Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gry

Lollipop Chainsaw – Wspomnienia z groteskowej osiemnastki

Lollipop Chainsaw to iście zabójcza mieszanka i drink zapewniający solidnego kopa adrenaliny. Autoironiczna substancja o charakterze miłości do stylu Sama Raimiego, odwołująca niebezpośrednio do Martwego Zła. Groteska lawirująca zgrabnie między komedią, a horrorową estetyką rodem z twórczości Edgara Wrighta (głównie Shaun of the Dead), czy Johna Davida Landisa. Połączenie tęgich umysłów z różnych światów. Jedyna w swoim rodzaju współpraca między arthouse’ową ekipą Grasshopper Manufacture a pochodzącym z kinowego otoczenia Jamesem Gunnem.

Efekt, jak nie trudno się domyślić, to tytuł na wskroś przesiąknięty charakterem artystycznym określonego rodzaju kina i z rozbrajająco wulgarnym poczuciem humoru. Prawdziwy list miłosny napisany lekkim piórem charyzmatycznych autorów, zakochanych w konkretnej popkulturowej estetyce filmów klasy B. Czujecie się w jakikolwiek sposób skuszeni? Zapraszam w takim razie do liceum San Romero (no pun intended), ponieważ świętujemy najbardziej odjechane 18. urodziny przeuroczej solenizantki.

Upalny czerwiec 2012 roku, właśnie wtedy na rynku debiutuje stylowe Lollipop Chainsaw. Tytuł od pierwszej zapowiedzi złapał mnie za gardło, rozbudzając w mgnieniu oka chęć zagrania i doświadczenia tej nietypowej przygody z pierwszej ręki. Wszędobylska groteska mimowolnie wzbudzała zauroczenie. Zgrabnie łączyła tęczową pstrokatość ze zgnilizną rozpadających trupów. Te znów były rozrywane przy akompaniamencie zawodzącej piły mechanicznej w rytm You Spin Me Round z 1984 roku, autorstwa zespołu Dead or Alive. Pierwsze wrażenie po screenach i zwiastunie? „Dajcie mi to!” – zwłaszcza że wtedy błędnie utożsamiałem Lollipop z twórczością Sudy51, ale hej! Byłem młody, niedoświadczony, a sam marketing wprowadził mnie (dzięki bogu!) w ten niewinny błąd.

Rozprawmy się zatem z kryzysem tożsamości. Goichi Suda to pod względem treści i narracji najambitniejszy twórca gier wideo – koniec tematu. Pod tym kątem dorównać może mu jedynie Hidetaka Suehiro (z pełną świadomością pomijam Yoko Taro, który medium wykorzystuje w nieco inny sposób, stosując odmienny środek narracji). Suda51 w swoich grach powtarza wiele wspólnych mianowników, z czego najpopularniejszym (bynajmniej nie jedynym godnym uwagi) jest oczywiście motyw uśmiercania przeszłości. Przytaczany często w obrębie trylogii „Kill the Past” (która jakiś czas temu wyszła z ram trylogii i przerodziła w pełnoprawne uniwersum, ale nevermind, temat na inny tekst).

Nawet pod płaszczykiem pozornie płytkiej i (znów) autoironicznej, nerdowskiej komedii potrafi przekazać wiele refleksyjnych treści i skomplikowanych, niemalże proroczych zagadnień. Widać to zwłaszcza z perspektywy czasu, patrząc na cykl No More Heroes i jego ewolucję w Travis Strikes Again, które stanowi niesamowity punkt kulminacyjny dorobku. Odchodzę jednak od tematu, więc wróćmy do Lollipop Chainsaw. Tutaj najzwyczajniej w świecie nie uświadczycie podobnej fabularnej wielowarstwowości, podyktowanej często osobistym charakterem i nieszablonowym sposobem myśleniem Sudy. Lollipop oferuje jednak inne atuty faktycznych twórców odpowiedzialnych za ten tytuł.

Główną bohaterkę poznajemy w dniu jej 18. urodzin. Juliet Starling jest zwykłą, amerykańską licealistką, której blond główkę zaprzątają zakupy, gorące plotki i uganianie się za chłopakami. Jest również wysportowaną i akrobatyczną liderką szkolnej drużyny cheerleaderek. Pomaga także w rodzinnym interesie i zajmuje zawodowo eksterminacją żywych trupów. Jak więc widzicie, nasza dziewoja prowadzi po prostu nudne i niczym specjalnie niewyróżniające życie skromnej łowczyni zombie.

Jednym z głównych prezentów z okazji 18-stki okazuje się najazd nieumarłych z alternatywnego wymiaru zgnilizny. Otwarte wrota do Rotten World spowodowały, że liceum San Romero zostaje ogniskiem apokalipsy zombie. Na domiar złego to właśnie ukochany chłopak Juliet pada jako jedna z pierwszych ofiar. Los Nicka, bo takież też imię obiektu westchnień naszej bohaterki, wydaje się być przesądzony. Na szczęście wprawiona w fach Juliet szybko reaguje. Finezyjnie odcina głowę nieszczęśnika i przy użyciu czarnej magii podtrzymuje jego organ przy życiu. Przystojniak wymyka się tym samym z objęć bezlitosnej śmierci, stając jednocześnie wyjątkowo charyzmatycznym pomagierem, gęsto komentującym nasze poczynania.

W ten sposób rozpoczyna się krótka, ale jakże intensywna wyprawa cheerleaderki. Dziewczę przy użyciu pomponów i piły mechanicznej uratuje świat przed widmem zagłady gatunku ludzkiego. Lollipop Chainsaw to energiczna gra akcji stworzona w duchu dotychczasowego portfolio Grasshopper. Fani doskonale wiedzą czego się spodziewać i nie poczują się zawiedzeni. Całej reszcie śpieszę z wyjaśnieniem, że jest to po prostu zręcznościowy hack & slash, nastawiony na bicie rekordów. Czyszczenie kolejnych kill-roomów w rytm wyjątkowej ścieżki dźwiękowej, na której znajdziecie rozbrajająco dopasowane utwory na licencji oraz oryginalne aranżacje standardowo zachwycającego Akiry Yamaoki.

YouTube video

Wspomniałem początkowo o filmowych naleciałościach i nawiązaniach artystycznych. To właśnie w tym aspekcie Lollipop bryluje na tle konkurencji. Wartość kompozycji przesycona odpowiednią dawką kiczu, kina, konkretnego stylu muzycznego, czy komiksowy charakter dopięty poczuciem humoru celującym prosto w męskie krocze.  W kontekście tożsamości Lollipop Chainsaw należy upatrywać jako grę, którą James Gunn „nakręcił” ze znajomymi. Dlatego też do projektu zatrudnił, chociażby swojego kumpla Jimmy’ego Urine. Wokalista zespołu Mindless Self Indulgence pomógł w skomponowaniu ścieżki dźwiękowej, a także użyczył głosu pierwszemu bossowi imieniem Zed. Zakapior zachowuje się zresztą bardzo podobnie do scenicznej persony Jimmy’ego. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby dostał wolną rękę w kreowaniu tej postaci – a to tylko jedna z wielu sytuacji i podobnych decyzji.

YouTube video

Podczas przygody miałem nieodparte wrażenie obcowania z grą, która pod względem stylu przypomina niezależne filmy awangardowe. Ewentualnie wzbudzała przyjemne skojarzenia z drugą połową „Od Zmierzchu do świtu” Roberta Rodrigueza. Paradoksalnie to właśnie aspekt ignorowany lub najmocniej krytykowany w recenzjach wywarł na mnie największe wrażenie. 18. urodzin Juliet to iście chillowe doznanie i ciekawy przypadek od strony ludologicznej. Przypadek, który przypomniał mi, że piła mechaniczna jest bardzo niedocenionym narzędziem mordu.

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Gry

Wyjście z cienia No More Heroes 3 i błyskawiczna premiera remasterów poprzedników to dla mnie przedwczesny prezent gwiazdkowy. Nawet nie dlatego, że mam sposobność...

Recenzje

*Poniższy tekst został napisany przez osobę szczerze pochłoniętą i zafascynowaną wykreowanym światem oraz bohaterami powołanymi do życia. Autor odebrał tytuł wyjątkowo emocjonalnie i po...

Gry

PlayStation Vita nie pożyła długo. Na pewno nie na tyle ile mogłaby udanie egzystować na rynku, gdyby kilka przeciwności losu było po prostu łaskawszych....

Gry

Obecna generacja przejdzie do historii jako generacja cudów. Okres niesamowitych zbiegów okoliczności i powrotów. Renesans najlepszej szkoły tworzenia gier i kolejna runda w wykonaniu...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: