Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Planescape: Torment – recenzja wędrówki po Wieloświecie

Cóż może zmienić naturę człowieka? Na te i wiele, wiele innych pytań Planescape: Torment odpowie Wam aż nadto wymownie. Zawieszeni na krawędzi życia i śmierci wyruszycie w podróż jedyną w swoim rodzaju. Podróż na wskroś refleksyjną i o charakterze, który zostanie z Wami na długo po ujrzeniu napisów końcowych.

Znam swoje zbrodnie i chciałbym położyć im kres, ale jedna jedyna istota, która byłaby w stanie ukrócić tę niesprawiedliwość, z egoistycznych pobudek odrzuca moje prośby.

Nie podlega najmniejszej dyskusji, że Planescape: Torment to gra legendarna. Zwłaszcza w kontekście Polski, gdzie gatunek cRPG jest wyjątkowo ceniony i obdarzony silną miłością przez starszych graczy. Ba! W okresie pierwotnej premiery Tormenta, czyli w 1999 roku, po prostu nie wypadało „nie być” fanem komputerowych gier RPG, zwłaszcza tych wykorzystujących system D&D i jego pochodne. Czas pędzi nieubłaganie do przodu, zmieniają się trendy, a wraz z modą przemijają też sami gracze, których zastępuje młoda krew. Jak sytuacja wygląda z perspektywy czasu i czy po przeszło dwóch dekadach Planescape: Torment ma czego szukać na konsolach?

Planescape Torment

Nareszcie, geniuszem „Udręki” może zachwycić się kolejne pokolenie graczy! Odbiorcy, którzy do tej pory stronili od PC-towego grania trzymając się uparcie obozu konsol. W gwoli wyjaśnienia. Nie zamierzam wdawać się za bardzo w szczegóły tego, czym właściwie jest Torment – tytuł, jak zauważyłem, liczy ponad 20. lat. Bez trudu znajdziecie lepsze teksty od bardziej uzdolnionych autorów opisujących zawiłą i skomplikowaną istotę przygód Bezimiennego. Zamiast tego poświecę uwagę aspektowi konwersji i zmian wprowadzonych na rzecz portu oraz samej edycji rozszerzonej. Jeśli więc jesteście ciekawi, czy jest sens nadrabiać tego konkretnego klasyka w wersji na PS4, to postaram się Wam na to odpowiedzieć.

A cóż to za dom? Spoiwem tej budowli są moje żale, a jedynymi mieszkańcami tych sal są cienie naszych ofiar, snujące się pośród reliktów przeszłości, przykrytych grubą warstwą kurzu. Jedyne, na czym tu można oprzeć oczy, to wysysające wszelkie życie fantomy Sfery Negatywnej Materii. Mówisz, że to twój dom. Na takie miejsca są inne nazwy, a najbliższą spośród nich jest *więzienie*.

Witajcie w istnym przybytku makabrycznej grozy. Zbudzeni w samym środku posępnego prosektorium, gdzie na próżno szukać żywej duszy. Zatęchły smród zgnilizny i zapach krwi drażni Wasze zatoki, a gdzie nie sięgnąć wzrokiem znajdują się poskręcane i niedbale zszyte ciała. To stado kroczących trupów, pełniących rolę tutejszej taniej siły roboczej. Pośród tego koszmaru pojawiamy się my – postawny mężczyzna, którego ciało pokryte jest licznymi, paskudnymi bliznami. Na domiar złego nie wiemy, kim jesteśmy. Pozbawieni przeszłości i wspomnień odkrywam poprzez praktykę dar nieśmiertelności. W chwili, gdy śmierć próbuje zacisnąć na nas swe lodowate dłonie, budzimy się z powrotem. Ponownie wstajemy z chłodnego stołu kostnicy, zaczynając wszystko od początku.

Na domiar złego poznajemy Mortimera. Unoszącą się w powietrzu elokwentną czaszkę, niepotrafiącą korzystać z prawa do milczenia. Irytujący towarzysz okazuje się jednak pomocny. To właśnie on odkrywa na naszych plecach jedyną wskazówkę niezbędną do rozwiązania zagadki zaistniałej sytuacji. Wytatuowane na ciele poszlaki (niczym w filmie Memento) są drogowskazem od nas samych i nitką, która stopniowo naprowadzi Bezimiennego do odpowiedzi na frapującego go pytania.

W ten sposób rozpoczyna się mocno egzystencjalna i filozoficzna podróż przez enigmatyczny Wieloświat. Nadrzędnym celem jest poznanie samego siebie i odkrycie zagadki nieśmiertelności. Droga do tego będzie mocno zawiła i skomplikowana. Konkluzje wielu zadań i niespodziewane zależności zaskoczą Was niejednokrotnie. Trafiacie w końcu do krainy, gdzie nic nie jest tym, czym się na pierwszy rzut oka wydaje. Złożony świat Planescape rządzi się własnymi i unikatowymi prawami. Jednym z jego najważniejszych aspektów są portale prowadzące do najróżniejszych sfer. Klucze do nich mogą kryć się pod najmniej spodziewaną formą. Nawet śmieci trzymane w ekwipunku potrafią doprowadzić do tego, że znajdziecie się w zupełnie innej sytuacji, niż nakazywałaby logika. Ścieżek prowadzących do celu nie sposób zliczyć. Nawet po tylu latach od oryginalnej premiery ciężko pojąć z jak niesamowicie przemyślanym tworem mamy do czynienia.

Imię to tylko uszyta ze zgłosek opończa, narzucona na grzbiet człowieka. Jest bez znaczenia. Nie ma nikogo takiego pośród żyjących, kto znałby nasze imię. To nasza tarcza. Imiona niosą w sobie władzę. Gdy ktoś staje się *bezimiennym*, tak jak my, wówczas jego moc rośnie. Wówczas nie sposób kogoś takiego wytropić. Wówczas nie sposób kogoś takiego schwytać. I nie sposób go skrzywdzić.

Planescape: Torment, w przeciwieństwie do cRPG-owych pobratymców z podobnego okresu, skupia się nadrzędnie na opowieści. Walka, chociaż obecna, schodzi tutaj na dalszy plan. Notabene stanowi również najgorszym elementem całej gry. Parę miesięcy temu miałem przyjemność recenzować niesamowite Disco Elysium, które w wielu aspektach i założeniach inspirowało się opisywaną teraz produkcją. W obu grach mamy do czynienia z mistrzowsko rozpisanymi dialogami. Postaci i scenariusz napisane przez scenarzystów Planescape: Torment wykraczają daleko poza ligę i standardy całego medium. Dość powiedzieć, że nie ma tutaj miejsca na śmieci i zbędną treść. Każda linijka tekstu czemuś służy i znalazła się w grze nie bez powodu.

Planescape: Torment recenzja

Kapitalni bohaterowie o wielowarstwowych charakterach stali się z czasem archetypami, które po latach inni twórcy zaczęli naśladować w swoich opowieściach. Najlepiej niech świadczy o tym fakt, że nawet jeśli nie graliście w Tormenta, to i tak wiele elementów (oraz rozwiązań narracyjnych) będzie dla Was znajomych. Właśnie z tego względu, że tytuł ten odcisnął na branży ogromne piętno, zasiewając przysłowiowe ziarno, na którym wyrosły kolejne, niesamowite i definiujące gry wideo produkcje.

Niektórzy złośliwie uznawali Planescape: Torment za interaktywną książkę. Podobny zarzut padał przy okazji przytoczonego przed chwilą Disco Elysium. Istnieje jednak zasadnicza różnica między tymi dziełami, być może wynikająca ze zmiany pokoleń i pewnych przyzwyczajeń. O ile Disco Elysium przypomina zwięzłe i szybkie, ale maksymalnie treściwe wymiany zdań oraz nie męczy natłokiem rozmów. Tak Planescape Torment nie bierze jeńców. Zarzuty o przegadanie nie wzięły się znikąd. O ile trudno mi cokolwiek zarzucić pod względem samej treści, tak w nieskończoność wyskakujące kolejne okna dialogowe potrafiły zmęczyć. To, co niegdyś nie przeszkadzało na ekranie 17″ monitora, jest obecnie ciężkie do przetrawienia. Niekończące się ściany tekstu czyta się niezbyt komfortowo na wielkim ekranie telewizora, któremu przyglądam się z odległości 4~ metrów.

To moje imię. To imię części wieczności. Jestem literą w boskim alfabecie. Zrozumienie mnie prowadzi do zrozumienia bytu. Jestem wpisany w prawdziwe nazwy połowy wszystkich rzeczy. Moje istnienie mieści w sobie prawdę. Jestem matematyczny, organiczny i metafizyczny.

Przechodzimy więc do sedna tekstu, czyli jak Torment odnajduje się na konsolach. Wbrew pozorom odnajduje się bardzo dobrze – nie idealnie, ale zdecydowanie lepiej niż te kilka lat temu sugerowałaby wyobraźnia. Przemodelowany interfejs z edycji rozszerzonej spisuje się całkiem przejrzyście na ekranie telewizora. Czcionki zawsze możemy powiększyć, a sterowanie zostało uwspółcześnione i jest wygodne… do czasu aż dojdzie do walki.

Do dyspozycji mamy dwa schematy sterowania. Pierwszy z nich to „swobodny”, w którym sterujemy wygodnie postacią za sprawą analoga. Drugi tryb to „taktyczny”, czyli klasyczne najeżdżanie kursorem na elementy otoczenia. Niestety, w przypadku walki gra automatycznie przechodzi na to drugie rozwiązanie. Sytuacja wybija z rytmu i na padzie sprawuje się po prostu topornie. Dlatego też wszelkie pojedynki nie tylko irytują z powodu archaizmów, ale i z racji nie do końca wygodnego sterowania. Zaatakowani przez grupę wrogów mamy problemy z przejrzystością i szybką reakcją oraz z namierzeniem konkretnego wroga. Widać, że jest ono wypadkową tego, że tytuł pierwotnie stworzono z myślą o PC-tach.

Widziałem, jak wiara przenosiła miasta, jak odpędzała od ludzi śmierć i odwracała najgorsze przekleństwa. Cała ta Forteca została wzniesiona na wierze. Wiara była przekleństwem dla kobiety, której serce czepiało się nadziei, że kocha ją ktoś, kto nie kochał jej wcale. I ta sama wiara sprawiła, że pewien człowiek poszukiwał nieśmiertelności i znalazł ją. I ta sama wiara, sprawiła, że silący się na wymuszone pozy upiór zaczął uważać, że jest czymś więcej, jak tylko częścią mnie.

Sama Edycja Rozszerzona nie wnosi zbyt wiele poza wspomnianym, uwspółcześnionym interfejsem. Warstwa wizualna gry została niemalże nietknięta. O ile prerenderowane tła zniosły jakoś próbę czasu, tak modele postaci i przerywniki filmowe trącą już mocno zgnilizną. Na pochwałę na pewno zasługuje zremasterowana ścieżka dźwiękowa, której ulepszona jakość jest od razu słyszalna. Cieszy też obecność polskiej wersji językowej z naszym dubbingiem. Boli jednak kilka błędów w tłumaczeniu. W oczy rzuciły się też problemy z polskimi znakami, które w menu potrafią widnieć w innym foncie niż reszta liter.

Port cierpi też na kilka problemów natury technicznej. Gra potrafi wysypać się do menu konsoli. Zdarzały mi się zwiechy poszczególnych okienek menu, co wymuszało wykonanie twardego resetu rozgrywki. Babole techniczne były od czasu do czasu dokuczliwe i przeszkadzały w poznawaniu historii. Jeśli jesteście uczuleni na podobne „kwiatki”, to będziecie jeszcze bardziej kręcić nosem. Konsolowa wersja na pewno nie jest najwygodniejszą ani najlepszą metodą do ogrania tego tytułu. Pomijając nawet kwestie modów, których na PS4 siłą rzeczy nie uświadczymy.

Podsumowując, Planescape: Torment da się ograć na PlayStation 4 w wystarczająco komfortowy sposób. Nie jest tak wygodnie, jak na PC, ale przesadą jest stwierdzenie, że w tytuł gra się „źle„. Zabierając się za tę przygodę, przez większość czasu będziecie bawić się wyśmienicie. Poznacie do tego jeden z kamieni milowych branży. Okazjonalnie przyjdzie Wam po prostu bluzgać na parę błędów, ale ich natężenie nie jest znów czymś, co dramatycznie utrudni zabawę. Uwierzcie, że wszelkie superlatywy nie wzięły się znikąd i warto dla nich przymknąć oko na niedoróbki konsolowego portu.

*Warto też dodać, że recenzowałem tylko połowę pakietu. W kolekcji razem z Planescape: Torment otrzymujecie Icewind Dale. Oferta jest tym bardziej atrakcyjna z uwagi na to, że to dwa cRPGowe molochy łącznie na około sto godzin rozgrywki.

Plusy:

  • Niesamowite zależności w rozgrywce
  • Wspaniała historia pełna wielowarstwowych bohaterów
  • Odświeżona ścieżka dźwiękowa
  • Swobodny tryb sterowania i odświeżony interfejs
  • Ogólna struktura zadań

Minusy:

  • Okazjonalne problemy techniczne
  • Nie do końca wygodne sterowanie w trybie taktycznym
  • Walka nie zniosła próby czasu
  • Komfort rozgrywki mimo wszystko nie dorównuje wydaniu na PC
O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Showbiznes często określa się jako siedlisko diabła, albo przynajmniej przynętę na niego i jak widać, opinia ta jest rozpowszechniona na całym świecie. Również w...

Gry

Dzisiaj coś w sam raz dla masochistów, którym niestraszne autobiczowanie tematyką potrafiącą widocznie odcisnąć swoje piętno. Powieść jeżąca włos na głowie i ściskająca żołądek....

Recenzje

*Poniższy tekst został napisany przez osobę szczerze pochłoniętą i zafascynowaną wykreowanym światem oraz bohaterami powołanymi do życia. Autor odebrał tytuł wyjątkowo emocjonalnie i po...

Recenzje

Mam jakąś niewyobrażalną słabość do AVICII Invector. Mając na uwadze to, że nie przepadam za grami rytmicznymi, nie jestem fanem muzyki elektronicznej, a AVICII...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: