Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Paradise Killer (Switch) – recenzja gry

Fakty, a prawda to często dwie odmienne rzeczy. Zapamiętajcie ten morał, bo w przypadku Paradise Killer to jedna z pierwszych lekcji i porada rzucona nie bez powodu. Trzy miliony dni po wygnaniu wracamy do raju, kończymy przymusowy urlop, ponownie odnajdując się w zawodzie detektywa. Jako Lady Love Dies zbadamy zbrodnie zabójstwa rady kultu nieśmiertelnych wyznawców kosmicznych bóstw. Zaintrygowani? To dopiero wierzchołek góry lodowej dziwów i surrealizmu czekających, by złapać gracza w sidła i spiralę wyjątkowości. To śledztwo jest jedyne w swoim rodzaju.

Paradise Killer to zabójczo stylowa gra detektywistyczna, która niespodziewanie wskoczyła na mój radar. Trwająca przeszło 10 godzin zabawa w konwencji whodunit. Tytuł napędzany siłą skomplikowanej fabuły oraz przygoda pełna przesłuchań i poszukiwania dowodów. Dziwna pozycja emanująca silnie zakorzenioną miłością do tytułów równie nietuzinkowych i wyróżniających „innością” na rynku. To w końcu manifest polityczny. Urokliwa pozycja pełna serca twórców z jasną określoną wizją tego, co pragną przekazać grającym. Zacznijmy jednak na spokojnie i wróćmy do początku tego wszystkiego.

Rozgośćcie się w antytezie raju

Raj, a raczej jego antyteza istniejąca w świecie poza ludzko pojmowaną rzeczywistością. Od zarania dziejów niejasny Syndykat dąży do wskrzeszenia enigmatycznych istot z głębi wszechświata. Tajemniczych, często podstępnych i potężnych bóstw, które miałyby rządzić ludzkością po kres jej istnienia. Fundament, by tego dokonać, ukryty jest w cyklach kolejno następujących po sobie wysp. Każda następna zbliża się coraz bardziej, do zdawałoby się nieosiągalnej perfekcji. Poprzednia, wraz z mieszkańcami spoza Syndykatu, umiera – nagle i cicho.

Paradise Killer #1

Gdy wyczekiwana wyspa 25. została już utworzona, dochodzi do tragedii. Rada Syndykatu zostaje w niewyjaśniony sposób brutalnie zamordowana. W celu zapobiegnięcia rozpowszechnienia spaczenia przejście zostaje zamknięte do odwołania, a do akcji wkracza wygnana detektyw Lady Love Dies, czyli postać gracza. Będziemy musieli nie tylko wskazać mordercę, ale i wyjaśnić jak dostał się do miejsca zbrodni. Bo, żeby nam utrudnić, w chwili śmierci członkowie rady byli odizolowani od reszty mieszkańców wyspy. Podejrzani mają z kolei solidne alibi, a współpracować chcą tylko na pokaz.

Dobra, na temat fabuły krótko i bez spoilerów. To świetnie podana intryga, od której ciężko było mi się oderwać. Historia, którą rozpędzają członkowie Syndykatu. Zbiorowisko nieśmiertelnych wykolejeńców o silnych zapędach do knucia. Każdy posiada motyw, każdy czeka, by opowiedzieć swoją osobistą opowieść. Poznawanie ich i zbieranie brudów do niechybnie nadciągającej rozprawy przekłada się na angażujące układanie faktów i interpretowanie ich pod własne widzimisię.

Większość z nich została bardzo dobrze rozpisana. Przestylizowana plejada postaci jest designersko hiperbolizowana i przejawia jasno określone cechy definiujące archetypy osobowości. Niezależnie, czy jest to szalony demon Shinji wypowiadający równomiernie bełkot, co refleksyjne eksperymenty myślowe. Czy może małżeństwo ex zabójców, bądź religijny ekstremista wykrzykujący, że szefostwo zeszło z jedynej właściwej ścieżki. Wszyscy zapadają w pamięć i wzbudzają potrzebę dokładniejszego poznania oraz zrozumienia. Skojarzenia z serią Danganronpa? Jak najbardziej trafne. Ujrzycie tu nawet ekspozycyjne podobieństwo, bo bohaterowie ukazani są w formie dwuwymiarowych i statycznych sprite’ów usytuowanych w trójwymiarowym środowisku.

E S T E T Y C Z N Y szlak turystyczny

Twórcy postawili nacisk na dowolność poznawania kolejnych ogniw łańcucha wydarzeń. Z tego względu rozgrywka jest nieliniowa i od początku otwarta. Egzotyka czaruje od pierwszych minut i motywuje do eksploracji zakamarków tego dziwnego świata. Wyspa jest tu bowiem pełnoprawnym bohaterem. Jej wygląd potrafi zdradzić nieco informacji o kosmicznym kulcie i nakierować na ich tok myślenia.  Segmenty są różnorodne i często sprawiają wrażenie losowo połączonych. Oglądamy niemal niedefiniowalny postmodernizm, a mimo wszystko czuć między wszystkim spójność. Natkniecie się tutaj na ogromne piramidy usytuowane w oceanie, skąpaną we krwi świątynię, gdzie dokonuje się rytuału masowej rzezi, a także niezliczoną ilość posągów. Te przedstawiają kosmiczne bóstwa o aparycji antropomorficznych Kozłów. Wzbudzające niepokój istnienia poznajemy poprzez strzępy rzucanych informacji, a następnie sami układamy w całość. Niemal na każdym kroku czeka coś do zebrania – kryształ krwi pełniące rolę waluty, dowody oraz znajdźki poszerzające wiedzę na temat wykreowanego uniwersum. Projekt zdaje się być niemalże intencjonalnie stworzony pod ludzi, którzy zbaczają z głównej drogi, by dać upust ciekawości.

Do tego śledztwo możecie zakończyć w dowolnym momencie, a zebrane fakty to nic innego jak Wasze narzędzie do tworzenia własnej rzeczywistości. Czy będzie ona prawdziwa? Sami o tym zdecydujecie. Dlatego też podejdźcie do tego wszystkiego na spokojnie, badajcie w swoim tempie każdy kąt wyspy i po prostu chłońcie niesamowitą atmosferę. To tutaj oś całej zabawy.

Paradise Killer #4

Właśnie! Atmosfera. Tej recenzowanemu Paradise Killer odmówić nie można. Autorzy sięgnęli głęboko w nurt Vaporwave. Odcienie różu łączone z chłodnym błękitem i ogólna stylizacja wyspy wzbudzająca skojarzenia z pierwszymi wyobrażeniami wirtualnej rzeczywistości z początkowego okresu Internetu. Tu nawet ekrany wczytywania są elementem estetycznym. Jazzowe utwory muzyczne wymieszano z elektroniką i techno, więc gra nie tylko wygląda, ale często i brzmi niczym twórczość spod znaku Vaporwave. Audiowizualnie całość wprowadza w „chillout-owy” stan melancholii i nostalgii. Sensoryczne doznanie, którego doświadczanie to ogromna część całego ambientowego fenomenu. Na Paradise Killer po prostu chce się patrzeć i pragnie przebywać w surrealistycznym świecie przedstawionym, który rządzi się własnymi prawami.

Idziemy głębiej. Sięgniecie po ten konkretny styl przez autorów, nie ogranicza się do doznań czysto organoleptycznych. To także cała sfera polityczna. Sarkastyczna antykapitalistyczna satyra konsumpcjonizmu. Tytuł dosyć jasno określa, że stoimy po złej stronie barykady. Reprezentujemy socjopatyczne społeczeństwo dokonujące dehumanizacji ludzi. Żywot każdej wyspy kończy się masową rzezią osób uprzednio porwanych i zmuszonych do niewolniczej pracy. Krytyka zamordyzmu i niewolniczego wyzysku jest aż nadto widoczna i reprezentowana przez część postaci.

Makabryczny świat, pełen makabrycznych mieszkańców

To wszystko przekłada się na istną groteskę. Powierzchownie kolorową, a we wnętrzu przesiąkniętą makabrą i niepokojącymi treściami. Ten brutalny świat, tak normalny z punktu widzenia bohaterów, jest jednocześnie prawdziwym horrorem dla zwykłych ludzi. Niesprawiedliwy klasizm, gdzie życie spoza kasty rządzącej sprowadzone jest do roli bydła. Przejrzenie się w tym krzywym zwierciadle naszej rzeczywistości to całkiem refleksyjna czynności, dodająca nieco głębi ogólnemu doświadczeniu.

Chociaż mechanicznie Paradise Killer to gra wręcz szczątkowo skomplikowana, to z powyżej wymienionych powodów bawiłem się wręcz wspaniale. Obok Deadly Premonition 2 w zasadzie najlepiej od początku roku. Nawet jeżeli trochę zabrakło do zostania duchowym następcą kultowego „Flower, Sun and Rain” od Sudy51. Inspiracja twórczością Grasshopper była jednak nadto widoczna. Poczynając od dziwów, a kończąc na aspektach politycznych, czy nawet koncepcji „cyklów” i settingu egzotycznej wyspy.

Ostatecznie jednak te wszystkie superlatywy budują tak duże oczekiwania wobec kulminacyjnej rozprawy, że ciężko im podołać. Niestety, na pierwszy plan wychodzi problematyka nieliniowości. Seria Ace Attorney dobitnie udowodniła mi, że zamierzona liniowość jest jednak niezaprzeczalną zaletą oraz furtką do przedstawienia dynamicznych i niezwykle emocjonalnych sytuacji w przygodówkach. Wolność Paradise Killer szkodzi w finale. Jeśli zbierzecie wszystkie potrzebne puzzle, to ostatecznie starcie sądowe nie zrobi na Was żadnego wrażenia. Rozprawa przebiega szybko i ujawnia nieco braków w dodatkowych warstwach intrygi. Wszystko jest o wiele prostsze niż, mogłoby się początkowo wydawać.

Rzeczywistość, którą sami stworzycie

Zabrakło mi przepychanek, starć słownych, dynamicznego przekrzykiwania argumentami i dłuższego ciągnięcia za język. Budowane przez ponad 10 godzin oczekiwania szybko prysnęły, gdy niczym Miles Edgeworth stanąłem na ławie oskarżyciela. Po prostu liczyłem na jakieś odwrócenie sprawy i odkrywanie nieznanych faktów, które wpłynęłyby na moje postrzeganie wydarzeń. Zrobiłem co miałem i koniec, sprawa zamknięta. Emocji mogłoby być dużo więcej, a przyszło delikatne rozczarowanie długością finału.

Paradise Killer #7

To jednak jedyna wada, która powodowała kręcenie nosem. Niewielka rysa na wypolerowanej powierzchni nieoczekiwanej perełki. Zostałem niesamowicie miło zaskoczony i nawet po zapoznaniu z superlatywnymi opiniami w internecie, moje odczucia względem całości były pozytywniejsze, niż się spodziewałem. Znalazłem dla siebie mnóstwo zachwycających elementów. To bez dwóch zdań jedna z moich ulubionych tegorocznych pozycji. Zwłaszcza pod kątem światotwórczym. Kapitalne tło i rozbudowanie tego świata aż się prosi o dokładniejsze zgłębienie. Mam zresztą wrażenie, że to nie ostatni raz kiedy miałem okazję wkroczyć do tego uniwersum. Na razie pozostaje mi puścić opinię w strumień myśli i liczyć, że w przyszłości jeszcze spotkam Lady Love Dies. Tymczasem, gorąco zachęcam Was do dania szansy i do zobaczenia w perfekcyjnym raju wyspy 25.

Plusy

  • Ścieżka dźwiękowa to majstersztyk absolutny, z którym nie potrafię się rozstać
  • Czarująca stylistyka całego świata przedstawionego
  • Ciekawe i przemyślane lore świata
  • Atmosfera podczas eksploracji
  • Bardzo dobry scenariusz i rozpisane postacie
  • Inność, egzotyka i surrealizm wylewające się z ekranu

Minusy

  • Finałowa rozprawa nie do końca zaspokaja apetyt
  • Pod koniec śledztwo delikatnie męczy
O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Showbiznes często określa się jako siedlisko diabła, albo przynajmniej przynętę na niego i jak widać, opinia ta jest rozpowszechniona na całym świecie. Również w...

Gry

Wyjście z cienia No More Heroes 3 i błyskawiczna premiera remasterów poprzedników to dla mnie przedwczesny prezent gwiazdkowy. Nawet nie dlatego, że mam sposobność...

Recenzje

Podoba mi się, w jaki sposób Nintendo na przestrzeni ostatnich lat rozwinęło się w kierunku twórców niezależnych i dystrybucji cyfrowej. Między innymi dlatego, że...

Recenzje

Po znakomitym The Friends of Ringo Ishikawa pięknie reprezentującym gatunek historii „coming of age” przyszła pora na kolejny projekt. Yeo powraca z równie magicznym...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: