest wyczuwalna i często zdarza się nam zrobić coś, czego nie chcieliśmy, np. wyrzucić trzymany przedmiot, zamiast go użyć. Cóż widać, że gra kładzie nacisk raczej na przenośną rozgrywkę, gdzie jest jakby wygodniejsze Kilka słów jeszcze o dodatkach, które wprawdzie nie wnoszą tak wiele do odnowionego, jakby się chciało, no ale są. Większość to typowe bonusowe scenki rodzajowe z poznanymi mieszkańcami miasta w tym naszą smoczycą, przeważnie na tematy romansowe. Najważniejszy z nich to tryb nowożeńców, pełniący role epilogu dla postaci, z którą wzięliśmy ślub. Nie jest wprawdzie długi, ale żeby zobaczyć wszystkie, trzeba zaliczyć grę dwanaście razy.

Przyznać należy, że Rune Factory 4 Special przeznaczony jest dla wąskiej grupy graczy, więc nie każdy się w niej odnajdzie. Jeśli jednak znacie tę serię, a poprzednie części sprawiały wam przyjemność, to ta również przyniesie sporo radości. Dla osób nowych w temacie zachęcałbym najpierw wypróbować poprzednie części, bądź pożyczyć egzemplarz od kolegi, chociaż rozsądna jak na warunki Switcha cena zachęca do zakupu.

Plusy:

  • Remaster wykonany w miarę dobrze
  • Staroszkolny klimat
  • Dodatkowa zawartość (za to, że jest)
  • Wciąż spora grywalność
  • Przystępna cena

Minusy:

  • Sterowanie wciąż niezbyt intuicyjne
  • Skaszaniony angielski dubbing
  • Tytuł raczej dla wąskiej grupy odbiorców
O autorze

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Showbiznes często określa się jako siedlisko diabła, albo przynajmniej przynętę na niego i jak widać, opinia ta jest rozpowszechniona na całym świecie. Również w...

Recenzje

Mam jakąś niewyobrażalną słabość do AVICII Invector. Mając na uwadze to, że nie przepadam za grami rytmicznymi, nie jestem fanem muzyki elektronicznej, a AVICII...

Recenzje

Kazutaka Kodaka, czyli twórca kultowej serii japońskich gier – Danganronpa, powraca z nowym, odważnym projektem. Zamiast tradycyjnej gry przygodowej, stworzył z ekipą Too Kyo...

Recenzje

Stało się! Sony po wielu latach dostarczyło tytuł walczący o miano definiującego całą ostatnią generację PlayStation. Produkt, który dźwiga niesamowity ciężar schedy legendarnego poprzednika....

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: