Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gry

Kill the Game #6/Przemiał Popkulturowy – W Co Gracie?

Nieustanna pogoń i seryjna konsumpcja masowa napędzają kulturę odhaczania. Dyskusje o ulubionym hobby i chęć wyjścia ze strefy komfortu doprowadzają do zalewu produktami, za którymi trudno na bieżąco nadążyć. Permanentny wyścig z czasem i przeraźliwa próba nadrobienia braków, potrafią doprowadzić nie tylko do wypalenia, ale i psychicznego przemęczenia. Wpadłem w huragan popkultury, który niezliczone produkty światotwórcze zlewa w wykręconą abominację pozbawioną odrębnych tożsamości i kontaktu z rzeczywistością.

Jak na ironię to właśnie przemiał doprowadził kilka lat temu do powstania tego cyklu. Ostatnio uświadomiłem sobie, że mój tegoroczny bilans to aż 72 obejrzane filmy i 32 gry, które udało się przejść od początku do końca. Twórczość starałem się dobierać różnorodnie, mieszając zarówno różne ery, jak i kraje pochodzenia – jestem zadowolony z efektów. W kinie skręciłem mocno w klimaty azjatyckie, a w grach sukcesywnie rozliczam się z przeszłością. Problem, jak zawsze, dotyczy czasu i pułapki oksymoronu. Nawet gdy jest go za dużo, to cierpimy na niedobór. Zdarza mi się, że to właśnie w wolne dni najtrudniej zebrać się do osiągnięcia zamierzonych celów. Tych, które niepotrzebnie sobie narzucam.

Wirusowa sytuacja trwa w Polsce drugi miesiąc, więc propagowany styl życia mocno zachęca do oddania się przyzwyczajeniom masowego pożeracza. Następujące po sobie dni równoznaczne były z kolejnymi seansami i sesjami przy konsoli. Brak tchu i odstępów w czasie zaczyna uciskać na klatkę piersiową. Uświadomienie wymusiło przerwę. Stąd też ten lekko terapeutyczny wpis.

Mniej, a więcej – zamiast zaliczać kolejne pozycje, zostanę dłużej z tymi ukończonymi. Poświęcę im mocniej uwagę, próbując wynieść dodatkowe refleksje. Mam nadzieję, że odbije się to pozytywnie na stylu tej serii, która obierze bardziej zwięzły charakter – wracam do tematu przewodniego, czyli uniwersalnego pytania „w co teraz gracie?”

Umrzeć możesz zawsze. To życie wymaga prawdziwej odwagi

Sekiro: Shadows Die Twice – Personalna samorealizacja i podróż do ery Sengoku, okupionej okrucieństwem wojny domowej i smakiem słodkiej kulki ryżowej. Piękny taniec w samym sercu japońskiego folkloru. Kameralna opowieść o zerwaniu Smoczego Dziedzictwa i klątwy nieśmiertelności. Sekiro ma wiele oblicz, a każdym można się bezgranicznie zachwycić. Na mnie wyraźnie zadziałała piękna kreacja świata przedstawionego i koncepcja, często osobistych, pojedynków, jak zwykle testujących refleks i pamięć grającego. Nawet relacja na linii Shinobi->Pan ma w sobie pewien kojący aspekt, który chłonąłem z zaciekawieniem.

Sekiro: Shadows Die Twice

FromSoftware opracowało dużo prostszą i pozbawioną ciężaru enigmatyczności opowieść o shinobim. Fundament „dusz” poszedł maksymalnie w stronę akcji, upraszczając całą otoczkę dotyczącą innych aspektów. Każdy perfekcyjnie animowany i sparowany cios daje niesamowite poczucie satysfakcji, a każda pokonana przeciwność losu generuje gargantuiczne pokłady endorfin. Sekiro jest finezyjne i lekkie, odchodzi od tytanicznego ciężaru ekwipunku serii „Souls„. Pod kątem walki jest również odważniejsze niż Bloodborne i jeszcze bardziej odcina się od korzeni macierzystego cyklu. Zmiany ukierunkowane precyzyjnie w moją stronę.

Nie było łatwo Samotny Wilku, ale dotarliśmy do celu. Momentu zwieńczonego platynowym pucharem. Dziękuję Ci za tę opowieść należącą do topowych osiągnięć generacyjnych i obiecuję, że jeszcze o Tobie napiszę.

Reimaginacja skryta pod parasolem

Resident Evil 3 Remake – Porównanie powtarzane do znudzenia, ale bardzo je lubię. Reimaginacja Nemezisa stanowi najbliższy interaktywny twór stojący tuż obok filmowego „Decydującego Starcia” – przynajmniej w kontekście gier, jakie miałem przyjemność poznać. Cholernie mi się to podoba. Jill parafrazuje Ripley. Umbrella przepisuje pracę domową od Weyland Yutani, a Nemezis robi to samo z „Obcym” – drapieżca idealny, ewoluujący z każdym potknięciem. Zabójczo piękna przygoda pełna momentów i interakcji, do których kocham wracać myślami. Kupiony zostałem w zasadzie od pierwszej interakcji i cholernie klimatycznego momentu z prologu, który bawi się łączeniem konwencji FPP/TPP – chciałbym więcej taki sugestywnie ukazanych zabiegów, eksponujących paranoiczną stronę bohaterki.

Pozycja wybrakowana z paru obietnic, jakie może sugerować „Remake”. Uderzająca jednak w alternatywny kierunek. Na pewno wyróżnia się na tle współczesnej mody. Rzemieślniczo i z sercem wykonana inspiracja, przedstawiona w formacie kolejki górskiej, z której przez długi czas nie zamierzam jeszcze schodzić. Drugie przejście już za mną, kolejne w trakcie – licznik wskazuje 17 godzin pozytywnie skondensowanych emocji.

Resident Evil: The Umbrella Chronicles – Odwiedziłem na szybko archiwum korporacji Umbrella. Zabrano mnie w odmęty makabrycznego zoo, gdzie kolejno zwalczałem zwierzęcych bywalców. Z łowieckiej listy mogę wykreślić zainfekowanego skorpiona, tarantule i nietoperza. Zmierzyłem się z jednym z ojców założycieli Parasola i było miło. Drugoligowy, ale w dalszym ciągu przyjemny „celowniczek„, doprowadzający do szału magnetofonowymi dźwiękami wystrzałów.

Gry terapeutyczne

Demon’s Tilt – Switch został sprowadzony do łącznika ze światem fliperów. Okultystyczny pinball, który zabawę ubiera w horrorową otoczkę i stylistykę nawiązującą do Symphony of the Night. Audiowizualna asymilacja atmosfery albumów Carpentera Bruta – począwszy od okładek, po sam wydźwięk muzyki. Uzależniająca zabawa idealnie skrojona pod chwilę krótszą i dłuższą. *ding*, *ding*, *ding*, zamknięto nas w pętli bicia własnych rekordów, bo globalny leaderboards nie chce działać.

Street Fighter V – sieciowa terapia kontrolowania gniewu. Godzinne sesje odbywane kilka razy w tygodniu. Skuteczność kuracji oszacowana na poziomie „niskim”. Ujednolicenie mind-setu i przebiegu pojedynków widoczne coraz mocniej z każdym zdobytym punktem ligowym. Z perspektywy czasu ta bijatyka jest w smutny sposób nudna.


Niby remake, ale jednak gra Nomury

Dzień dobry, z tej strony Musiol. Gościnnie postanowiłem się wepchać w tekst Sebastiana, by splugawić słowotwórstwo fragmentem o najwspanialszym reżyserze, producencie, designerze, artyście i bóg jeden jeszcze wie, jak określić w niepoważnym tonie Nomurę. W trakcie gdy Sebastian w rytm pulsującego światła LED-ów rozpływał się na swój sposób nad nowym wcieleniem Jill, ja próbowałem sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy remake Final Fantasy VII powinien mnie bezkrytycznie cieszyć, czy jednak powinienem dołączyć do grona męczących bułę na Twitterze ludzi. Odpowiem wam w recenzji, gdy ta wreszcie powstanie. Tu mogę wspomnieć jedynie, że remake radzi sobie z potężnym kultem Siódemki i poza segmentem rytmicznym w Honey Bee, nie było momentu, w którym miałbym ochotę odłożyć grę. Wręcz przeciwnie – cierpiałem katusze, że pracuję więcej, niż w czasach bez pandemii. Ktoś musi, prawda?

https://i2.wp.com/i.imgur.com/FiKnHlD.jpg?resize=880%2C495&ssl=1

Specyficzny cykl życia swego czasu pchnął mnie w kierunku grania na smartfonie, które sprawdza się gdy spaceruję z psem. Gram non stop w Dissidia Final Fantasy: Opera Omnia, bo to najprzyjaźniejsza mojemu portfelowi gacha. Próbowałem też pograć w taktyczny odprysk Brave Exviusa, czyli War of the Visions, ale tutaj Square i Gumi przegięli – gachę wpychają wam na siłę do gardła, w tyłek i gdzie tylko się da. Szkoda.

Dziękuję za uwagę, wracam do FF VII Remake na hardzie.


Winding Refn kłania się nisko

Żegnam(y) się kinematograficzną polecanką i filmem ostatnich dni. The Wild Goose Lake (Jezioro dzikich gęsi) – Mój pierwszy kontakt z twórczością chińskiego reżysera Diao Yinan. Poetyckie i zabójczo stylowe neo-noir. Personalna wendeta wymiaru sprawiedliwości na gangsterze, którego los zostaje przypieczętowany w chwili, gdy omyłkowo zabija policjanta. Nieustanne zaszczucie i intensywna pogoń za jego głową wartą 300 tys. juanów. Zhou Zenong zejdzie ze sceny na własnych warunkach, manipulując wydarzeniami w taki sposób, aby pieniądze trafiły do konkretnej osoby.

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

8 komentarzy

8 komentarze

  1. Ragnor

    30 kwietnia, 2020 at 19:59

    Czytuję wasze twórczości od ps3site pragnę pozdrowić i zdrowia życzyć:-) a teraz pytanie. Naprostuj mnie proszę w sprawie cyt. „najwspanialszym reżyserze, producencie, designerze, artyście i bóg jeden jeszcze wie, jak określić w niepoważnym tonie Nomurę.”. O co chodzi z Nomurą? Niestety w tematy wewnątrzdeveloperskie się nie zagłębiam a kolejny raz „niepowazne” okreslenia w jego stronę czytam.

    • Kamilinho

      30 kwietnia, 2020 at 21:26

      Myślę, że chodziło o ogromne ego Nomury. Gość uważa się za Alfę i Omegę, a tak naprawdę często po prostu ponosi go fantazja. ;D

      • Asobu

        1 maja, 2020 at 17:49

        Ale Kingdom Hearts to ty szanuj.

        • Kamilinho

          1 maja, 2020 at 20:48

          Szanuję i to bardzo! Co nie zmienia faktu, że ich fabuła to ostre pierdololo 😛

  2. tandiblue

    1 maja, 2020 at 12:34

    Interesujący wstęp do wpisu – ja już się pogodziłem z tym, że nie ogram wszystkiego, co bym chciał, więc postanowiłem ograniczyć swoje zapędy do kilkunastu tytułów głównie na Switcha.

    Aktualnie ogrywam Streets Of Rage 4 i pierwsze wrażenia jak najbardziej pozytywne. Dużo rzeczy do odblokowania i odniesień do starszych odsłon – pewnie będę przechodził to kilka razy.

    W kolejce czeka niecierpliwie Atelier Ryza, za którą wkrótce mam zamiar się zabrać. Przerwa od „Atelierów” sprawiła, że znowu zatęskniłem za serią.

    Z gier terapeutycznych, dobrych na krótkie, relaksujące sesje polecam Puzzle Quest: The Legend Returns. Świetna propozycja gdy nie mam ochoty na bardziej rozbudowane i czasochłonne tytuły. Mam sentyment do tej gry – to chyba było moje trzecie pudło, gdy budowałem swoją kolekcję na Nintendo DS.

  3. Asobu

    1 maja, 2020 at 17:52

    Nowa, odświeżona wersja Jill trafia do mnie tak bardzo, że ubolewam nad faktem, iż trójka jest tak bardzo krótka. Z drugiej strony może gdyby przedłużali zbędnie rozgrywkę to gra nie podobałaby mi się tak bardzo? Dunno. Jedyne czego mi brakowało to różnorodności w postaci bossów i braku robala 🙁

  4. Kamilinho

    1 maja, 2020 at 21:08

    Pandemia mówili, zostańcie w domu mówili. No chyba, że tak jak ja jesteście na „pierwszej linii frontu” tego całego syfu i zamiast chwili wolnego macie dodatkowe dni pracy, bo współpracownicy w taki lub inny sposób zaniemogli… Jeśli ktoś myśli, że w ciepłym domku jest tak zle i nie wiecie co ze sobą zrobić, to chętnie się z wami zamienię – wy kasztany, wy!
    Chciałbym w coś pograć, ale ciągle brak mi czasu i chęci. Nie stopuję jednak z zakupami growymi i coraz bardziej tonę w mojej „kupce wstydu”. Nareszcie zakupiłem Beat Saber na PSVR i już po jednej sesji mogę potwierdzić, że gierka mocno dowozi! W międzyczasie wyrywkowo ogrywałem pięć różnych gier naraz (co nigdy nie jest dobrym pomysłem), więc postępy w nich lepiej przemilczę.
    Niech już się ten koronkowy syf kończy i wszyscy zdrowieją bo idzie tutaj jobla dostać! Zdrówka i na litość Cthulhu, zostańcie huncwoty w domu!

  5. lorddan569

    2 maja, 2020 at 10:04

    Praca z domu sprzyja nadrabianiu zaległości:

    Persona 5 Royal-bawię się tak samo dobrze, jak nie lepiej niż w oryginale. Więcej opiszę w mojej rodzącej się w bólach recenzji.

    Dirt Rally 2.0-dawno nie grałem w żadną grę rajdową i Dirt w plusie idealnie się wstrzelił. Możliwość jeżdżenia samochodami z całego przekroju historycznego tego sportu jest jak najbardziej na plus przypominając mi stareńkie Rally Trophy. Obecnie dalej męczę kampanię, w której trasy są coraz cięższe.

    Vampire The Masquerade Redemption-zabrałem się w ramach nadrabiania serii przed Bloodlines 2. Bawię się całkiem nieźle, choć mam też swoje zarzuty jak słabsza 1 połowa gry oraz stosunkowo mało dialogów i rozwoju członków drużyny, o których prawie nic nie wiadomo. Zostały mi ostatnie 2 lokacje gry, po czym zabiorę się za Bloodlines.

    Dark Souls III – wróciliśmy z Azothem do DS3, ale tym razem robimy przejście typowe pod coopa po ograniu gry solo za pierwszym razem. Bawię się równie świetnie co te 2 lata temu i jest też ciekawiej przez ciągłe pojawianie się invaderów, dzięki którym weryfikuje swoje nawyki i przy okazji wymyślam nowe sposoby na ich trollowanie.

    Hyperdimension Neptunia Rebirth 1-powrót po pół roku przerwy. Pogrindowałem trochę drużynę, żeby mieć jakiekolwiek szanse z bossem, na którym się zaciąłem. Po jego pokonaniu skupiłem się na odblokowywaniu opcjonalnych lochów, żeby odblokować trochę przydatnych przedmiotów jako powolne przygotowywanie się do platyny.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

*Poniższy tekst został napisany przez osobę szczerze pochłoniętą i zafascynowaną wykreowanym światem oraz bohaterami powołanymi do życia. Autor odebrał tytuł wyjątkowo emocjonalnie i po...

Gry

PlayStation Vita nie pożyła długo. Na pewno nie na tyle ile mogłaby udanie egzystować na rynku, gdyby kilka przeciwności losu było po prostu łaskawszych....

Gry

Obecna generacja przejdzie do historii jako generacja cudów. Okres niesamowitych zbiegów okoliczności i powrotów. Renesans najlepszej szkoły tworzenia gier i kolejna runda w wykonaniu...

Gry

Log I – Transhumanizm i Megastruktura Moje myśli krążą nieustannie wokół mangi Blame! autorstwa Tsutomu Niheia. Jest to surowy cyberpunk, już daleko wybiegający ponad...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: