Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gry

Kill the Game #7/Kultura recyklingu – W co gracie?

Okazuje się, że nie potrzebuję nowych gier. Powrót do kultowych pozycji z PS3 zajął mi w tym roku sporo czasu, a najmilsze wspomnienia popkulturowe krążą wokół (nie tylko) tegorocznych remake’ów. Po latach zderzyłem się ponownie z drugą przygodą Kiryu. Tym razem za sprawą prześlicznie odrestaurowanej Yakuzy Kiwami 2. Utwierdziłem się w przekonaniu, że to w zasadzie ścisła czołówka i wyżyny serii, a nowoczesny Dragon Engine spotęgował doznania, urzeczywistniając wizję niemożliwą do uzyskania na PS2. Idealny balans kryminału neo noir i komedii, a nawet romansu. Masę radości dostarczył mi wiernie odwzorowany remake Panzer Dragoon. Nad tegoroczną reimaginacją Resident Evil 3 zachwycałem się już niejednokrotnie, o czym możecie przeczytać w recenzji. Nawet Final Fantasy VII skradło ostatecznie serce, wywołując jednocześnie emocjonalną burzę – tak odmienne, a jednocześnie wierne w kluczowych momentach. Zamknięte w sposób iście kontrowersyjny i nieistniejący bez kontekstu. Poruszyło mną na tyle, że mozolnie zmierzam do napisania oddzielnego tekstu.

*Psych*

Lubię wracać do starych gier. Zarówno w wersji nienaruszającej oryginalnej wizji w postaci, chociażby prostszych „remasterów”, jak i tych bardziej skomplikowanych remiksujących oryginalne pomysły. Nie oszukujmy się – mnóstwo produkcji z ery PS1 (i wstecz) miało na siebie świetny pomysł, ale nie dało się go w pełni zrealizować z powodu ograniczeń technologicznych. Oczywiście część rzeczy nadrabiała wyobraźnia i wypełniony serotoniną mózg dojrzewającego dzieciaka. Inne mocno kulały pod kątem narracyjnym i zostały diametralnie wyidealizowane przez upływ czasu. Niech zresztą pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie chciałby ujrzeć Parasite Eve stworzonego w kolaboracji z dywizją Capcomu. Najlepiej w fotorealistycznej prezencji na RE Engine. Tymczasem czekam na pierwszą Mafię i mam nadzieję, że nie będzie odstawała jakościowo od remake’ów, których doświadczałem w tym roku. Wszak to jedna z ważniejszych gier mainstreamu – porażająca klimatem i świetną opowieścią, czyli elementami, których kontynuacje nie potrafiły do końca okiełznać.

W co gracie?

Final Fantasy VII – zarówno w wersję oryginalną, jak i „Rebuild„. Obie powoli i bez stresu platynuję. Przesadnym fanem wersji z PS1 nigdy nie byłem, miałem jej zawsze za złe, że zepchnęła w kąt nieświadomości wiele ciekawych (lepszych) przedstawicieli gatunku. Uraza po latach osłabła i pozwoliła niezmiernie cieszyć świetnie skonstruowanym Crisis Core, którego prezentacja po dziś zachwyca w kontekście platformy, na jaką dane mu było trafić.

Teraz po latach i po erze (nie)sławnej kompilacji wiem jedno – oryginalnego Final Fantasy VII NIKT nie pamięta. Doskonale wiedziałem, że charakter gry jest dużo lżejszy niż to, co Square Enix przez lata wpajało fanom, indoktrynując ich tworami dobudowanymi i okołogrowymi. Nie byłem jednak przygotowany na skalę dysproporcji momentów komediowych i kiczowatych (80%?), a poważnych (20%?). Przygoda przypomina ocenzurowany odcinek South Parka, w której co rusz znikąd wyskakuje śmiejący się Cartman Sephiroth, a poirytowana drużyna musi za nim biegać.

Nie zamierzam narzekać, bo z perspektywy czasu byłoby to głupie i niesprawiedliwe. Znak czasów, był to etap przejściowy dla serii i tranzycja międzywymiarowa. Do tego doszło tragiczne tłumaczenie. Serio, dialogi między postaciami są tutaj niewiarygodnie głupie. Ostatecznie nie miało to żadnego znaczenia, bo tytuł bronił się bardzo dobrymi „momentami”. Krótkimi chwilami tak silnie oddziaływającymi, że na lata zakłamały obraz całej gry. Uniknę całkowicie negatywnego wydźwięku i pochwalę również rozgrywkę. Przeszła próbę czasu i dostarcza niemniej radochy niż w dniu premiery, choć znów mógłbym wskazać niejedno, lepsze wykorzystanie systemu ATB (*ekhm* Chrono *ekhm* Trigger).

Zabij Bossa ciapku

Polska zaczyna się jawić jako kolebka wirtualnego cyberpunku i posępnego futuryzmy. Najpierw zachwycałem się artystyczną wizją Observer. Tak zgrabnie łączącą ikoniczne elementy Cyberpunku z wizualną estetyką bloku wschodniego i okresu PRL. Teraz zachłysnąłem się kompozycją Ruinera skręcającą bardziej w stronę Japonii i komiksów. Przechadzanie się po stylizowanych na Akirę dzielnicach Rengkoku w rytm charyzmatycznego wokalu legendarnego Susumu Hirasawy, to uczucie niemal transcendentalne.

YouTube video

Ruiner wrzuca nas w sam środek dekadencji futurystycznego społeczeństwa. Osobista wendeta okupiona zostanie stosem zmasakrowanych ciał. Bogaty arsenał i wachlarz modyfikowalnych umiejętności sprawi, że zabijanie osiągnie status sztuki eksperymentalnej. Jak na recykling pomysłów Hotline Miami przystało – jest to gra szalenie intensywna, stylowa i brutalnie wciągająca. Polecam, zwłaszcza teraz gdy kosztuje niecałe 20 zł na PS Store. Warto dla samej elektronicznej ścieżki dźwiękowej Natalii Zamilskiej.

Hej, w mojej grze jest Shakespeare!

The House in Fata Morgana – Najsmutniejsza i najbardziej romantyczna gra, w jaką grałem? Wiele wskazuje na to, że tak właśnie będzie. Huragan emocji ciężki do opisania i zebrania w jedno miejsce. Tragedia antyczna rozgrywana w kilku aktach. Piękna sztuka wystawiona w nawiedzonej posiadłości, w różnych epokach i interpretowana przez odmiennych aktorów. Często przygniatająca ciężarem, co jest niezaprzeczalnym plusem świadczącym o wyjątkowości tej opowieści.

Akt pierwszy zabrał mnie do ery „Różanej”. Przedstawił historię rodzeństwa i miłości, która zaszła za daleko. Ostatecznie doprowadzając do tragedii, która spadła na rodzinę w chwili, gdy beztroskie dzieciństwo się zakończyło. Akt drugi to era „Bestii”. Wstrząsająca terapia ukazująca mrok i wewnętrzne demony kryjące się w ludzkim sercu. Makabryczna historia skąpana w hektolitrach krwi. Ludożerstwo stojące w konflikcie z miłością. Konkluzja potrafiąca swoim wydźwiękiem doprowadzić do odruchów wymiotnych. Teraz tkwię w akcie trzecim. Erze wynalazków i rozkwitu kapitalizmu. Cierpliwie czekam, co jeszcze ukaże Służąca oprowadzająca mnie po tej enigmatycznej posiadłości.

Visual Novela o kultowym statusie. Wyróżnia się nie tylko kreską artystyczną, ale i bardzo klimatycznym tłumaczeniem, które co jakiś czas posyła mnie do słownika. Historię poznaje powoli, dokonując co jakiś czas zalecanych odpoczynków od orkiestry szumu emocjonalnego.

Gry terapeutyczne #2

Tetris Effect – W trybie VR zapewnia orgazm sensoryczny. Tytuł doświadczany zmysłami w sposób odmienny niż inne. Fabryka niesamowicie pozytywnych bodźców i doprowadzenie formuły klasycznego Tetrisa do perfekcji. Efekt, który śni się po nocach i relaksuje w sposób przypominający stan głębokiej medytacji. To już nie jest zwykła gra – to cały styl bycia. Zrozumiecie, jak zaczniecie intuicyjnie stosować bardziej skomplikowane techniki w sposób mimowolny. Muzyki zachwalać nie muszę, bo to logiczne, że stanowi top/top.

DJMax: Respect – Rytmiczna gra absolutna, która posiada wszystko, za czym przez lata biegałem wokół serii i gatunku. Mnóstwo zawartości w postaci różnorodnych utworów, szalenie wymagający i narastający poziom trudności. Uwielbiany format rozgrywki, który w żaden sposób nie odwraca uwagi od trzonu zabawy. Monument koreańskiego fenomenu, który towarzyszy mi od czasów wczesnego gimnazjum i był w mojej kieszeni przez dosłownie większość życia. Piękny hołd w stronę gigantycznego dziedzictwa i gra ocierająca się o ideał.

YouTube video

Nieironicznie jest to jedna z najlepszych gier kończącej się generacji i bardzo się cieszę, że do niej wróciłem. Pozycja idealna w krótkich sesjach, jak i pod wielogodzinny trans. Słuchawki w tym przypadku to akcesorium nieodzowne i obligatoryjne. Silnie angażujące uzależnienie i samodoskonalenie w formie aktywności, która spuszcza z człowieka wszystkie troski i nerwy.

Too Old to Die Young

Esencja Nicolasa Winding Refna. Zarówno od oszałamiającej strony wizualnej, jak i treści podejmującej się dekonstrukcji upadku amerykańskiego społeczeństwa. Wyciągająca na wierzch hedonizm i bezlitośnie rozprawiająca z pionkami na planszy. Dzieło często brutalne i perwersyjne. Historia opowiedziana głównie oczami otępiałego porucznika Martina, który przejawia skłonności silnie socjopatyczne. Po drugiej stronie muru znajduje się Jesus. Człowiek obejmujący kartelową schedę i silnie uduchowiony w swoich wartościach. Zapomnijcie o odcieniach czerni i bieli. Wszyscy mają coś na sumieniu, a zepsucie sięga zbyt głęboko, aby odkryć jego źródło. Wygospodarujcie sobie odpowiednią ilość czasu i przygotujcie na nadejście arcykapłanki śmierci.

Serial z miejsca trafił do ścisłej czołówki mojego życia. Przepiękne, niemal statyczne kadry wprowadzały w stan hipnozy. Kolejne odcinki tylko potęgowały zachwyt nad rozwiązaniami i ścieżką, jaką kroczyli bohaterowie. Pod koniec ciężko było opanować emocje, a ostatecznie nie mogę przestać myśleć o tym, czego właściwie doświadczyłem. Jeden na milion i cieszę się, że na niego trafiłem.

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

2 komentarze

2 komentarze

  1. Kamilinho

    21 maja, 2020 at 19:04

    Ostatnie kilka tygodni spedziłem grając w pierwszego Nioh’a. Gre ukończyłem już pięć razy, na każdym możliwym poziomie trudności i dwukrotnie zaliczyłem także każde dlc. Jedyne co pozostało do 100% całości to kilka misji zmierzchu na poziomie Way of Demon i mogę na spokojnie zabierać się za drugą część. Tym samym sypię głowę popiołem i przyznaję, że się myliłem. Nioh to nie jest tylko średniacki klon Soulsów. To coś zdecydowanie więcej. To system walki, który z każdym kolejnym przejściem stawał się coraz lepszy i zmuszał mnie do sprawdzania każdego możliwego skilla, aby przeżyć w tym często niesprawiedliwym świecie! Nie przypominam sobie drugiej takiej gry, do której wróciłem po latach i bawiłem się z nią zdecydowanie lepiej, niż przy pierwszym podejściu. Team Ninja udało się stworzyć baaaaardzo uzależniający kąsek i nie pozostaje mi nic innego niż czekać, aż dojdzie do mnie moja kopia drugiej części tej wciągającej makabry.

  2. lorddan569

    23 maja, 2020 at 12:34

    Sekiro:Shadows Die Twice-Po ograniu wszystkich poprzednich soulsów bardzo chciałbym zapomnieć wszystkie nabyte w nich przyzwyczajenia. Sekiro wywraca je do góry nogami i niemiłosiernie zabija za nie. Cały czas mam problem z wyczuciem parowania, które nigdy w grach mi szczególnie nie wychodziło przez co każdego bossa bije dziesiątki razy. No i każde zwycięstwo jest mega satysfakcjonujące. Póki co zaciąłem się na Gyobu.

    Vampire The Masquerade Bloodlines-pierwszą styczność z tą grą oceniam bardzo pozytywnie. Podoba mi się fabuła , questy poboczne i cały wykreowany świat. Jedynie walka pozostawia trochę do życzenia i jest trochę sztywna, ale nie przeszkadza mi to. Póki co opuściłem pierwsze miasto i kontynuuje dalej opowieść.

    Blazblue:Calamity Trigger-rozdzielony na kilka sesji grind 350 meczów online z Olsonem. Nie wiem czy kiedyś wbiję platynę, ale jeśli tak, to przynajmniej online mam już zaliczony.

    Hyperdimension Neptunia Rebirth 1-doszedłem do końcówki NG+, gdzie zacząłem przygotowania do grindu specjalnego przeciwnika do platyny.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

*Poniższy tekst został napisany przez osobę szczerze pochłoniętą i zafascynowaną wykreowanym światem oraz bohaterami powołanymi do życia. Autor odebrał tytuł wyjątkowo emocjonalnie i po...

Gry

Obecna generacja przejdzie do historii jako generacja cudów. Okres niesamowitych zbiegów okoliczności i powrotów. Renesans najlepszej szkoły tworzenia gier i kolejna runda w wykonaniu...

Gry

Log I – Transhumanizm i Megastruktura Moje myśli krążą nieustannie wokół mangi Blame! autorstwa Tsutomu Niheia. Jest to surowy cyberpunk, już daleko wybiegający ponad...

Recenzje

Kazutaka Kodaka, czyli twórca kultowej serii japońskich gier – Danganronpa, powraca z nowym, odważnym projektem. Zamiast tradycyjnej gry przygodowej, stworzył z ekipą Too Kyo...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: