Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Rigid Force Redux (Switch) – recenzja gry

Podoba mi się, w jaki sposób Nintendo na przestrzeni ostatnich lat rozwinęło się w kierunku twórców niezależnych i dystrybucji cyfrowej. Między innymi dlatego, że dzięki temu Nintendo Switch spisuje się pierwszorzędnie jako mekka dla shoot’em upów wszelakich. Zaglądając do eShopu, czuję się, jakbym przekroczył próg bezdennego skarbca pełnego tytułów na wskroś arcade’owych. Do ich grona dołączyło właśnie Rigid Force Redux, czyli gra silnie inspirująca się klasyką gatunku, jak cykl Gradius i R-Type. Udaje jej się to, choć nie wychodzi poza narzucony schemat.

Rigid Force Redux #1

Rigid Force Redux jest szczere do bólu. Dostarcza dokładnie to, co obiecuje – staroszkolną i dopieszczoną względem PC-towego wydania produkcję. Poprawiono interfejs i przypudrowano delikatnie efekty graficzne. Całość zamiast eksperymentowania z formułą, stawia na uchwycenie tego magicznego pierwiastka, który nie pozwala oderwać się od SHMUP-ów. Mamy więc klasyczną, side-scrollową rozgrywkę, cały wachlarz uzbrojenia i power upów. Obecne są również obowiązkowe starcia z bossami, gdzie z precyzją co do piksela będziemy tańczyć między hordą śmiertelnie groźnych pocisków. Wręcz sztampowo podana esencja bullet-hell i bardzo dobrze!

Proste założenia z priorytetem ulokowanym na bicie rekordów oraz uzależniające samodoskonalenie. Terapeutyka pozwalająca w 100% skupić się na angażującym masterowaniu poszczególnych etapów, a przy tym oderwać od trosk codzienności. Sprawdza się to od lat, sprawdziło i w tym przypadku. Gra jest bardzo intuicyjna i rzemieślniczo zaprojektowana. Przede wszystkim jest także uczciwa wobec gracza, więc każdy zgon podyktowany będzie wyłącznie niedopatrzeniem i winą samego grającego. Feeling strzelania jest satysfakcjonujący, a inspiracje najlepszymi przedstawicielami działają. To przykładny SHMUP – tylko tyle i aż tyle. Od strony interaktywności nie mam mu nic do zarzucenia. Może jedynie fakt, że nie przygotowano rozgrywki kooperacyjnej, którą zawsze w gatunku cenię. Do gustu przypadł mi za to motyw obracania trajektorii wystrzału. Możemy strzelać skoncentrowaną wiązką przed siebie lub rozdzielić atak i posyłać słabsze salwy, ale w obu kierunkach.

Płynna rozgrywka w 60 klatkach na sekundę przy poprawnej, współczesnej grafice 3D przekłada się na przejrzystą i precyzyjną pozycję. Energiczna muzyka autorstwa DREAMTIME to kawał soczystej, elektrycznej ścieżki dźwiękowej. Również i uchem wychwycimy ukłon w stronę korzeni i przeszłości. Mimo wszystko brakuje tutaj wizualnego sznytu artystycznego. Brak elementów wyróżniających i ekstrawagancji. Nasi przeciwnicy to nijacy estetycznie kosmici oraz maszyny, a bossowie z wyglądu w żaden sposób nie starają się zapaść w pamięć. To wszystko już było, niezliczoną ilość razy remiksowane i podawane w poszczególnych tytułach.

To w zasadzie mój jedyny z poważniejszych zarzutów. Rigid Force Redux pozbawione jest ciekawszej szaty. Czegoś na wzór buddyjskich alegorii z legendarnej Ikarugi. Duszy i charakteru twórców, głębszego przesłania opowiedzianego prezencją. Dostarczy Wam od kilku do kilkunastu godzin przyjemnej rozgrywki, a potem przepadnie i nigdy nie zostanie przesadnie wspominany. Nie ma po prostu, do czego wracać.

Nie tyczy się to zawartości, bo ta nie wypada wcale źle. Kampania składa się z sześciu wymagających plansz, a dobrze zbalansowane poziomy trudności pozwolą spędzić miło czas graczom o różnym stopniu gatunkowego wtajemniczenia. Wariacje dodatkowe to również standard w postaci modułu Arcade oraz Boss Rush, gdzie toczymy intensywne boje z poszczególnymi „szefami”. Łowcy osiągnięć ucieszą się z 40. wbudowanych wewnątrz gry pucharów, które niejednym zapewne wydłużą zabawę. Nie brakuje również rankingów sieciowych, wiec możecie śmiało rywalizować z całym światem.

Rigid Force Redux #4

Bawiłem się przednio, choć brakowało mi tej cząstki własnej tożsamości. Fundamenty bardzo przypadły mi do gustu i to najważniejsza kwestia w przypadku Rigid Force Redux. Autorzy prawdopodobnie świadomie nie zamierzali opuścić ram listu miłosnego adresowanego w przeszłość. Udało im się to i dostarczyli lekko poprawione dzieło usilnie zapatrzone w przeszłość. Fajny, dobrze zaprojektowany SHMUP. W sam raz na kilka wieczorów i jako przyjemny przerywnik urozmaicający podróże. Trafił na idealną dla siebie platformę, jaką bez wątpienia jest Switch.

Plusy

  • Przyjemnie skrojona rozgrywka na modłę R-Type i Gradiusa
  • Energiczna i wpadająca w ucho muzyka
  • Usprawniony interfejs
  • Wymagający poziom trudności

Minusy

  • Wizualnie bezpieczna i pozbawiona czynnika wyróżniającego
  • Chciałoby się pograć w coopie…
Autor

Nieistotny człowiek z szumem w głowie

1 Komentarz

1 komentarz

  1. Asobu

    15 czerwca, 2020 o 10:19

    Właśnie brak coopa jedynie zniechęca mnie w takich grach, bo kompletnie nie umiem w nie grać sama :v

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Po wielu latach nie bez powodu kultowy shoot 'em up trafia na Nintendo Switch. Swoista wizytówka twórczości weteranów z Cave nie tyle zaskakuje formą,...

Recenzje

Ładne dziewczyny śmigające na stalowych skrzydłach w przestworzach. Warto do nich dołączyć?

Recenzje

Retro jRPG bez narratora i z wyborami, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem w drużynie.

Recenzje

Niszczyciel rodzin i przyjaźni ubrany w fartuch szefa kuchni trafił na Switcha.

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.