Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Gry

Bycie Iron Manem jest fajniejsze niż sądziłem

Za dzieciaka chciałem być jak Goku. Pragnąłem latać, puszczałem wyimaginowane kamehame i darłem ryja, próbując przemienić w złotowłosego Saiyanina. 20. lat później nadal mi się to nie udało, choć czasem próbuję. Mogę za to zakryć twarz goglami VR, aby wcielić w inną postać o pozornie podobnych umiejętnościach i myślę, że to też jest wporzo.

Iron Man VR to druga po Insomniacowym Spider-Manie gra na Marvelowskiej licencji stworzona we współpracy z Sony. Obie pozycje mają jeszcze jeden wspólny mianownik – koncept gry mocno oparty na sterowaniu, które dostarcza masę radochy. Dynamiczne śmiganie po Nowym Jorku i podziwianie ślicznych animacji Petera Parkera było moim ulubionym elementem przygody. Teraz sytuacja powtarza się w przypadku Tony’ego Starka i to właśnie sposób przemieszczania, wzbudza największy uśmiech na twarzy przy kontakcie z VRowym Iron Manem. Okazuje się, że kluczem do sukcesu opracowania udanej gry „Superbohaterskiej” jest unikalne sterowanie, uwypuklające charakterystyczne cechy protagonisty. W tym przypadku niemal dosłownie zakładamy zbroję Iron Mana dzięki technologii VR.

Gdzie moje wiadro?

Dobra, przyznaję się, że mój pierwszy kontakt z demem był skrajnie negatywny. Na tyle, że do bólu nijakiego tytułu Iron Man: VR dorobiłbym najchętniej polski podtytuł „Uwaga! Będziesz rzygoł„. Na szczęście szybko ogarnąłem sterowanie i problemy z błędnikiem. Kolejne pół godziny dostarczyło mi fantastycznej zabawy, która faktycznie byłaby niemożliwa do zrealizowania bez technologii VR.

Fundament produkcji to oczywiście latanie. Niezwykle intuicyjne dzięki kontrolerom ruchowym. Po prostu odpychamy się za sprawą napędów umiejscowionych w rękawicach zbroi. Kierunek wychylenia dłoni dyktuje kierunek lotu – tyle. Papugując ruchy filmowego (*bo gra ślizga się na stylu MCU*) Iron Mana wykonujemy podobne sztuczki akrobacyjne.

Działa to oczywiście w 360° i w pełnej płaszczyźnie trójwymiaru. Mamy więc dużą swobodę, a dynamika rozgrywki potrafi popieścić żołądek. Szybkie obroty i posyłanie celnych strzałów jest satysfakcjonujące. Najważniejsze jednak, że to wszystko działa. Czujemy siłę i moc zbroi, a wszelkie gesty przełożone na łono rozgrywki potęgują niesamowicie immersje. Podobnie jak świetnie zrealizowany i znany fanom HUD holograficzny.

I love you 3000

Demo składa się z dwóch etapów. Samouczka w otwartej przestrzeni, gdzie po prostu latałem wokół domu Tony’ego Starka i bawiłem sterowaniem. Drugi to moment bardziej filmowy, czyli serce akcji i sekwencja z przejętym samolotem. Prywatny odrzutowiec filantropa zostaje zaatakowany, a po wybuchu zostajemy wyrzuceni w przestrzeń powietrzną. Mocno kiczowata narracja i kiepsko (niestety) wykonana sekwencja spadania ze znanym motywem stopniowego zakładania zbroi. Dalej było lepiej.

W tym momencie dałem upust arsenałowi i niszczyłem nadlatujące drony, co jakiś czas stabilizując sytuację z opadającym samolotem. Dało mi to ogólny zarys tego, jak będą wyglądały misje w pełniaku. Walka jest przyjemna i równie intuicyjna co wirtualne latanie. Szybko stało się dla mnie jasne, że bycie Iron Manem jest super. W jednym momencie machałem rękoma, niszcząc wszechobecne drony, by za chwilę zrobić szybki obrót i przemieścić się pod nadwozie samolotu, gdzie za pomocą faktycznych ruchów starałem się wyprostować wygiętą blachę. Wszystko poszło bardzo płynnie i w stylu akcji, jakie bohater odstawia na filmowym ekranie. Gra potrafi być bardzo dynamiczna, a przy tym przyjemnie efekciarska.

Dobra Friday, dawaj mi to

Wspomniana swoboda, immersja i poczucie siły to najważniejsze elementy do walki z kompleksami. Twórcy opracowali rozgrywkę w taki sposób, że archaiczność kontrolerów nie daje się we znaki. Brawo dla nich, bo nie jest to proste zadanie i sporo z tych bardziej złożonych tytułów na PSVR męczy mnie ograniczeniami PS Move. W tym wypadku tracking działa pierwszorzędnie i nie czułem, abym w jakikolwiek stopniu był ograniczany z racji technologicznych ułomności hardware’u. No, może jedynie ten nieszczęsny kabel trochę przeszkadzał.

Bardzo cieszę się, że demo wpadło na PSS. Tytuł, który uważałem za popierdółkę i nie byłem nim kompletnie zainteresowany, osiągnął status „must-play”. Nawet moja apatia do Iron Mana została schowana do wora z napisem „hipokryzja”. Szkoda, że marketing ryje o dno i nawet ja nie miałem pojęcia, że szykuje się czarny koń tegorocznych (nie do końca licznych) premier PSVR. Jeśli macie okazję – koniecznie dajcie szansę, bo zapowiada się kawał dobrego szpila w gamingowym portfolio Marvela.

Autor

Nieistotny człowiek z szumem w głowie

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

ALTDEUS: Beyond Chronos to sequel udanego Tokyo Chronos, który podobnie, jak poprzednik, wykorzystuje wirtualną rzeczywistość, by opowiedzieć angażujący scenariusz.

Gry

Czyli długi tekst o tym, jak bardzo lubię The Last of Us Part 2.

Sprzęt

PlayStation 5 jest z nami od dwóch miesięcy. Po tym czasie można już sobie odpowiedzieć, czy warto było ten sprzęt kupić.

Gry

Rozprawka o świetnej serii, jaką bez wątpienia jest Gravity Rush. Inspiracjach, pomysłach i realizacji marzenia Keiichiro Toyamy.

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.