Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Persona 5 Strikers (PS4) – recenzja gry

Popularni złodzieje powracają, a my sprawdzamy, czy ciągle są w stanie skraść serca fanów!

Cztery miesiące po wydarzeniach z Persony 5 bohaterowie powracają do Tokio, aby spędzić ze sobą letnie wakacje. Plany krzyżuje im tajemnicza aplikacja EMMA, która przenosi mieszkańców miasta do innego wymiaru, gdzie okradani ze swych pragnień. Złodzieje serc znów zmuszeni są do rozwiązania intrygi, która tym razem zaprowadzi ich do wielu popularnych miast Japonii.

Persona 5: Strikers to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z poprzedniczki i zaczynanie od niej przygody z serią nie jest najlepszym pomysłem. W ten sposób ominie was mnóstwo nawiązań, a także to, w jaki sposób rozwijały się relacje postaci w poprzedniej odsłonie. Zdecydowanie polecam nadrobić zaległości, przed ograniem Strikers.

Największą zmianą w najnowszej Personie jest system walki, za który tym razem odpowiada studio Omega Force. Przed premierą do produkcji przylgnęła łatka „kolejnego musou”, gatunku gier, który kojarzy się większości z bezmyślną, aczkolwiek przyjemną młócką całych armii przeciwników. Sam przyznam, że po materiałach promocyjnych oczekiwałem tego typu rozgrywki. Nic bardziej mylnego, Persona 5 Strikers to wymagający jRPG akcji, w którym taktyka to klucz do sukcesu. Tak jak w turowej Personie 5, tak i tutaj odpowiednio dobrane czary i umiejętności to podstawa wygranej. Jeśli nie będziecie odpowiednio wykorzystywać słabości przeciwników, to gra da wam w kość nawet na normalnym poziomie trudności. Rozgrywkę bardziej przyrównałbym do gier z serii Tales of… niż typowego musou. Nie zabraknie oczywiście walki z dużymi grupami, przez które przejdziemy niczym nóż przez masło, jednak lwią część czasu spędzicie na dobieraniu odpowiedniej taktyki.

Persona 5 Strikers #1

Dynamiczny system walki ma także swoje minusy. Jedną z bolączek tego tytułu jest brak wydawania szybkich komend swoim towarzyszom bez przełączania się między nimi. Da się do tego przyzwyczaić, jednak przydałoby się tutaj jakieś menu skrótów, by niczym w wymienionej wcześniej serii „Tales of”, korzystać m.in. z szybkiego leczenia  czy użycia wzmocnienia. Wspominam o tym, gdyż nasi kompani sztuczną inteligencją nie grzeszą i często prędzej pozwolą nam umrzeć, zanim nas uleczą. Kolejnym problemem, na jaki natrafiłem był system automatycznego skoku na lampy i inne elementy otoczenia, który przypisany jest pod ten sam przycisk co aktywacja ataków specjalnych. Wielokrotnie w ten sposób, zamiast trafić przeciwnika ciosem rozbijającym jego gardę, przelatywałem na pobliską lampę. Tego typu mankamentów można było uniknąć, zwyczajnie używając innego przycisku do tych akcji.

Pomimo kilku drobnych wpadek, system walki jest bardzo przyjemny i wymaga sporej ilości kombinowania od gracza, co jest sporym powiewem świeżości w grze zespołu Omega Force. Myślę, że to zasługa studia Atlus, które trzymało pieczę nad całym projektem. W żadnym momencie nie odczułem, że gram w coś, co nie jest ich produktem. Szczerze mówiąc, gdybym nie wiedział, że za systemem walki stoi jedno ze studiów Koei Tecmo to myślałbym, że to kolejna produkcja Atlusa, tym razem stawiająca na dynamiczniejszą akcję.

Lokacje, w których przyjdzie nam walczyć, są zdecydowanie bardziej rozbudowane niż te, do których przyzwyczaiło nas studio Omega Force. Niczym w Personie 5, skradamy się i atakujemy przeciwników z zaskoczenia, wspinamy się na ściany budynków, czy też pokonujemy przeszkody w stylowych, platformowych sekwencjach 2D. Jedyną rzeczą, do której mogę się tutaj przyczepić, jest schemat działania, który w każdej lokacji wygląda bardzo podobnie. Rekonesans, kradzież pragnień bossa itd. Wszystkie te czynności powtarzają się co lokację. Gdy nie jesteśmy w demonicznej wersji Japońskich miast, eksplorujemy ich normalną, ludzką formę. Atlus wziął przykład ze studia robiącego Yakuzy, gdyż do zwiedzenia mamy tutaj pokaźną ilość prawdziwych lokacji. Wyglądają one jak komiksowe wersje tych prawdziwych i fani Japonii od razu poznają te najpopularniejsze. Miejscówki ociekają klimatem, jednak szybko zauważamy, że są one tylko miejscem postoju pomiędzy kolejnym wątkiem fabularnym a walką. Nie ma w nich nic ciekawego do zrobienia oprócz zakupów w lokalnych sklepach i nasłuchiwaniu plotek na temat kolejnego celu. Więcej aktywności pobocznych w miastach przywitałbym z otwartymi ramionami. Nie rozpaczam jednak, gdyż Persona 5 Strikers oferuje naprawdę wiele godzin świetnej rozgrywki w dungeonach.

Historia w Strikers to zasługa twórców tej serii i w żadnym stopniu nie ustępuje poprzedniczkom. Jestem gotów stwierdzić, że wiele elementów wyszło im lepiej, niż w pierwotnej wersji Persony 5. Na szczególną pochwałę zasługuje ogólne tempo produkcji, która nie wlecze się już jak telenowela przez sto godzin. Odniosłem wrażenie, że Atlus wyciął niepotrzebny tłuszcz i dał graczom to, co najlepsze – soczyste mięso fabularne. Nowe postacie są świetne, historia trzyma w napięciu i nie pozwala się nudzić. Jeśli tak jak ja stęskniliście się za tą wesołą gromadką, to czeka was tutaj wiele przyjemnych momentów.

Persona 5 Strikers #4

Kolejnym elementem godnym pochwały jest ścieżka dźwiękowa gry. Pomimo że twórcy w większości używają zremiksowanych wersji dobrze znanych nam utworów, to jest się czym zachwycać. Metalowe brzmienia idealnie wpasowują się, w bardziej dynamiczną i agresywną rozgrywkę. Graficznie nie jest niestety tak kolorowo. Gra momentami razi okropnymi ząbkami na krawędziach, co szczególnie widoczne jest podczas scen odbywających się w dzień. Twórcy ewidentnie zapomnieli, czym jest wygładzanie krawędzi i zaserwowali graczom PlayStation wersję graficzną przypominającą tą z Nintendo Switch z lekko podbitą rozdzielczością. Na szczęście gra działa w stałych 60 klatkach na sekundę i nie uświadczyłem żadnych spadków. Co nie zmienia faktu, że ta nieszczęsna oprawa graficzna ciągle razi w oczy.

Tak, jak Persona 5 przedstawiła historię kompletną, która nie potrzebowała bezpośredniej kontynuacji, tak recenzowana produkcja ją dobrze uzupełnia. Mimo początkowych obaw cieszę się, że Persona 5 Strikers powstała i jest zaskakująco, udaną produkcją. Nie oczekiwałem za wiele, ale jako fan złodziejskiej ferajny, jestem pod sporym wrażeniem. To naprawdę coś więcej niż zwykły spin-off w gatunku musou. Jeśli wcześniejsze odsłony skradły wasze serca, to ta też tego dokona.

Plusy

  • Interesująca fabuła
  • Wymagający system walki
  • Płynność rozgrywki
  • Ciągle odczuwalny, unikatowy klimat Persony 5
  • Styl i oprawa muzyczna

Minusy

  • Oprawa graficzna mogłaby być lepsza
  • Schematyczność lochów
  • Sztuczna inteligencja kompanów
Autor

Niegdyś współpracownik PSSite, aktualnie współwłaściciel Glitcha. Od najmłodszych lat zafascynowany grami, kolekcjonuję wszystko co z nimi związane (od steelbooków po platynowe trofea). Fan japońskich rpgów, platformerów, slasherów, horrorów i powieści wizualnych. Prawdopodobnie uzależniony od serii Yakuza.

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warto także przeczytać

Recenzje

Każdy z nas zastanawiał się kiedyś nad tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby podjął inne decyzje. W najnowszej produkcji studia Armature weźmiecie w ręce...

Gry

Zdradzamy, jak odblokować Aloy w Genshin Impact.

Recenzje

Taktyk ze ślicznymi, cycatymi pannami w roli głównej. Nic szczególnego, ale kilka miłych chwil spędzić z grą jak najbardziej warto.

Recenzje

Sleep Tight to solidny straszak, którego twórcy powinni podpisać współpracę z firmą Pampers, bo gra potrafi przerazić.

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.