Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Uncategorized

Kill the Game #2 – w co gracie?

Witajcie! Weekend rozpoczynamy od rozlewu krwi i wyrywania kończyn. Czeka nas solidna dawka bezpardonowo ukazanej przemocy w wykonaniu smoczej serii.

Mój weekend będzie monotematyczny i poświęcę czas jednej serii. Mortal Kombat nie trzeba nikomu przedstawiać. Marka od kilkudziesięciu lat okupuje należyte miejsce w popkulturze i jest rozpoznawalna nawet poza społecznością graczy. Wszak nie bez powodu posiada renomę zasłużonej serii, która w branży gier zapisała się złotymi literami. To także niezwykle ciekawy przypadek będący dźwięcznym tematem dla wielu felietonów. Cykl bijatyk słynący z niesamowitej brutalności, który próbując wybić się na tle konkurencji, postawił na kontrowersyjność. Po blisko 27. latach możemy z całą pewnością uznać, że decyzja opłaciła się, bo obecnie dzieło NetherRealm Studios to w zasadzie najbardziej kasowa (broń boże nie mylić z najlepsza!) bijatyka na rynku.

Mortal Kombat ma na swoim koncie kilka wzlotów i masę upadków. Dość powiedzieć, że poza prostacką trylogią seria prezentowała wyjątkowo mizerny poziom, nie licząc paru wyjątków od tej negatywnej reguły. Mortal Kombat 4 i próba ugryzienia tematu 3D do dziś uznawane jest za pośmiewisko. Z kolei cała generacja PS2 to w zasadzie popierdółki stawiające głównie nacisk na fanservice i ilość, gdzie słowo „jakość” nie było raczej na liście priorytetów studia. Fakt, wydane pobocznie Shaolin Monks to naprawdę kawał świetnego szpila w uwspółcześnionej (wówczas) strukturze beat’em up, czyli potocznie „chodzona mordoklepanka”. Główny cykl nie radził sobie jednak najlepiej. Deadly Alliance, Deception, czy pękający w szwach od ilości postaci Armageddon, to produkty pełne błędów, nietrafionych pomysłów i działające na systemie pozbawionym jakiegokolwiek balansu. Dość powiedzieć, że to bardziej produkty quasi bijatykowe, które trudno było zestawić z przedstawicielami gatunku z prawdziwego zdarzenia (Tekken, Soul Calibur, Dead or Alive, czy nawet przeżywający wówczas lekką zadyszkę Street Fighter).

Rewolucję i odmienione oblicze Mortal Kombat przyniosła dopiero generacja PlayStation 3. Istnienie crossovera z DC pominę, bo i nie ma za bardzo o czym pisać — ot ugrzeczniony potworek, z którego biła niesamowita „bylejakość”. Po krótkim romansie z Batmanem i Supermanem przyszła pora na prawdziwe mięsko w postaci mocnego resetu marki. Zarówno fabularnie, jak i pod względem rozgrywki autorzy postanowili cofnąć się do korzeni całego cyklu i zaoferowali bardziej poważnie spojrzenie na formułę bijatyki. Casuale otrzymali efekciarski i widowiskowy tryb fabularny utrzymany w mocno filmowym stylu, co stało się poniekąd trendem w całym gatunku. Darowano sobie zabawy w tryby RPG, czy bzdury pokroju gokartów (tak, w Mortal Kombat Armageddon było coś takiego), a zamiast tego dodano po prostu wieże z wyzwaniami i mnóstwo modyfikatorów mających wpływ na przebieg pojedynków. Gracze niedzielni mieli mnóstwo treści, aby zając swój czas, a fani pragnący porządnej bijatyki otrzymali dużo bardziej przemyślaną grę, choć nie pozbawioną błędów.

Mortal Kombat wrócił do struktury 2D, gdzie czuł się najlepiej. Tym razem mocno oparto wszystko na walki w formule Tag (2vs2). Twórcy zmienili w końcu podejście i postawili nacisk na jakość zabawy. Nie zapomnieli o brutalności, która zawsze była ikonicznym elementem marki i poza krwistymi fatality wprowadzili niemniej soczyste X-Raye. Potężne ataki prześwietlające wrogów i ukazujące anatomiczne detale wraz z wewnętrznymi obrażeniami, jakie otrzymywał przeciwnik. Przygotowano poważną i liczącą się na scenie bijatykę w dobry sposób łącząc grupę fanatyków gatunku z graczami niedzielnymi. Fundament zresetowanego Mortal Kombat stał się budulcem, z którego stworzono dwie kontynuacje oraz całą serię Injustice.

Znalezione obrazy dla zapytania mortal kombat x jason

Mortal Kombat X zostało wydane już na PS4 i kontynuowało sukces poprzednika, opierając się na jego pomyśle, aczkolwiek porzucono walki Tag, wracając do formatu 1vs1. Dodano także wariacje postaci, czyli trzy odmienne style dla każdego zawodnika, gdzie gracz mógł sobie wybrać bardziej odpowiadający mu zestaw ciosów. Mocno eksperymentowano z kolei z pulą zawodników, dodając do serii wielu debiutantów i młodą krew. Gra była też zdecydowanie szybsza. Żyła dłużej otrzymując większą ilość aktualizacji mocno zmieniających balans. Wprowadzono również więcej postaci DLC — w tym kilka świetnych gościnnych występów pokroju Obcego, Predatora, Leatherface’a, czy Jasona Voorheesa z serii Piątek 13.

Wróciłem do tej odsłony po bardzo długiej przerwie. Gram głównie wspomnianym wyżej Jasonem i Scorpionem, który od zawsze był moim ulubieńcem. Darowałem sobie jednak online (bo i seria MK nigdy nie była moją mocną stroną), a głównym celem jest wbicie platyny — kwestia czasu, bo zostało mi naprawdę niewiele i całość sprowadza się raczej do mozolnego grindu niż faktycznych umiejętności. Potem przesiądę się na stałe do Mortal Kombat 11, któremu zamierzam poświęcić sporo uwagi.

Czym wyróżnia się odsłona z tego roku? Na pierwszy rzut oka oprawą graficzną, która została mocno podrasowana. Zmieniono tempo gry na nieco wolniejsze, przemodelowano paski zasobów, rozwinięto opcje defensywne, dając nam większe możliwości manewru na tym poletku — chociażby kilka opcji wstawaniu, zmieniony system ucieczki z combosów itp. Mortal Kombat 11 pragnie też zjednać sobie kolejną ważną grupę graczy. Tych, którzy w gry grać nie lubią. Dlatego też większość trofeów i pojedynków może za nas wykonać sztuczna inteligencja, a my nie musimy nawet kiwnąć palcem. Twórcy postawili dużo mocniejszy nacisk na monetyzację swojej produkcji i chociaż sam tego nie odczuwam, to jednak widać to po odpaleniu tytułu. Tak, zdaję sobie sprawę, że brzmi to groźnie, ale trzon rozgrywki i system walki wydaje się dużo ciekawszy względem poprzednika. Wyrzucono kilka nietrafionych pomysłów (pasek staminy), inne przemodelowano (wariacje), a całość dzięki temu sprawia wrażenie lepiej skonstruowanej bijatyki.

Tak jak widzicie mój weekend stanie pod znakiem smoczej serii. Zamierzam naprzemiennie ogrywać najnowsze odsłony Mortala, zbliżając się w obu do wbicia platyny. Jednocześnie mogę zwracać uwagę na niuanse systemu i porównywać ewolucję marki na podstawie ostatnich odsłon. Samo w sobie jest to całkiem przyjemnym doświadczeniem, aczkolwiek przyznaję, że w 11 gra mi się po prostu lepiej i przyjemniej. Możliwe, że to tylko efekt nowości połączony ze zmęczeniem materiału poprzednika. Czas pokaże, tymczasem wracam do wyrywania kręgosłupów. Elo melo kijany!

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

8 komentarzy

8 komentarze

  1. Mr W.

    27 lipca, 2019 at 20:57

    Przy takich planach moje polowanie na pucharki to przedszkole 🙂
    Platyny w Teslagrad i Virginii plus calak w The Swapper. 2 indyki z plusa i symulator chodzenia.
    Teslagrad to ładne 2D zręcznościowe i łamiglowkowe. The Swapper bez poradnika jest niemożliwy do calakowania – twórcy byli wyjątkowo wredni w ukrywaniu znajdziek 🙂 Ale sama gra jest godna uwagi; ładnie wykonana a muzyka pięknie komponuje się z rozgrywka. Motyw przewodni byłby dobrą podstawa do porządnego sci-fi.
    Virginia to niestety tylko worek z trofeami. Oprócz muzyki – ta jest świetna i elegancko zastępuje brak dialogów. Jest nawet odrębny OST do pobrania.
    Przede mną jeszcze Dear Esther i może Firewatch. Liczę na dobrą fabułę.
    Miłego klepania 😊

    • Laughter

      28 lipca, 2019 at 12:18

      Do Virginii mam podobne odczucia – strasznie się zawiodłem i dla mnie to mocny przerost formy nad treścią. Teslagrad za to bardzo miło wspominam, bawiłem się świetnie i platyna wpadła z czystą przyjemnością. Dead Esther też i u mnie czeka na dysku, ale na razie jestem na lekkim detoksie od symulatorów chodzenia, choć na pewno się za to zabiorę pewnego dnia

      • Mr W.

        28 lipca, 2019 at 13:24

        Z czystą przyjemnością, kolega mówi?
        A jak tam wspomnienia z prób zdobycia zwoju, który trzeba było dogonić lecąc w górę i omijając labirynt elektrycznych wyładowań 😉
        Człowiek się starzeje, refleks nie ten ☝️😁

  2. Mr. W

    27 lipca, 2019 at 21:30

    Ok może trochę przesadziłem z tą krytyką Virginii. 🙂
    Jej końcowe sceny zapadają w pamięć niemniej jako całość lokuje się na niższej półce tego gatunku.

  3. Omsky

    28 lipca, 2019 at 08:47

    Ja miałem zamiar dopiąć FFXV i Detroit jednak coś poszło nie tak😌

  4. Asobu

    28 lipca, 2019 at 12:47

    Raz dwa trzy. Próba mikrofonu. Nie ogarniam zupełnie komentarzy tutaj, mam nadzieję, że wszystko działa.

    Mortalem to ja już rzygam jak go widzę!

  5. Robb Mosse

    28 lipca, 2019 at 12:52

    Widzę Tekken wymaksowany, to czas na Mortala.
    Weekend w gościach, 0 grania. Tydzień będzie obfity, bo będę męczył Hitmana. Przyjemnie się gra, wciągnąłem się bardzo.

  6. Damian Michlowicz (@KraZislaw)

    29 lipca, 2019 at 12:08

    Borderlands 1 -> platynka wpadła w weekend, od razu przeskok na Borderlands 2 i strzał w ryj, że nie wszystkie trofea z ps3 przechodzą na ps4, więc powoli idę w kierunku platyny płynna rozgrywka robi robotę do tego stopnia, że nie żałuję powtarzania niektórych trofeów z ps3.. samej gry jeszcze ani razu w życiu nie ukończyłem. Foża Horizon 4 – dużo contentu singlowego mam jeszcze do ogarnięcia przed kupieniem upgrade do ultimate, a cotygodniowy forzathon skutecznie hamuje postęp w SP 😀 , no i nieśmiertelny u mnie Rocket league 🙂 – tak było w ten weekend i najpewniej tak będzie przez cały tydzień.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Gry

Log I – Transhumanizm i Megastruktura Moje myśli krążą nieustannie wokół mangi Blame! autorstwa Tsutomu Niheia. Jest to surowy cyberpunk, już daleko wybiegający ponad...

Recenzje

Kazutaka Kodaka, czyli twórca kultowej serii japońskich gier – Danganronpa, powraca z nowym, odważnym projektem. Zamiast tradycyjnej gry przygodowej, stworzył z ekipą Too Kyo...

Recenzje

Stało się! Sony po wielu latach dostarczyło tytuł walczący o miano definiującego całą ostatnią generację PlayStation. Produkt, który dźwiga niesamowity ciężar schedy legendarnego poprzednika....

Recenzje

Beyond Blue to najnowsza produkcja studia E-Line Media (twórców ciekawego Never Alone) porusza interesującą tematykę eksploracji oceanu. Dostajemy tutaj bardziej realistyczną wizję podwodnej przygody...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: