Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Uncategorized

Kill the Game #1 – W co gracie?

Zbliża się weekend, więc nie mogło zabraknąć najważniejszego pytania – W co gracie? Zapraszam do chwalenia się, wrzucania głupotek na jakie macie ochotę i pisania off-topu!

Skryba w czerwonym płaszczu o masce pełnej pęknięć, z których wyciekały wszelkie nieczystości tego świata, złapał ponownie za pióro. Rozsiadł się wygodnie w nowym fotelu – prosto z najznamienitszych fabryk Ikei, ustanowionym pośród bezkresnej pustki oślepiającej bieli i rozpoczął pisać na nowo dzieło porzucone przed długimi stuleciami. Kolejny raz z przeświadczeniem, że tym razem się uda.

Bez zbędnych ceregieli – wracamy na „pełnej” z poziomem energii godnym żabiego rycerza i zielonego rumaka. Mamy drugie półrocze roku pańskiego 2019, więc mieliście aż nadto czasu, aby ograć ciekawe gry, od których aż Was nosi, by podzielić się wrażeniami. Tematem cyklu nadal pozostają ostatnie produkcje, więc wracam po długich miesiącach by zadać ponownie pytanie – w co gracie w weekend?

a-plague-tale_3

Sprowadzone do mięsa armatniego przez setki gier RPG szczury postanowiły się zemścić za lata wyrządzonych krzywd

Mój weekend stanie pod znakiem stęchlizny, ropiejących ran, rozkładu i wszechobecnych szczurów. Czarny koń (a raczej szczur!) tego roku powraca, by zarazić kolejne grono graczy. Znów zatapiam się w XIV. wiek średniowiecznej Francji nękanej przez epidemię dżumy, gdzie śmierć czyha w każdym zakątku tego szalenie bezwzględnego świata. Tutaj jeden zły krok równoznaczny jest z obgryzieniem nogi do gołej kości przez agresywne szczury, więc stąpać należy ostrożnie – chyba, że pragniecie stylówy a’la Sir Daniel z Gallowmere.

a-plague-tale_-innocence_20190509114625

Hugo, jak każde dziecko w jego wieku, to irytujący bachor. Na szczęście zawsze może liczyć na siostrzaną miłość okazywaną ze strony Amicii

A Plague Tale: Innocence to czarna perła tego roku. Wspaniała produkcja, nad którą uwielbiam się rozpływać. Tym co najbardziej mnie urzekło jest cała kreacja świata przedstawionego wraz z głównymi bohaterami. Twórcy postawili na bardzo wdzięczny i rzadko poruszany w grach okres historyczny. Mamy tutaj do czynienia z epidemią czarnej śmierci, czyli dżumy nękającą średniowieczną Francję. Autorzy zdecydowali się na trochę inwencji twórczej i zaprezentowali fajne wątki paranormalne, więc sama plaga skrywa pewną tajemnicę, którą warto poznać. Gra stoi głównie fenomenalnym klimatem, a przy tym poraża warstwą wizualną oraz dołującym klimatem, który wgniata w ziemię pozostawiając nas na pastwę bezlitosnych szczurów. Głównymi bohaterami są dzieci, więc cała ta bezduszność otoczenia, wszechobecna śmierć i brutalność świata ociekającego złem jest tym bardziej potęgowana. Po prostu nie sposób nie współczuć sytuacji Amicii i jej młodszego braciszka Hugo.

Pod względem rozgrywki otrzymujemy standardowy narracyjny schemat liniowej przygody, która jawi się niczym Święty Graal pośród wszechobecnych na siłę otwartych i rzygogennych sandboxów. Prosta rozgrywka stawiająca nacisk na ciche omijanie niebezpieczeństwa i silnie naznaczona fabuła sprawiają, że ciężko oderwać się od ekranu. Relacje między bohaterami są wystarczająco ciekawie nakreślone, by zapewnić motywację do pokonywania kolejnych trudów rzucanych przez twórców.

Znalezione obrazy dla zapytania plague tale photo mode

W moim przypadku A Plague Tale: Innocence urzekło zniewalającą i gęstą atmosferą, gdzie wszechobecna szaro-bura kolorystyka sama w sobie powoduje ciarki na plecach – zwłaszcza jeśli zwrócimy uwagę na przepiękną warstwę artystyczną. Szczurze gniazda stworzone z ludzkich zwłok, wszelkie budowle, narracja środowiskowa i ogólny wystrój gry powoduje, że trudno oderwać wzrok od kunsztu grafików. Pięknie sprawdza się gra świateł, a hordy wijących się w amoku szczurów to zapewne jeden z najbardziej pamiętliwych widoków dostarczonych przez obecną generację konsol. Przede wszystkim to także angażująca historia, która może nie poraża skomplikowane czy szokującymi zwrotami akcji, ale idealnie wykonuje swoje zadanie będąc po prostu dobrze podaną i ciekawą opowieścią o trudach przetrwania pomimo wszelkich przeciwności losu. Francuzi z Asobo Studio dostają odznakę „okejki”, a tytuł polecam każdemu – wspierajcie takie gry! Zwłaszcza w obecnych czasach! Nie pozwólcie, by cierpienie Amicii poszło na marne!

Crash Team Racing Nitro-Fueled

Znalezione obrazy dla zapytania crash team racing nitro fueled

Drugą ogrywaną przeze mnie produkcją będzie Crash Team Racing Nitro-Fueled, czyli gra, której z czystego serca nienawidzę. Po pierwsze – nie umiem w to grać. Po drugie – przesiadka z Mario Kart 8 boli. Dodam, że boli jak sam sku*wysyn. Dobra, czaję, że 90% populacji konsolowców nie rozwinęła narządu wzroku na tyle, by dostrzec więcej niż 24 klatki/s na ekranie. Ja, niestety, nie tylko to widzę, ale i przede wszystkim czuję moimi delikatnymi paluszkami. Ta gra jest ślamazarna, gokart reaguje dwa razy wolniej niż w wymienionej wyżej konkurencji, a samo driftowanie jest przez to szalenie nieprzyjemne. Przyzwyczajony do istnego pływania po zakrętach o zawrotnej prędkości w Mario Kart 8 nagle wsadzono mnie do topornego malucha. Tej grze brakuje dynamiki i jestem w szoku, że ktoś postanowił stworzyć tego typu wyścigi ograniczone w tak BRUTALNY sposób „klatkarzem”. Pewnie, gra ma od cholery zawartości, nostalgia robi swoje, a graficznie jest prześlicznie. Do tego tryb online zapewni tej grze nie tyle drugie życie, co w zasadzie nieśmiertelność – no, super, ale co z tego? Zdecydowanie fajniej grało mi się w średnie ModNation z PS3.

Drabina Jakubowa

Temat remake’u Drabiny Jakubowa ruszył na nowo, więc odświeżyłem sobie oryginał. Wszak jest to film, który nie tylko rozkochał w sobie twórców Silent Hill, ale i sprawił, że legendarna seria interaktywnych horrorów w ogóle powstała. Sam ten fakt sprawia, że ów dzieło jest dla mnie wyjątkowo ważne. Jeśli nie znacie tego klasyka to spieszę z wyjaśnieniami, że historia skupia się wokół Jacoba Singera. Jest on rozwiedzionym weteranem wojny w Wietnamie, który cierpi na coraz dziwniejsze dolegliwości i wizje mieszające coraz mocniej w głowie. Bohater próbuje dociec tego, co się z nim właściwie dzieje, a jednocześnie odkrywa skrywane sekrety i jest zmuszony zmierzyć się z powracającym poczuciem winy. Wszystko to okraszone dusznym i onirycznym klimatem, gdzie sam widz ma wrażenie, że jego postrzeganie rzeczywistości powoli się zaciera i nie jest w stanie odróżnić fikcji od faktów. Drabina to dobry thriller psychologiczny z elementami horroru i psychoanalizy głównego bohatera. Jeśli dodatkowo jesteście fanami Silent Hill szybko zaczniecie zwracać uwagę na mniej lub bardziej subtelne zapożyczenia i zabiegi artystyczne wręcz przeniesione w strukturę kultowych gier.

Neon Genesis Evangelion

Po latach obejrzałem ponownie anime, które swego czasu sprawiło, że wyrzutki z gimnazjum zaczęły czytać biblię, słuchać klasycznej muzyki i utożsamiać z głównym bohaterem, na którym internet nie pozostawia suchej nitki. Evangelion, czyli istna religia dla każdego szanującego się fana japońskiej twórczości wszelakiej. Źródło inspiracji dla takich legend jak Taro Yoko i fenomen na skalę międzygalaktyczną!

Art ID: 79668

Cofnijmy się do 2015 roku kiedy to rozpoczyna się faktyczna akcja serialu. Minęło 15 lat od tajemniczego Drugiego Uderzenia – wydarzenia powodującego roztopienie lodowców, a tym samym podniesienie poziomu wód i drastyczne zmiany klimatyczne. Istna apokalipsa, która zdziesiątkowała ludzkość, a nielicznych pozostawionych przy życiu zmusiła do mozolnego odbudowywania znanej nam cywilizacji. Oczywiście, żeby nie mieli za łatwo los szykuje dla nich niespodziankę w postaci inwazji Aniołów – niezrozumiałe bestie, na które broń konwencjonalna nie robi żadnego wrażenia. Chroniony enigmatycznym polem AT Anioł może zostać zraniony jedynie przez Evangeliona – sztucznie stworzoną istotę z  którą zsynchronizować może się dziecko zrodzone po Drugim Uderzeniu. Wiadomo, Japońce nie byliby sobą gdyby nie obsadzono dzieci w roli pilotów

Znalezione obrazy dla zapytania rebuild of evangelion gif

Typowe mecha animu, gdzie główny bohater rwie się do walki i drze japę pokonując kolejną falę przeciwników, racja? No nie do końca. Chociaż Neon Genesis Evangelion korzysta z paru archetypów (sam się zresztą przyczynił do wykreowania wielu stereotypów, wszak mało, które anime może się poszczycić AŻ TAKIM odciskiem w popkulturze), to jednak ogólny zamysł odbiega znacząco od tego, co przedstawiają reprezentanci podobnych gatunków. Eva stawia gigantyczny nacisk na psychoanalizę bohaterów. Ci cierpią na poważne problemy natury emocjonalnej, więc domorośli psychologowie mają szerokie pole do popisu w diagnozowaniu ich zaburzeń osobowości, co samo w sobie jest przednią zabawą! …*EKHM*…

Eva charakteryzuje się schematem, gdzie stopniowo coraz mocniej popadamy w cięższą tematykę i przygnębiającą atmosferę, aby ostatecznie stanąć twarzą w twarz z traumatycznymi przeżyciami i zmierzyć bezpośrednio z depresją. Hideaki Anno stworzył nieśmiertelne dzieło, które po 24 latach jest aktualne, jak nigdy przedtem. Zwłaszcza, że w dobie social media problem interakcji społecznych  i otworzenia się na innych ludzi jest bardziej skomplikowany oraz poważniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Pamiętajcie, że Eva to nie tylko efekciarskie anime o walkach wielkich robotów z losowo doklejonymi elementami religii chrześcijańskiej. Jest to również gigantyczny komentarz społeczny, z którym każdy człowiek na ziemi jest w stanie się utożsamiać, znajdując dla siebie część, która pomoże mu w trudnościach życia codziennego. Korzystajcie z okazji i odpalajcie Netflixa. Obejrzyjcie serial i film The End of Evangelion, a możecie być pewni, że wstanę dla Was ze swojego fotela i zacznę klaskać wykrzykując szaleńczo OMEDETOU!

Rebuild of Evangelion

Uporawszy się z główną serią i jej wyniszczającym psychicznie zakończeniem przyszła pora na (nie)sławne Rebuildy. Czym są? Dokąd zmierzają? Na te pytania filozofowie szukają odpowiedzi od zarania dziejów, bacznie badając tajemnicze zwoje znad morza martwego. Odpowiedź nie jest jasna, a próba zgłębienia ich istoty rodzi więcej niewiadomych niż jest to warte zachodu. 

Evangelion to historia, w której niezwykle ważny jest motyw „powtarzania” oraz „ewolucji” – jeśli nie jesteś zadowolony z efektów swojej pracy, powtarzaj ją aż w końcu osiągniesz oczekiwaną perfekcję. Uznajmy więc Rebuild of Evangelion za kolejny cykl etapu, z którym ludzkość mierzy się na drodze swej ewolucji. W praktyce oznacza to, że pierwszy z trzech wydanych do tej pory filmów jest powtórką ośmiu odcinków z serialu. Niejasny remake przejawiający pewne cechy „kontynuacji” i wprowadzający parę inwazyjnych zmian fabularnych mających niebagatelnie wielki wpływ na jej przebieg w kontynuacjach. Kolejno Rebuild of Evangelion 2.0 oraz 3.0 stanowiący już totalne oderwanie od historii opowiedzianej przed laty.

giphy

Rebuild of Evangelion to seria filmów mających definitywnie zamknąć sagę, a przynajmniej tego oczekuje się od zapowiedzianego na 2020 rok Rebuild of Evangelion 3.0 + 1.0 (jak widać, nawet nazewnictwo musi być popie*dolone). W wielkim skrócie jest to seria w większym stopniu nastawiona na akcję i widowiskowość – robi to DOBRZE. Filmy wyglądają spektakularnie, często zapierając dech w piersi, a przepełniona patosem muzyka Shiro Sagisu w legendarny sposób wzbudza ciarki na plecach. Widok Evangelionów wpadających w szał i zachowujących się niczym dzikie, sapiące zwierzęta z obślinionymi zębiskami na wierzchu to chyba najlepsze doznanie wizualnie, jakie otrzymałem od anime. Psychologiczne uproszczenia zastąpiono trollingiem twórcy, który traktuje fanów niczym marionetki przez co kolejne lata upływają pod znakiem fanowskich teorii na temat tego, z czym w ogóle mamy do czynienia. W efekcie Eva żyje i będzie żyć jeszcze długie lata. Niezależnie od tego, czy Rebuildy uznajecie za profanację religii, czy podchodzicie do nich z otwartą głową, ich cel został osiągnięty. Piszę o tym nie bez powodu, wszak jutro odbędzie się premierowy pokaz pierwszych dziesięciu minut czwartego, ostatniego filmu, co jest dla mnie wydarzeniem wiekopomnym!

Tyle ode mnie na dzisiaj, wracam do wbijania trofików i nadrabiania zaległości. Dawno niczego nie pisałem poza sporadycznymi recenzjami dla PPE, więc koniecznie piszcie co u Was słychać i co obecnie macie na celowniku przy zaczynającym się weekendzie. Cykl, mam nadzieję, wróci na dłużej i za tydzień powinniśmy się znowu przeczytać! Elo melo!

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

5 komentarzy

5 komentarze

  1. Robb Mosse

    5 lipca, 2019 at 19:00

    Witam, witam po przerwie.
    Widzę, że choć przy jednej grze nie marudzisz. Ta plaga brzmi ciekawie, po tym opisie myślę, że mógłbym jej czas poświęcić…. jak trafi do plusa!

    Ja cały tydzień spędzam setki kilometrów od domu. Nie mam dostępu do swoich gier, nie mam dostępu do laptopa i jestem zmuszony pisać tu komentarz na telefonie czego bardzo nie lubię.

    Do moich gier, tu mam na myśli Vampyra, którego powoli, ale regularnie ogrywam.
    Tak, gra jest irytująca przez problemy techniczne i niskie koszty produkcji, nadrabia to jednak klimatem i jak dla mnie interesująca fabułą. Dlatego mam duże parcie by skończyć ją jak najszybciej i poznać całą historię doktora Reid’a.

    W obecnym miejscu „zagrywam” się w Spyro i CTR. Zagrywam w cudzysłowie, bo tak na prawdę patrzę jak próbuje się z tym zmierzyć 6-letnia siostrzenica na zmianę z narzeczoną. Małej idzie średnio i często się zniechęca jak nie może wymierzyć skoku i spada poza mapę. Narzeczona widzę, że bardzo się wciągnęła. Pierwszy jej kontakt z tą serią gier i bardzo się jej to podoba. Dla mnie to jest przyjemny powrót do dzieciństwa. Może i ktoś powie, że to slabe remastery, dla mnie to bez znaczenia, fajnie że mogę pograć raz jeszcze w te gierki i to w lepszej jakosci. Ach ten sentyment.

    Na wyjeździe nie mieliśmy za dużo czasu i chęci na oglądanie filmów. Jedynie to szybko obejrzeliśmy Hannibala, bo niestety na Netflixie był termin do 2 lipca.
    Dla mnie ten serial jest nierówny. Pierwszy sezon był dobry. Zainteresował, sprawił że bardzo wsiedliśmy w każdy wątek historii. Kolejne dwa już takie nie były. Oczywiście, byly odcinki, które bardzo mocno intrygowały, ale też było sporo nudnych zapychaczy. I tak do 3 sezonu, który już w pewnym momencie mieliśmy ochotę przewinąć. Nie wiem co sądzić o całym serialu. Dla mnie nie jest taki wybitny jak go wszyscy opisują. Fakt postać Hannibala jest fantastyczna.

    I na koniec jak dobrze pójdzie to jutro pójdziemy na nowego Spider-man’a.

  2. Saizo

    5 lipca, 2019 at 22:44

    Dużo pracy, mało czasu na przyjemności.

    Po ponad 40 godzinach postanowiłem chwilowo odpocząć od Final Fantasy XII The Zodiac Age, a rozpocząć kontynuację jednej z najlepszych gier w jakie grałem od dawna – Hitman 2. Tak samo jak jedynka, gra jest po prostu fantastyczna. Ogrom sytuacji i możliwości w każdej z lokacji pozwala grać w każdą z nich non stop (no chyba, że wykonaliśmy już wszystkie wyzwania i możemy przejść dalej). Gratką dla fanów trofeów jest również ich łączna ilość do zdobycia w grze mimo braku platyny – ponad setka! To się nazywa przyjemne z pożytecznym.

    Zakupowo do końca miesiąca już raczej nic niespodziewanego nie wskoczy. Pozostaje czekać na premierę nowej odsłony Fire Emblem na najlepszą konsolę świata.

  3. Keczmar

    6 lipca, 2019 at 15:34

    Dawno tego nie było, miło powitać po takiej przerwie z takim tekstem, oby częściej się to pojawiało..

    Obecnie przez brak czasu bo dojazdy do pracy, nauka jazdy itd. to na gry za bardzo nie ma czasu, ale jak już się znajdzie to na tapecie mam 4 gry.

    Tekken 7 – tu się nic nie zmieniło. Czasem wychodzi, czasem nie, grane na PC i PS4 Leiem, Akumą i Dragunovem jako postać będąca pomostem między gimmikami pokroju Leia, a byciem honest jako typowa Tekkenowa postać. Gra Dragunovem sprawia mi srogą przyjemność, dlatego, że gry uczę się całkowicie od zera i gra nim mam nadzieję przełoży się na resztę postaci, czyli na Leia i Akume. Na ostatnim TWT nie wyszło, więc póki co nie mierze wyżej niż turnieje w kraju. Łódź, Poznań i Kraków – nadchodzę! Po ok. 700-800h wsadzonych w grę dalej czerpie z niej jakąś radość, ale rankedy to i tak syf.

    Dalej na tapecie mam Devil May Cry 5. Zakup z powodu przeceny na Days of Play okazał się być bardzo udany. Bardzo dobry i świetnie wyważony slasher, w który przyjemnie się gra i jest niesamowita frajda z wciskania guzików, robienia kombosów i poznawania fabuły gry. Z powodu braku czasu wylądowałem na 6 rozdziale.

    Crash Team Racing – początkowo było ciężko się przestawić na kompletnie inną mechanikę niż w grach kartingowych z Soniciem, ale po pół godzinie gry już wszystko szło jak powinno i jeździ mi się znakomicie. Czytałem zarzuty, że gra na normalu jest za trudna, z czym ciężko mi się zgodzić, bo jak się pozna trasy, jak działa mechanika driftu i pojedzie się bez większych kraks, jest się w stanie wygrywać wyścigi bez większych problemów. Świetnie wykonany remake, ale 30 klatek boli mocno.

    Secret of Mana – kupiłem remaster, wygląda jak gra na mobilki, ale gdzieś zachowało ducha oryginału. Cieszy wybór między nową a oryginalną ścieżką dźwiękową, bawię się świetnie, no ale przez brak czasu nie mam kiedy dalej grać.

    O ile nic nie oglądam, to obecnie w drodze z pracy czytam „Zmorojewo” Jakuba Żulczyka. Książka napisana jest bardzo lekkim piórem i nie jest super wybitna. Obecnie jestem na 8 rozdziale. Książka opowiada historię Tytusa Grojeckiego, 15-latka który właśnie skończył gimnazjum. Komputerowy nerd, fan horrorów i zjawisk paranormalnych wyjeżdża na wakacje do dziadków do wsi Głuszyce. Początkowo niechętnie, ale gdy dowiaduje się o dziwnym zaginięciu dwóch osób w Kolonii Głuszyce, chłopak chętniej jedzie do dziadków rozwikłać tajemnice ich zaginięcia, skuszony historią o dziwnych zjawiskach. Póki co moje wrażenia są pozytywne, ale wypowiem się jak przeczytam całość.

    Polecam książkę „Ludzie, czyli historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko”. Bardzo pouczająca lektura pokazująca, że nasze faile życiowe to małe piwo w porównaniu do tego, co zrobili ludzie mający wpływ na nasze życie. Napisana bardzo lekkim piórem, przez co bardzo przyjemnie się ją czyta.

    Co do Plague Tale to jest to w kolejce do ogrania, mam grę włącznie ze ścieżką dźwiękową na płycie winylowej, i skuszony recenzjami zakupiłem. Ogarnę się z powyższymi, Plague Tale razem z Tales of Berseria wchodzą jako następne.

    To chyba tyle, pozdrawiam serdecznie i do przeczytania następnym razem.

  4. Kamilinho

    6 lipca, 2019 at 19:15

    Plage zakupie jak tylko dojdzie do rozsądnego pułapu cenowego, mam ten tytuł na oku od dłuższego czasu. U mnie w czytniku konsoli naprzemiennie Okami HD(które będzie platyną #200), Bloodstained Ritual of Blood(które tutaj recenzowałem i kolejny raz polecam) i Judgment czyli Yakuza x Phoenix Wright od RGG Studio. Każda z tych produkcji jest godna polecenia, a rok ten będzie naprawde cieżki przy wyborze GOTY.

  5. lorddan569

    6 lipca, 2019 at 21:02

    Miło po długiej przerwie wrócić do Weekendowego Gra….tzn W co gracie.

    Ostatnio u mnie na tapecie jest sporo gier. Najwięcej jednak zajmuje mi obecnie Shadowbringers, najnowszy dodatek do Final Fantasy XIV. Bawię si bardzo dobrze a fabuła jest naprawdę ciekawa. Więcej opiszę w swojej będącej w powijakach recce na blogu.

    Gram od dłuższego czasu w Evil Within. Jestem wielkim fanem Resident Evil 4 i czuć, że ta gra jest w jakimś stopniu jej duchowym następcą. Jest gęsty klimat, walka w TPP z kamerą znad ramienia. Ale jest to dla mnie cholernie ciężka gra do ocenienia. Gameplay jest drewniany i się zastanawiam czy był to zamierzony zabieg czy nie, ale ma jakiś swój wątpliwej jakości urok. Podoba mi się możliwość skradania i zabijania wrogów po cichu, ale przy okazji nie ma aż tylu okazji do wykorzystania w pełni tej mechaniki. A propos mechanik chowanie się w szafach lub pod łóżkami jest dla mnie zbędną mechaniką, której nigdy nie użyłem poza tutorialem bo też i po co, skoro zawsze jest broń pod ręką? Fabuła jest mocno pogmatwana i dziwna, ale mam wrażenie, że jej ogólny zarys to pretekst do rzucania protagonisty w różne, zróżnicowane miejscówki. Z rzeczy, które mnie mierziły były też często walki z bossami, którzy zawsze zabijali na przysłowiowego strzała. Śmierć bohatera to w ogóle byłby temat na osobną dyskusję, bo liczba zgonów jest kosmiczna i naprawdę za dużo jest wrogów lub sytuacji gdzie po prostu ginie się na potęgę. Gęsty klimat za to im dalej w las, tym coraz bardziej ulatuje i na koniec gry biega się po mieście w środku dnia. Gry jeszcze nie skończyłem. Zostały mi jeszcze 2 rozdziały do końca, po których przyjdzie pora na DLC.

    Gram też w Dark Souls 2 Scholar of the First Sin na PS4. Najbardziej odczuwalne jest w miarę stabilne 60 klatek w przeciwieństwie do oscylującego najwyżej w 30 klatkach oryginału na PS3. W tej wersji pozmieniano przede wszystkim część wrogów w danych lokacjach. Jednych dodano, innych usunięto lub zastąpiono innymi. Dużo częściej pojawia się też Pursuer, którego w ciągu pierwszych 10h spotkałem 5 razy. Mam wrażenie, że placement przeciwników jest nieraz mocno dyskusyjny, bo jest więcej sytuacji, w których rzuca się na nas armia wrogów ze wszystkich stron. Powoli gram dalej, ale i tak najbardziej czekam na dostęp do lokacji z DLC, których nie miałem okazji ograć na PS3.

    Powoli przechodzę też Hitmana na Ps4. Nigdy zbytnio nie byłem fanem tej serii i preferowałem bardziej militarystyczne skradanki w stylu Metal Gear Solid czy Splinter Cell. Co prawda granie to może za dużo słowo. Po prostu próbuje różne opcje i metodą prób i błędów wykonuje misje. Wrócę najpewniej po ograniu Shadowbringers/

    Próbuję też grać w Mass Effect Andromeda, ale to akurat nie idzie mi najlepiej. Tak jak oryginalna trylogia mocno mnie wciągnęła i spędzałem w każdej odsłonie z 50h, tak tutaj czuję się wymęczony po zaledwie kilku. Postacie nie są zbyt ciekawe, eksploracja planet jest równie ciekawa co patrzenie jak rośnie trawa. System walki mam wrażenie, że stał się bardziej chaotyczny i oferuje mniej sensownych możliwości taktycznych. Sporo pracowników Bioware, którzy pracowali nad trylogią odeszło po jej zakończeniu i czuć tutaj, że robili to zupełnie inni ludzie, którzy chyba nie do końca wiedzieli co chcą konkretnie zrobić z marką Mass Effect. Naprawdę nie wiem czy dam radę to skończyć. Może jeszcze dam grze jedną szansę, w ramach której będzie chociaż odrobinę ciekawsza.

    No i to tyle. W planach skończenie tego co ogrywam a w dalszej perspektywie chciałbym wrócić w końcu na spokojnie do Xenosagi, która naprawdę mnie ciekawi po pierwszych kilku godzinach.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

*Poniższy tekst został napisany przez osobę szczerze pochłoniętą i zafascynowaną wykreowanym światem oraz bohaterami powołanymi do życia. Autor odebrał tytuł wyjątkowo emocjonalnie i po...

Gry

PlayStation Vita nie pożyła długo. Na pewno nie na tyle ile mogłaby udanie egzystować na rynku, gdyby kilka przeciwności losu było po prostu łaskawszych....

Gry

Obecna generacja przejdzie do historii jako generacja cudów. Okres niesamowitych zbiegów okoliczności i powrotów. Renesans najlepszej szkoły tworzenia gier i kolejna runda w wykonaniu...

Gry

Log I – Transhumanizm i Megastruktura Moje myśli krążą nieustannie wokół mangi Blame! autorstwa Tsutomu Niheia. Jest to surowy cyberpunk, już daleko wybiegający ponad...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: