Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gry

NieR: Automata – Gott Ist Tot

*puk* *puk* Czy mają państwo chwilę, aby porozmawiać o Bogu?

Wszystko, co żyje, ma przeznaczony koniec. Jesteśmy uwięzieni w niekończącej się spirali życia i śmierci. Czy to klątwa? Jakiś rodzaj kary? Często myślę o bogu, który pobłogosławił nas tą okrutną zagadką… I zastanawiam się, czy kiedykolwiek dostaniemy szansę, aby go zabić. 

Tym dosyć posępnym monologiem rozpoczyna się NieR Automata. Japońska produkcja autorstwa enigmatycznego Yoko Taro, który lubi przemycać do swoich twórczości wiele filozoficznych zagadnień i problemów natury egzystencjalnej. Dzisiaj przyjrzymy się istocie samego Boga i sposób, w jaki funkcjonuje on w świecie przedstawionym, a dokładniej – kto pełni rolę Boga w czasach Automaty? Ostrzegam przed istotnymi spoilerami.

Mamy rok 11945. Ludzkość znajduje się na księżycu wyginęła, a jej miejsce zajęły Androidy zamieszkujące Bunkier na orbicie srebrnego globu. Ziemia opanowana jest przez Maszyny powołane do egzystencji za sprawą obcej formy życia. Gracz, jako android należący do elitarnego oddziału YoRHa, ma pozornie proste zadanie –  wyeliminować wścibskiego partnera odbić ziemię z rąk najeźdźców. Jesteśmy posłusznym żołnierzem, który bez głębszego zastanowienia i zaangażowania emocjonalnego (emocjom mówimy stanowcze „NIE, NIE„) wykonuje rozkazy. Do czasu aż wraz z rozwojem sytuacji i kolejnych walk nasi bohaterowie dochodzą do niepokojących spostrzeżeń. Poprzez obserwację, wolną wolę i dedukcję w ich wnętrzu zaczynają coraz bardziej kiełkować wątpliwość w narzucony do tej pory porządek rzeczy. Dochodzi nawet do podważenia dotychczasowego systemu moralnego i idei. Kultura upada i umiera. 

Maszyny przedstawiane jako prymitywne i pozbawione duszy sztuczne twory zaczynają przejawiać dziwne i nie do końca zrozumiałe z punktu widzenia Androidów zachowania. Tak oto rzeczy uznawane za byt niższej kategorii, zdolny jedynie do działania w formie bezmyślnego i agresywnego schematu, stopniowo zmienia światopogląd zwalczających je Androidów. Okazuje się bowiem, że wspomniane maszyny dzielą się na dwie grupy – te działające w obrębie systemu „matki” oraz te, którym udało wyrwać się z objęć wspólnego umysłu roju. Drugi rodzaj osiągnął coś na kształt wolnej woli.

Gdzie tu miejsca na Boga i czy jest on w ogóle potrzebny istotom zamieszkującym świat na długo po wyginięciu homo-sapiens? Sprawa zaczyna robić się ciekawa. W przypadku Androidów do czynienia mamy z bytami stworzonymi na podobieństwo ludzi. Mało tego, to właśnie one doprowadziły ostatecznie do śmierci naszego gatunku. Dokładniej, to przez gracza Devolę i Popolę kulminacyjny etap Projektu Gestalt nie został wyegzekwowany, co stanowiło z kolei bezpośrednią przyczynę wyginięcia ludzkości.

Jak głosi Nietzsche – Bóg nie żyje. Mimowolnie zapewne niejednokrotnie spotkaliście się z tym zdaniem. Nie należy jednak rozumieć tego dosłownie, co raczej poprzez upadek moralności, której trzon pozbawiony solidnych fundamentów nie ma racji bytu w świecie, gdzie obecność wspomnianego Boga jest nieodczuwalna (choć w przypadku Automaty pasują obie definicje). Skupmy się na konsekwencjach społecznych. Ludzkość w świecie NieR Automata jest gloryfikowana zarówno przez Androidy, jak i Maszyny. Idealizowana do stopnia boskości. To właśnie ona (bez znaczenia, czy nieświadomie) zastępuje koncepcję Boga dla obu wymienionych istot.

Androidy żyją w zaprzeczaniu i wyparciu istnienia jakiegokolwiek problemu. Ludzkość wyginęła, Bóg nas opuścił, więc co mamy zrobić? Wybieramy łatwe rozwiązanie i udajemy, że nic się nie stało. Siejemy kłamstwo, nadając tym samym cel już bezwartościowej egzystencji. Pomimo zniszczenia fundamentów, społeczeństwo w dalszym ciągu funkcjonuje, opierając się na porządku, który nie posiada sensu, gdyż sprawa została przegrana – Bóg nie żyje, a większość Androidów nie dostrzega tego z powodu lęku przed bezsensownością życia. Walczą o ludzi, których dawno nie ma. 

Maszyny bardzo sprawnie wpasowują się z kolei w część nauk niemieckiego filozofa Georga Hegla, który twierdził, że poznanie Boga stanowi ostateczny cel filozofii. Pozbawione kontekstu Maszyny próbują naśladować społeczne konstrukty ludzi. Pomimo że nie są w stanie ich zrozumieć, bo Bóg, do którego starają się zbliżyć, funkcjonował na innym poziomie. Poziomie, którego maszyny z powodu swoich ograniczeń nie są w stanie pojąć. Dochodzi do kuriozalnych i z biologicznego punktu widzenia bezcelowych sytuacji. Maszyny uprawiają seks, zakładają rodziny, a także budują całą kulturę bazującą na obrazie wymarłej ludzkości. Na swój niezdarny sposób  starają się jednocześnie pojąć ich istotę, co w ciekawy sposób pokazuje scena adaptacji Romea i Julii. Widać to też mocno na przykładzie Jean-Paula oraz Pascala – zafascynowanych i aktywnie badających to, czym była ludzkość, chociażby za sprawą analizowania książek ze starego świata.

Pragnące zrozumienia maszyny poddają się ewolucji i przybierają postać stworzoną na podobieństwo Boga – Adam i Eve. Ich celem jest pojęcie skomplikowanych zagadnień tyczących się umiłowanych ludzi, jak i koncepcji śmierci. Zjawisko znów niezrozumiałe z powodu ograniczeń (brak duszy) i różnić (możliwość nieustannej regeneracji i kopiowania) stanowi dla nich twardy orzech do zgryzienia. Znów dochodzimy do momentu, w którym dla Maszyn poznanie Boga jest ostatecznym celem nie tyle filozofii, ile całej egzystencji.

Wróćmy na chwilę do pierwszego cytatu, który otwiera zarówno Automatę, jak i ten tekst. Po zapoznaniu się z fabułą gry, monolog 2B nabiera nowego znaczenia i możemy go rozumieć na dodatkowy sposób. Nie tylko dosłowny, gdzie bohaterka w dość bezpośredni sposób zwraca się do swoich stwórców, nazywając ich bogami. Po napisach końcowych dochodzi wydźwięk osobisty oraz pośrednio odnoszący się do koncepcji wiecznie powracającego świata. Wszystko jest powtarzającym się spektaklem. Wszystko ma swój początek, do którego następuje powrót. W przypadku 2B jest to (między innymi) przekleństwo polegające na nieustannym odbieraniu życia 9S. Ich konflikt z czasem pozostawia coraz głębszy odcisk na psychice bohaterów, a jego okrucieństwem jest fakt, że ostatecznie wszystko przebiega w ten sam sposób.

A gdyby tak […] jakiś demon […] rzekł ci: „Życie to, tak jak je teraz przeżywasz i przeżywałeś, będziesz musiał przeżywać raz jeszcze i niezliczone jeszcze razy; i nie będzie w nim nic nowego, tylko każdy ból i każda rozkosz i każda myśl i każde westchnienie i wszystko niewymownie małe i wielkie twego życia wrócić ci musi, i wszystko w tym samym porządku i następstwie” – […] Czy nie padłbyś na ziemię i nie zgrzytał zębami i nie przeklął demona, który by tak mówił? Lub czy przeżyłeś kiedy ogromną chwilę, w której byś był mu rzekł: „Bogiem jesteś i nigdy nie słyszałem nic bardziej boskiego”. Gdyby myśl ta uzyskała moc nad tobą, zmieniłaby i zmiażdżyła może ciebie, jakim jesteś. Pytanie przy wszystkim i każdym szczególe: „czy chcesz tego jeszcze raz i jeszcze niezliczone razy?” leżałoby jak największy ciężar na postępkach twoich.

Teoria powracającego świata nie jest niczym nowym i na przestrzeni lat była definiowana przez różne społeczności na odmienne sposoby. W wielkim skrócie – czas jest nieograniczony, ale ilość materii i przestrzeni we wszechświecie już nie, więc w pewnym momencie dochodzi do idealnego powtórzenia sytuacji, które miały już miejsce w przeszłości. Następuje powrót do punktu wyjścia. Stoi to w mocnej sprzeczności z wolną wolą i zasadami wpajanymi przez społeczeństwo. Z perspektywy indywidualnej  jest to wręcz duszące i przerażające. NieR w ciekawy sposób pokazuje nam dramatyczne próby wyrwania się z takiego cyklu, który wręcz torturuje naszych bohaterów, zamykając ich w okrutnej pętli.

NieR: Automata można postrzegać jako historię, w której to ludzkość zajęła miejsce Boga, a bohaterowie stopniowo uświadamiają sobie, że nie czują już jego obecności. Budowanie wokół niego kultury skazane jest więc na niepowodzenie i powtarzanie w kółko tych samych błędów z racji niemożności zrozumienia jego bytu. Wyjściem z tego jest fundamentalne przewartościowanie swojego życia i znalezienia nowego celu, co też można osiągnąć… Wystarczy nieco uporu i determinacji, aby dokonać niemożliwego i wyrwać się z objęć zimno kalkulującego systemu, starającego trzymać w ryzach nasze przeznaczenie.

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

1 komentarz

1 komentarz

  1. Asobu

    11 stycznia, 2020 at 14:40

    Uwielbiam złożoność gier Taro Yoko. Gdzie etapami poznajemy dopiero faktyczne znaczenie sytuacji jakie oglądamy. Każde kolejne przejście otwiera przed nami zupełnie nowe oblicze i zmienia wcześniej wyrobione nastawienie. Sprawia to, że zastanawiamy się nad czynami jakie popełniliśmy za pierszym razem i nie raz zostawia z moralniakiem.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Gry

Marvel’s Avengers będzie jedną z największych premier tej jesieni. Square Enix razem z Marvelem, rękoma Crystal Dynamics i innych studiów pomagających w produkcji, pracuje...

Gry

Obecna generacja przejdzie do historii jako generacja cudów. Okres niesamowitych zbiegów okoliczności i powrotów. Renesans najlepszej szkoły tworzenia gier i kolejna runda w wykonaniu...

Recenzje

Kazutaka Kodaka, czyli twórca kultowej serii japońskich gier – Danganronpa, powraca z nowym, odważnym projektem. Zamiast tradycyjnej gry przygodowej, stworzył z ekipą Too Kyo...

Gry

Obecne w oryginalnym Final Fantasy VII materie zaliczają powrót w odnowionej wersji gry. Do dyspozycji dano nam aż 43 różne rodzaje kulek, co pozwala...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: