Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Hitchhiker – A Mystery Game (Switch) – recenzja gry

Nie taki znów oczywisty symulator siedzenia.

Hitchhiker, czyli z angielskiego na nasze “Autostopowicz”, to gra tak wielu kontrastów, że trudno jest człowiekowi wyjaśnić w słowach, czym tak naprawdę ona jest, nawet na dobrą chwilę po odłożeniu jej na wirtualną półkę. O autostopie słyszałem jedynie z opowieści osób bardziej szalonych ode mnie i to właśnie jedna z nich napomknęła mi o tej produkcji. Jak wnioskuję po ukończeniu gry – swój ciągnie do swego. Pomysł na grę opartą o tę ideę wydaje się być czymś w miarę świeżym w branży, jednak czy dość świeżym, aby rozważyć jej zakup?

Zacznijmy od rozpoczęcia gry, które w perspektywie opowieści wspomnianych wcześniej szaleńców wydaje się dosyć komiczne. Zwizualizujmy to sobie. Budzisz się pośrodku pustkowia z zanikiem pamięci, a po 5 minutach dyskusji z wielce uprzejmym kierowcą, który cię zabrał – stwierdzasz, że facet wie o tobie zdecydowanie więcej niż ty sam. By dodać pikanterii – prawdopodobnie próbuje cię naszprycować nieokreśloną bliżej substancją zawartą w rodzynkach. W takiej sytuacji powinieneś raczej szukać okazji na jak najszybsze ewakuowanie się z pojazdu (i nie ruszyć suszonych winogron już nigdy w swoim życiu). Protagonista gry nie ma w sobie jednak tyle asertywności i kontynuuje zarówno rozmowę, jak i dalszą jazdę. A to dopiero pierwsza i najnormalniejsza ze wszystkich przejażdżek!

Hitchhiker - A Mystery Game #1

Podróż autostopem i słuchanie opowieści napotkanych kierowców to kluczowy element rozgrywki Hitchhikera i jest on rozwiązany… wyjątkowo, w każdym tego słowa znaczeniu. W każdym z 5 epizodów wchodzimy w interakcję z otoczeniem z pozycji siedzącej. W wersji na Switcha sterować możemy na dwa sposoby – wykorzystując do tego kontroler lub też przesuwając palcem po ekranie dotykowym, co okazuje się być wyjątkowo przyjemne w grze, w której ciągle musimy się rozglądać. Udostępnienie tej opcji jest miłym dodatkiem, szkoda jednak, że nie da się jej wyłączyć w opcjach, aby uniknąć niepotrzebnych naciśnięć ekranu przy graniu w trybie mobilnym. Pozycja siedząca bohatera jest tu lekkim niedopowiedzeniem, ponieważ poruszając kamerą, poruszamy jedynie głową postaci. Reszta ciała jest najwidoczniej przyklejona do siedzisk butaprenem. Jeśli gra nie chce, abyśmy spojrzeli za siebie – nie ma takiej szansy – nasze pole widzenia zamyka się w 180 stopniach i nie mamy na to żadnego wpływu. Siedząc w najzdrowszej dla kręgosłupa pozycji mamy okazję do interakcji z wnętrzem. Możemy m.in. otwierać i zamykać okna od strony pasażera, majstrować przy osłonie przeciwsłonecznej, czy oglądać przedmioty porozrzucane po aucie. W niektórych przypadkach mamy możliwość obracania rzeczy we wszystkich trzech wymiarach, a w innych wejścia z nimi w interakcję. To, co jest jednak, jak wcześniej wspomniałem, sercem tego symulatora siedzenia to nasi kierowcy!

Postaci jest niewiele, są jednak bardzo różnorodne i da się wyczuć w nich nutkę charakteru. Już na pierwszy rzut oka widać, że ktoś rzeczywiście włożył przynajmniej serce, by wydawały się one żywe i naturalne. Każda z tych person posiada również mniej lub bardziej wyszczególniony społeczne tło, które jak na standardy gier wideo sięga nawet do tej wysokiej poprzeczki. W swojej wycieczce będziemy mieć do czynienia między innymi z farmerem rodzynek (nie martwcie się, głównego bohatera też to dziwi), kelnerką, czy humanistą. Życie takich osób może wydawać się miałkie i nijakie (coś o tym wiem jako recenzent), jednak Hitchhiker daje nam znać, że może być zupełnie inaczej. Postacie niemal się nie zamykają, opowiadając nam najróżniejsze historie. To między innymi za ich sprawą gra staje się interesująca. Kierowcy zasypują nas opowieściami i pytaniami, na które często (tak jak główny bohater) nie znamy odpowiedzi. Pozwolenie graczowi na regularne odpowiedzi daje natomiast możliwość nadążyć za dialogami oraz połączyć przysłowiowe kropki, które pozornie niepowiązane coraz lepiej obrazują prawdziwe oblicze głównego bohatera. W momencie, w którym nasze zainteresowanie mogłoby zacząć opadać, gra lubi przeskoczyć do całkiem ładnie wykonanych animacji, które ilustrują niektóre z opowiadanych przez naszych towarzyszy historii. Każda z nich jest okraszona innym stylem artystycznym i prezentuje się lepiej niż dobrze.

Immersji pomaga świetnie poprowadzony voice acting. Niemal wszyscy aktorzy głosowi wypadli w swoich rolach bardzo naturalnie i wiarygodnie. Ich praca nie poszła tutaj na marne, ponieważ połączenie ich głosów ze świetnie napisanymi dialogami sprawia, że napotkane postacie zapadają w pamięć i zwyczajnie chce się ich słuchać. Mogę pochwalić pracę wszystkich aktorów – poza tym wcielającym się w głównego bohatera. Całe szczęście nie słyszymy jego wypowiedzi w trakcie epizodów, a jedynie w przerywnikach między nimi. Jeśli chodzi o resztę dźwięku – jest on wykorzystany w sposób przemyślany, gdyż ścieżka audio jest bezpośrednio powiązana z warstwą narracyjną. Muzykę w tej grze można śmiało porównać do modelki na wybiegu, gdyż pojawia się i znika. W zależności od tego jak twórcy zamierzają zagrać na naszych uczuciach i odczuciach oczywiście. Muszę przyznać, że całkiem dobrze im to wychodzi. Najdłużej możemy jej posłuchać w momentach tzw. “Przerw Scenicznych” – w których gra pozwala nam na opcjonalne wczucie się w klimat świata, słuchając nienagannie wykonanych kawałków i oglądając zmieniające się za szybami widoki. No właśnie – czy jest co oglądać.

Miejmy na uwadze, że piszę tutaj o wersji na Switcha, inne wersje (gra wyszła również na konsole PS4, Xbox One oraz PC i Apple Arcade) mogą, aczkolwiek nie muszą być pozbawione niektórych z wymienionych problemów. Wnętrza samochodów są zaprojektowane poprawnie i różnią się od siebie. Mocno razi, że niektóre ich elementy potrafią się rozmazywać jeśli spojrzymy na nie pod złym kątem. Mijający nas świat chociaż prosty – jest barwny i całkiem przyjemny dla oka. Co najważniejsze jest różnorodny w zależności od epizodu. Zdarza się jednak, że jakiś sprite 2D postanowi podejść do nas zbyt blisko i się przedstawić, pokazując sztuczki deweloperów na zaoszczędzenie pamięci. Całości nie pomaga antyaliasing, którego brak nawet na małym ekranie zwykłego Switcha zwyczajnie boli. Przy ruchu piksele na krawędziach potrafią skakać jak szalone. Z postaciami nie jest lepiej. Dużo daje im zastosowana technologia motion capture. Niestety nie została ona chyba użyta na twarzach postaci. Nie możemy się na nie wiecznie patrzeć, mamy przecież wiele ciekawszych rzeczy do roboty, nie da się jednak nie zauważyć, że często nie zgadzają im się tzw. kłapy, ich wzrok rzadko pada bezpośrednio na nas, a co najstraszniejsze (sic!) nie mrugają… Gwoli ścisłości zamysł artystyczny gry jest bardzo przyjemny dla oka, przypominając mocno pierwsze dzieła Telltale Games, a modele przedmiotów i postaci wpasowują się w tę stylistykę i same w sobie są zaprojektowane w przejrzysty sposób. Natomiast w momencie, w którym zaangażujemy się w fabularną część gry – opisane wyżej cechy przestaną przeszkadzać. A tak właśnie, fabuła!

Hitchhiker - A Mystery Game #2

Fabuła jest najważniejszą cechą wszystkich symulatorów chodzenia. Hitchhiker bazuje na identycznym założeniu, a bezpośrednia interakcja z otoczeniem daje nam lepsze niż we wspomnianym gatunku gier spojrzenie na przedstawioną nam historię. Prezentowana opowieść jest trudna do opisania w słowach. Najłatwiej przyrównać produkcję do growego odpowiednika filmów Davida Lyncha, które według stanu mojej wiedzy na dzień dzisiejszy – bez konkretnej analizy wydają się mieszaniną surrealnych postaci i zdarzeń – bez wyraźnego punktu wspólnego. Przedmioty poruszające się same na naszych oczach, czy pojawiające się w miejscach, w których być ich nie powinno, otoczenie zmieniające się w mgnieniu oka, czy niektóre z historii opowiadanych przez naszych towarzyszy podróży (moja ulubiona traktuje o człowieku, który wpadł w szparę schodów ruchomych i utknął tam na 8 miesięcy) budzą konsternację, ale i jednoczesną ciekawość. W połowie tej krótkiej, bo nieco ponad 3-godzinnej przygody w głowie zaczną kłębić się pomysły i możliwe wyjaśnienia zjawisk, z którymi mamy styczność. Jednak kiedy będziemy już przekonani, że wiemy “co autor miał na myśli” – gra chwyci nasze przekonanie za nogi i zacznie nim energicznie uderzać o podłogę, zostawiając w rezultacie krwawą papkę przypominającą z jakiegoś powodu obraz Salvadora Dalego. Pierwsze 4 epizody trwają od 30 do 45 minut, ostatni jest wyjątkiem od reguły i jest niestety zdecydowanie krótszy (około 20 minut). Zostawia on nas ze wszystkimi elementami układanki, przypominają one jednak puzzle złożone z przynajmniej 100 elementów. Przedmioty, które oglądaliśmy, historie kierowców, przebłyski pamięci bohatera – to wszystko składa się w jakąś całość. To chyba właśnie to było założeniem twórców – pozostawienie gracza z układanką, do której będzie mógł podejść już na własną rękę. Nie każdy lubi takie rozwiązania, ale jeśli ktoś lubi głowić się nad grą długo po odłożeniu jej na półkę – Hitchhikerem powinien być usatysfakcjonowany. Niestety jeśli już poukładamy historię w całość, gra nie daje nam żadnej dodatkowej zawartości, ani powodu, żeby zagrać w nią jeszcze raz.

Pozostaje jeszcze kwestia polskiej wersji językowej, która najwyraźniej nie przeszła odpowiedniej korekty. Drobne literówki czy błędna odmiana przez przypadki zdań pojawiających się zaraz po sobie nie są niczym przyjemnym. Błędy te nie czynią jednak gry niezrozumiałą i tłumaczenie dość dobrze oddaje znaczenie pierwowzoru. Za jakość translacji trzeba również obwinić deweloperów, ponieważ oglądane przedmioty, wśród których pojawiają się również rozmaite notatki – pozostają w oryginalnej, angielskiej wersji językowej, niezależnie od ustawień językowych.

Hitchhiker - A Mystery Game #5

Czy gra jest warta zakupu w standardowej cenie? Raczej w to wątpię, jednak jeśli znajdziecie ją gdzieś kiedyś w dobrej promocji – polecam dać jej szansę. To niewielka, lekko niedopracowana gra, w którą włożono jednak wiele trudu i miłości.

Plusy

  • nietuzinkowa fabuła opowiedziana w nowatorski dla gier sposób
  • mieszanka stylów splatająca się w jednolity zamysł artystyczny
  • voice acting na wysokim poziomie
  • pozytywna dawka dziwności i surrealizmu

Minusy

  • długość gry, a w szczególności ostatniego epizodu
  • odczuwalny brak wygładzania krawędzi
  • błędy i niedoróbki graficzne przeszkadzające w immersji
  • gra nie oferuje wiele przy próbie ponownego przejścia
  • marne polskie tłumaczenie

Krasnolud lvl 31. Miłośnik platformówek i gier typu rogue-lite. Jeśli chcecie się ze mną skontaktować napiszcie na adres kwiatkowskimaciej(at)glitch.com.pl

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warto także przeczytać

Gry

Nie wiem, jaka była najniższa temperatura, w jakiej miałem okazje przebywać w ciągu całego mojego życia. Jednak doskonale pamiętam tego- oraz zeszłoroczne mrozy przebijające...

Gry

Pocieszny Kirby powraca w pełnym 3D, a ja sprawdzam, czy jest on w stanie pochłonąć mnie bez reszty tak jak inne platformówki ze stajni...

Recenzje

Dungeon - crawler FPP w stylu fantasy-anime od studia Experience po 10 latach debiutuje na zachodzie.

Gry

Poznajcie (przez chwilę) najlepiej ocenianą grę w historii tej branży.

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.