Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Mushihimesama (Switch) – recenzja gry

Po wielu latach nie bez powodu kultowy shoot ’em up trafia na Nintendo Switch. Swoista wizytówka twórczości weteranów z Cave nie tyle zaskakuje formą, ile dostarcza w najlepszej formie wszystko, z czego słynie gatunek bullet-hell.

Pierwotna premiera Mushihimesama odbyła się 17 lat temu, a sama produkcja doczekała się w przeszłości niejednej reedycji (chociażby wersji HD na X360). Jednak dopiero teraz posiadacze konsol zamieszkujący kraj inny niż Japonię, mają możliwość wygodnego zapoznania się z popisowym shoot ’em upem. Na wyciągnięcie ręki czeka zabójczo wciągającą esencja bullet-hell i karkołomne bicie rekordów w pięciu szalenie wymagających stage’ach. Tym samym dostałem solidny powód, by odkurzyć swojego Switcha, który ponownie jawi się jako gatunkowa mekka dla fanów automatowej rozgrywki.

Mushihimesama dzieje się w krainie fantasy przywodzącej lekkie skojarzenia z filmem animowanym „Nausicaä z Doliny Wiatru” z 1984 roku. Motywem przewodnim są insekty nazywane Koujuu. Olbrzymia rasa, której cykl życiowy zmienia ekosystem w trujące i nieprzyjazne dla ludzkości środowisko. Główna bohaterka Reco wraz z przyjaznym żukiem wyrusza w podróż, by odnaleźć lekarstwo i uratować swe plemię przed zdaje się niechybną zagładą. Będzie to oczywiście droga usłana tysiącami pocisków, które trzeba z gracją uniknąć, bo jakżeby przecież inaczej. Na nasz celownik trafią gigantyczne owady, obce konstrukty i setki najróżniejszych elementów siejących destrukcję, czekających jednocześnie na eksterminację. Istny konflikt na miarę literackich starć „człowiek kontra natura”.

Mushihimesama #1

Tym samym wchodzimy do bezapelacyjnie pierwszej ligi gatunkowej. Mushihimesama to dzieło firmy Cave, prawdopodobnie najbardziej wpływowych twórców z dziedziny bullet-hell. Od połowy lat 90. stworzyli niejeden tytuł zapisany w historii jako dzieło ponadczasowe i kultowe (seria DoDonPachi, Akai Katana, Deathsmiles – wszystkie reprezentują szczytową jakość). Lata doświadczenia, doskonalenia i przede wszystkim rozumienie istoty shoot ’em upów. Wszystko to sprawiło, że nie bez powodu autorzy cieszą się renomą niemalże perfekcyjnych mistrzów swojego fachu. Zapracowali na sławę producentów wręcz perwersyjnie romantyzujących szkołę arkadowych shooterów.

Mushihimesama stanowi doskonałe potwierdzenie laurki i kwintesencję horyzontalnych SHMUPów. Rzemieślniczy kręgosłup klasycznego shootera został obudowany wystarczającą ilością mięsa, by sprawdzać się idealnie zarówno jako przerywnik na 10-minutowe przystanki, jak i godziny drakońskiego samodoskonalenia. Stopniowe zwiększanie poziomu trudności doprowadzi Was w końcu na płaszczyzny wręcz szalone pod względem wyzwania, gdzie umiejętnościami wykażą się tylko najbardziej uzdolnieni i obdarzeni nadludzką ilością samozaparcia. Oczywiście ci mniej utalentowani w nieziemski czas reakcji też sobie poradzą na łatwiejszych poziomach – inaczej sam nie miałbym czego tutaj szukać. W obu przypadkach zabawa i sukcesy (duże i małe) są satysfakcjonujące.

Nie dziwi, zważywszy na rok wydania, że ciężko tu trafić na eksperymenty z formułą. Wybieramy jeden z trzech rodzajów pocisków, a standardowy system punktowania nagradza najbardziej przejście etapu bez zgonu i ilość zbieranych medali. W wyższych poziomach dochodzi licznik „kontr”, gdzie dodatkowo nagradzana jest prędkość zabijania wrogów. Wszystko przy lawirowaniu na piksele szerokości pomiędzy powodującymi oczopląs falami kolorowych pocisków. Cała para poszła w intensywność wymagającą nieustannego skupienia. Nie ma chwili wytchnienia, gdy na karku czujemy nieustanną opresję ze strony okrutnej fauny.

To dobrze zbalansowana klasyka arcade dostępna w końcu na współczesnych konsolach, która tylko zyskuje przy przenośnym charakterze hybrydowego sprzętu Nintendo. Port jest generalnie udaną konwersją, choć sporadycznie zdarzały się spadki, gdy na ekranie „dużo się działo”, a bossowie efekciarsko wybuchali. Najważniejsze, że gra reaguje natychmiastowo na nasze komendy. Wyjątkowa estetyka dba z kolei o ciekawe doznania wizualne. Pomimo wieku jest ładnie, a już na pewno wyróżniająco względem konkurencji.

Mushihimesama #4

Mój pierwszy kontakt z Mushihimesama określam jako bardziej niż przyjemny. Dostałem w zasadzie wszystko, czego można oczekiwać od gatunku do tego w unikalnej charakterystyce. Patrząc na wiek tej gry, ciężko nie zgodzić mi się z opiniami, że to tytuł ponadczasowy w swoim segmencie. Przyjemny, satysfakcjonujący, uczciwie trudny i godnie opierający się upływowi czasu. Nie mogę się doczekać aż Cave przeportuje kolejne klasyki. Fani nie mają się nad czym zastanawiać. Ciekawscy rozgrywki mogą z kolei znaleźć dla siebie pozycję, która wprowadzi ich w piękny świat shoot ’em upów. Brać, grać, strzelać!

Plusy

  • Ciekawa i ładna dla oka insektowa stylistyka
  • Doprowadzony niemal do perfekcji trzon rozgrywki
  • Intensywność akcji i poziom wyzwania
  • Idealne pod krótkie i długie sesje

Minusy

  • Sporadyczne, ale odczuwalne spadki animacji

 

Autor

Nieistotny człowiek z szumem w głowie

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warto także przeczytać

Recenzje

Dungeon - crawler FPP w stylu fantasy-anime od studia Experience po 10 latach debiutuje na zachodzie.

Gry

Poznajcie (przez chwilę) najlepiej ocenianą grę w historii tej branży.

Recenzje

Mieszanka zachodniego i japońskiego spojrzenia na gatunek dungeon-RPG w klimatach techno-fantasy.

Recenzje

Wykopaliska growe mają się w najlepsze. Cotton powraca z komputera X68000 po ponad 30 latach.

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.