Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Panzer Dragoon – ćwierć wieku smoczej poezji później

Panzer Dragoon to jeden z klejnotów korony konsoli Sega Saturn. Sprzętu, który pojawił się na świecie w 1995. roku i rywalizował z platformami Sony i Nintendo. (Nie)stety, urządzenie nie wytrzymało agresywnej polityki konkurencji. Z powodu kiepskiego wsparcia producentów 3rd party (i paru innych niefortunnych decyzji oraz zdarzeń) stosunkowo szybko zszedł ze sceny i przeszedł do historii jako komercyjna porażka. Swoje perełki jednak otrzymał, a smocza seria często przytaczana jest w kontekście tytułów kultowych oraz definiujących tamten sprzęt. Jak sytuacja wygląda po 25 latach?

Ćwierć wieku to kawał czasu! Odczuwalnym tym bardziej w medium tak młodym, jak gry wideo. To właśnie przed 25. latami grafika trójwymiarowa zaczynała raczkować, stawiając pierwsze, chwiejne i często pokraczne kroki. Dość powiedzieć, że z racji wieku nie miałem po prostu sposobności zapoznać się z oryginałem, wszak Panzer Dragoon to niemalże mój rówieśnik. Na szczęście mamy do czynienia z reprezentantem gatunku, który pod względem konstrukcji jest grą… dosyć prymitywną, ale i dzięki temu silnie odporną na upływ czasu. Co prawda railshootery najlepsze lata mają od dawna za sobą i przeszły do skrajnej niszy wraz ze śmiercią salonów Arcade. Od czasu do czasu pojawia się jednak reprezentant przypominający o tej strukturze zabawy.

Panzer Dragoon Switch Recenzja #1

Panzer Dragoon wrzuca nas na szyny 6 etapów. Zadaniem gracza jest zestrzeliwanie wszechobecnych przeciwników oraz finezyjne lawirowanie pomiędzy zastępami nadlatujących pocisków. Niczym w grach Bullet Hell, zwinnie omijamy niebezpieczne przeszkody. Silnie zręcznościowy charakter gry nagradza refleks, celność i wyuczenie schematów. Na końcu lokacji toczymy starcie z bossem, a potem czeka nas podsumowanie i ocena naszych wysiłków. Trzy poziomy trudności i w zasadzie tyle. Całość przy pierwszym posiedzeniu idzie skończyć w godzinę/dwie. Trudno jednak oczekiwać więcej i mieć pretensję, jak pisałem w moim poprzednim tekście. Panzer Dragoon to reprezentant railshooterów z krwi i kości – bez żadnej zabawy formułą i eksperymentowania.

Oznacza to, że zabawa stawia nacisk na repetycyjny charakter. W tym wypadku pierwsze, powierzchowne zaliczenie gry to ledwie początek i wierzchołek góry lodowej – moment, w którym zaczynacie prawdziwą istotę rozgrywki. Dopiero po przejściu jesteście gotowi na uczenie etapów oraz żyłowanie coraz to lepszych wyników. W duchu salonów arcade sesje będziecie wielokrotnie zaczynać od samego początku. Taka formuła zawsze trafiała do mnie najbardziej na konsolach przenośnych i tutaj znów świetnie spisuje się hybrydowa dusza Switcha. Panzer Dragoon to idealna gra na krótkie i mniej zobowiązujące partie, nawet w ramach treningu przed poważnym podejściem do ataku na osobisty rekord.

Nie odczułem, by rozgrywka widocznie się zestarzała. Dalej sprawia sporo frajdy. Zwłaszcza że poziom trudności potrafi wymęczyć i te wyższe są bardzo satysfakcjonujące. Przyczepię się jedynie do sterowania. Twórcy oferują klasyczny i współczesny schemat, ale w obu przypadkach coś mi nie pasowało – może to kwestia samych joyconów. Niekiedy miałem problemy z precyzją, a najbardziej brakowało mi szybkiej korekty za pomocą żyroskopów. Patent, który bardzo miło wspominam z wydanego na Vitę Uncharted: Złota Otchłań. Odnośnie braków, to nie obraziłbym się za trochę więcej inwencji twórczej autorów (Dodatkowy poziom trudności? Lustrzane odbicie etapów? Cokolwiek w formie świeżego mięsa i rozwinięcia dosyć skromnej zawartości). Bardzo by mnie ucieszyła ukryta w środku konwersja oryginalnej gry, aby móc jeszcze lepiej porównać wizje artystyczne i dostrzec upływ czasu. To już jednak pobożne życzenia zgreda aniżeli faktyczne wady.

Odświeżeniem Panzer Dragoon zajęła się nasza rodzima ekipa z MegaPixel Studio. Doczekaliśmy się całkowicie odrestaurowanej warstwy wizualnej, uwspółcześnionego schematu sterowania, a nawet polskiej lokalizacji (choć tekstu tu tyle, co kot napłakał). Praca ekipy sprowadziła się głównie do wizualnego tuningu i (z racji wieku oryginału) zbudowania wszystkich modeli od zera. Jest ładniej, choć… daleko temu do pięknej gry. Remake Panzer Dragoon na pewno nie wyciska ostatnich soków ze współczesnej technologii. Wygląda po prostu poprawnie i nie odstaje od konkurencji z cyfrowych sklepików. Modele trójwymiarowe są proste, efekty świetlne przeciętne, a najwięcej pary idzie w ładne lokacje. Miłym bonusem na pewno jest tryb fotograficzny. Ten pozwala uwypuklić pracę studia i stworzyć ładne cyfrowe fotografie poprzez manipulację kątem kamery oraz stosowanie filtrów.

Panzer Dragoon Switch Recenzja #5

Tym, co jednak najbardziej przyciągało mnie od lat do Panzer Dragoon i podsycało chęć poznania tej przygody, był przede wszystkim aspekt światotwórczy. Oryginalna ekipa powołała do życia unikalny świat fantasy łączącym w pięknym miszmaszu aspekty plemienne z futuryzmem. Oglądając materiały, czułem ducha dzieł pokroju Another World, Shadow of the Beast bądź francuskiej pełnometrażowej animacji La Planeté Sauvage (Dzika Planeta) z 1973. roku. Nieumiejętne grzebanie w tym świecie mogłoby zaszkodzić i zburzyć wyjątkową atmosferę.

Mamy więc obcą i bliżej niesprecyzowaną planetę, na której przed wiekami żyła antyczna cywilizacja. Jedynym śladem po niej są twory przypominające żywe istoty i maszyny. Teraz światem rządzi bardziej prymitywna ludzkość, która bazując na szczątkach dawnej rasy, opracowała własne bronie i dąży ślepo do autodestrukcji. Nie łudźcie się jednak na zawiłą fabułę. Ten świat poznamy przez bardzo wąskie okienko w postaci wspomnianych wyżej 6. krótkich i liniowych etapów (chyba że sięgniecie po Panzer Dragoon Saga z 98. roku). To jednak wystarczyło, aby zachwycać się nietuzinkowym aspektem artystycznym.

Dlatego też odświeżenie Panzer Dragoon nie było wbrew pozorom łatwym zadaniem. Puryści zakochani w stylistyce oryginalnej gry na pewno będą narzekać na zmiany czysto artystyczne (a to kolorystyka się nie zgadza, a to zagęszczenie budynków burzy pierwotny surowy klimat itd. itp.). Dlatego też trzeba być gotowym na to, że Remake nie wygląda jednoznacznie lepiej, co po prostu „inaczej”. W moje poczucie estetyki trafia jak najbardziej i prezentuje odpowiedni poziom enigmatycznej atmosfery.

Krótko poruszę jeszcze kwestię muzyki. Na razie dostępny jest jedynie oryginalny soundtrack (bardzo przyjemny dla ucha swoją drogą), ale w przyszłości tytuł otrzyma odświeżone aranżacje orkiestrowe. Dostaniemy uwspółcześnioną muzykę autorstwa uzdolnionej Saori Kobayashi. Oczywiście w formie łatki, więc bez uiszczania jakiejkolwiek dodatkowej opłaty. Szkoda, że nie wyrobiono się z tym na premierę, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Panzer Dragoon Switch Recenzja #8

Podobało mi się. Nie jest idealnie, ale bawiłem się przednio, nadrabiając w końcu grę, która od zawsze tkwiła gdzieś z tyłu głowy. Mogłem to zrobić w dużo schludniejszej i dopieszczonej oprawie na sprzęcie świetnie współgrającym z ideą samej rozgrywki. Jest to na tyle przyjemny kawał retro, że mocno rozbudził we mnie apetyt na więcej. Czekam na zapowiedzianą kontynuację, którą otrzyma podobny lifting. Pewnie odkurzę półkę z grami w poszukiwaniu podobnych tytułów (zapewne padnie na Sin & Punishment). Udało się, zadanie wykonane, dostaliśmy kawał całkiem dobrej roboty w duchu starej szkoły.

Plusy

  • Odświeżona grafika
  • Tryb foto
  • Satysfakcjonująca rozgrywka i wysoki poziom trudności
  • Zabawa nastawiona na powtarzanie etapów
  • Przyjemna dla ucha ścieżka dźwiękowa

Minusy

  • Graficznie mogłoby być mimo wszystko lepiej
  • Zmiany artystyczne zapewne nie spodobają się wszystkim fanom oryginału
  • Nie do końca precyzyjne sterowanie
O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Showbiznes często określa się jako siedlisko diabła, albo przynajmniej przynętę na niego i jak widać, opinia ta jest rozpowszechniona na całym świecie. Również w...

Recenzje

Mam jakąś niewyobrażalną słabość do AVICII Invector. Mając na uwadze to, że nie przepadam za grami rytmicznymi, nie jestem fanem muzyki elektronicznej, a AVICII...

Recenzje

Kazutaka Kodaka, czyli twórca kultowej serii japońskich gier – Danganronpa, powraca z nowym, odważnym projektem. Zamiast tradycyjnej gry przygodowej, stworzył z ekipą Too Kyo...

Recenzje

Stało się! Sony po wielu latach dostarczyło tytuł walczący o miano definiującego całą ostatnią generację PlayStation. Produkt, który dźwiga niesamowity ciężar schedy legendarnego poprzednika....

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: