Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gry

Dragon Ball FighterZ – 559 dni później

Evo, Evo i po Evo! Największe święto fanów bijatyk rozpala emocje na nowo i jest świetną okazją, aby spojrzeć na ulubione bijatyki z perspektywy czasu. Sprawdźmy, jak się zmieniło Dragon Ball FighterZ przez półtora roku.

Emocje po tegorocznej edycji Evo dalej mną targają i rozpalają na nowo chęć grania w dosłownie każdą posiadaną przeze mnie bijatykę! Kij, że w takiego Street Fightera V nie potrafię się ani wciągnąć, ani tym bardziej grać — gdy tylko Poison wylądowała na serwerach, od razu odpaliłem konsolę i wskoczyłem do online. Przeogromny hype przyćmiewa zdrowy rozsądek, a wzbudzona radość pozwala cieszyć się na nowo produkcjami, których ogień normalnie wygasłby dawno temu.

FGC (Fighting Game Community) w tej generacji jest niesamowicie silne, a twórcy bijatyk co rusz zaskakują szalonymi współpracami, które niegdyś wydawałyby się niemożliwe do zrealizowania. Akuma i Noctis w Tekkenie? 2B, Geralt i Haohmaru w Soul Caliburze? Żaden problem! Mamy wspaniały okres dla wszystkich fanów gatunku, a do grona liczących się od lat legendarnych serii wskoczyło kilku świeżych „debiutantów”. Jednym z nich jest Dragon Ball FighterZ — osobista bijatyka generacji, której może i daleko do ideału, ale dostarczyła mi tyle godzin frajdy, co żadna inna produkcja od lat (dobra, fakt, licznik w Tekkenie 7 pokazuje co innego, ale Król Żelaznej Pięści to wyjątek od reguły).

Znalezione obrazy dla zapytania akuma tekken 7

Jeden z najsilniejszych trendów trwającej generacji konsol to GaaS — Game as a Service, czyli jak najdłuższe wspieranie (dojenie) wydanych już gier. W przypadku bijatyk przekłada się to na dłuższe wsparcie w postaci darmowych aktualizacji i dodatkowych postaci wydawanych w formie dedykowanych sezonów. Pora przyjrzeć się, jak to wyglądało w przypadku Dragon Ball FighterZ, które przebyło całkiem ciekawą drogę od czasu pojawienia się na półkach sklepowych. Początkowo tytuł zapełnił dla mnie gorejącą lukę po niegdysiejszych drużynowych cross-overach i seriach „Versus” Capcomu, a z biegiem czasu zyskiwał w moich oczach na indywidualności, wyrabiając jednocześnie własnego ducha, przesiąkniętego duszą kultowego anime.

Dragon Ball FighterZ zadebiutowało 26 stycznia 2018 roku i z miejsca skradło serca fanów uniwersum, którzy wreszcie dostali kompetytywną i szalenie efekciarską bijatykę od samych mistrzów gatunku — Arc System Works (ojców takich klasyków, jak kultowa seria Guilty Gear, czy BlazBlue). Tytuł pod względem wizualnym do dziś prezentuje się wprost spektakularnie, przenosząc w fenomenalny sposób wiele ikonicznych kadrów z anime na łono niesamowicie widowiskowej gry. Wszelkie efekty świetlne, ruchy postaci i modele 3D stylizowane na ożywione kadry anime, to pierwsza klasa w dziedzinie estetyki wizualnej. Arc System Works osiągnęło po prostu mistrzostwo w swym fachu i lata doświadczenia przy podobnych projektach dają owoce pracy, stawiając ich w pozycji lidera.

Rozgrywka skupiająca na drużynowych walkach 3 na 3 mocno przywodziła na myśl Ultimate Marvel vs Capcom 3, przemycając do znanego schematu kilka autorskich rozwiązań (Super Dash), ułatwień dla graczy niedzielnych auto-combo i system korekty combosów, przez co łatwiej łączyć poszczególne ciosy w powietrzu) i parę innych niuansów ze stylu poprzednich gier dewelopera. W dobry sposób zgrano głębie skomplikowanej bijatyki z przystępną rozgrywką dla graczy, którzy chcą po prostu bezstresowo „poklikać”, oglądając na ekranie przyciągające oko animacje. Oczywiście złoty środek nie został uzyskany i na tym poletku dałoby się parę kwestii rozwinąć lepiej, ale autorzy wybrnęli dobrze, przechylając szalę nieco w stronę bardziej zaawansowanych graczy.

Tytuł okazał się największym komercyjnym sukcesem studia, pozwalając mu wybić się z niszy i z przytupem uderzyć w szersze grono odbiorców. Faktem jest, że część z nich szybko odpłynęła od gry, ale społeczność krążąca wokół Dragon Ball FighterZ w dalszym ciągu jest naprawdę spora. Sama gra osiąga również zadowalające rezultaty na arenie esportowej. Dość powiedzieć, że tegoroczna edycja Evo przyniosła ponad 20 tysięcy widzów, co może i stanowi 50% spadek względem zeszłego roku, ale i tak mamy do czynienia z niezłym wynikiem. Wydawca inwestuje też pieniądze w drugą już edycję FighterZ World Tour, czyli serii poważnych międzynarodowych turniejów, gdzie zawodnicy mierzą się o prestiż i nagrody pieniężne. Nie można też zapominać o przenośnej wersji wydanej we wrześniu 2018 – edycja na Nintendo Switch może się poszczyć mianem idealnego portu, gdzie różnice w oprawie wizualnej i działaniu są minimalne względem edycji na mocniejsze sprzęty.

Znalezione obrazy dla zapytania dragon ball fighterz

Arc System Works pomimo nadmiaru pracy dalej wspiera swój tytuł z uniwersum „Smoczych Kul”. Studio posiada kilka ekip, które obecnie pracują nad rozwojem BlazBlue: Cross-Tag Battle, nową odsłoną Guilty Gear oraz Granblue Fantasy Versus. Dragon Ball FighterZ przez ostatnie kilkanaście miesięcy otrzymało mniej lub bardziej znaczące łatki wpływające na balans, poprawki kodu sieciowego i postacie DLC. Przełożyło się to na dwie płatne przepustki sezonowe, na których wsparcie prawdopodobnie się zakończy.

Co zostało wprowadzone po premierze? Nowe skiny do lobby, skróty do szybszego i łatwiejszego poruszania po hubie, rozbudowano opcje w treningu, dodając między innymi podgląd na czas trwania animacji ataków. Wprowadzono kooperacyjny tryb PvE, gdzie kilku graczy mierzy się z przeciwnikami i bossem w walce o wewnętrzną walutę Zeni. Dodano opcje rozgrywania walk w wariancie innym niż 3 na 3. Mocno pogrzebano w balansie, gdzie postanowiono zmienić kilka mechanik rozgrywki. Zablokowano, chociażby możliwość łączenia kilku ataków specjalnych jednej postaci, co pozwalało na wyprowadzanie śmiercionośnych wiązanek (no dobra, można je dalej wyprowadzać, ale nie zadają praktycznie obrażeń).

Znalezione obrazy dla zapytania dragon ball fighterz

Moim zdaniem ostatnia wymieniona zmiana nie jest do końca trafiona. Wielką frajdę z Dragon Ball FighterZ czerpało się właśnie z synergii między postaciami i eksperymentowania. Odkrywanie zależności między wojownikami i wyciskanie z systemu najwięcej jak się tylko da, było czymś niesamowicie rajcującym. Zmiana nie tylko mocno to ograniczyła, ale wydłużyła i tak długie pojedynki. Dość powiedzieć, że wracając po półtora roku do gry, odkryjecie, że sporo starych zagrań już się nie łączy. Choć część problemów poprawiono, to inne dalej nie zostały rozwiązane. Postacie typu „Zoner”, czyli walczące na odległość, dalej są skrzywdzone przez system i mają nadal pod górkę. Widać to najmocniej po zawodnikach pokroju Friezy i Beerusa — mechaniki do kontrolowania pola walki nie sprawdzają się zbyt dobrze w systemie FighterZ, gdzie gra w gigantyczny sposób stawia na ofensywę w zwarciu i pozwala natychmiastowo zmniejszyć dystans między przeciwnikami.

Dragon Ball FighterZ doczekało się też dwóch przepustek sezonowych. Pierwszy rok wsparcia dodał do gry następujących zawodników:

  • Bardock
  • Broly
  • Vegito
  • Zamasu
  • Base Goku
  • Base Vegeta
  • Android 17
  • Cooler

https://www.youtube.com/watch?v=wt5n-uvwzhw

Druga przepustka to z kolei:

  • Jiren
  • Videl (wspierana przez Great Saiyamana)
  • Kid Goku GT
  • Janemba
  • Gogeta (SSGSS)
  • Broly (wersja z filmu Dragon Ball Super: Broly)

Po wydaniu dwóch ostatnich Saiyanów tytuł zostanie rozbudowany o 14  zawodników względem premierowego składu. Ponarzekać można trochę na ich dobór, gdyż wielu z nich to znów kolejne wariacje na temat Goku/Vegety, więc całość jest monotematyczna. Świat Dragon Ball to naprawdę  bogate uniwersum, które ma w zanadrzu wiele postaci z gigantycznym potencjałem na ciekawego wojownika. Jednocześnie boli mnie brak możliwości pogrania Goku SSJ4, który stanowiłby godną reprezentację serii GT — tak, wiem, jestem hipokrytą. Cóż, obecni w grze bohaterowie są na szczęście różnorodni, gdy popatrzymy na ich ciosy, ale problem znów stanowi zwalony balans. Bardock (zauważalnie osłabiony od premiery) i Goku GT tak mocno odstają od reszty stawki, że na każdym liczącym się turnieju będziecie świadkami dominacji tych właśnie postaci.

Arc System Works potwierdziło niestety, że nie mamy już co liczyć na większe zmiany w balansie. Tym samym bliskie zeru są szanse na trzeci sezon i kolejne DLC, więc gra stopniowo będzie wygaszana i straci jeszcze bardziej zainteresowanie graczy. Mimo wszystko przy tak ogromnym sukcesie tytuł jest praktycznie skazany na sequel — liczę zresztą, że otrzymamy go wcześniej niż później. Twórcy mają bardzo szerokie pole do popisu i w przypadku kontynuacji mogą zmienić mnóstwo rzeczy, zachowując jednocześnie wypracowany schemat.

Znalezione obrazy dla zapytania dragon ball fighterz

Dragon Ball FighterZ jest obecnie najlepszą produkcją o Smoczych Kulach, a już na pewno najlepiej przemyślaną i kompetytywną. Półtora roku udowodniło, że autorzy nie mają problemu z popremierowym wsparciem swojego dzieła i gra zyskała naprawdę dużo, zmieniając tez kilka kluczowych aspektów zabawy. Choć nie wszystkie zmiany mi podeszły, to jednak czuję nieustanną chęć powrotu na ring. Nie powiem jednoznacznie, że teraz jest lepiej — jest po prostu inaczej. Wiem natomiast, że nie żałuję ani jednej godziny z blisko 500. spędzonych na nieziemsko intensywnych pojedynkach. Wiele z nich okupionych było bluzgami, potem i nerwami, ale przy każdym bawiłem się wprost wspaniale. Z perspektywy czasu utwierdzam się w mojej recenzji i ocenie, jaką wystawiłem (8,5/10). Moja przygoda jest jeszcze daleka do końca i zapewne kolejne półtora roku będę cyklicznie wracał do tej produkcji. Uciekam, chociażby teraz i idę czym prędzej sprawdzić, co potrafi świeżo dodany Janemba!

O autorze

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Moja niewytłumaczalna słabość do gier średnich pcha mnie czasami w rejony, których normalnie bym nie planował eksplorować. Onee Chanbara Origins jest drugim kontaktem z...

Recenzje

Shadow Warrior 2 jest idealnym przykładem, że lepsze jest wrogiem dobrego i ślepa pogoń za panującymi w momencie procesu tworzenia gry trendami nie zawsze...

Recenzje

Bounty Battle jest kolejnym przykładem, że do stworzenia dobrej gry nie wystarczy skopiować czyjegoś sprawdzonego pomysłu. Poza Brawhallą i PlayStation All-Stars Battle Royale żaden...

Recenzje

Grzebanie w cyfrowej bibliotece gier kupionych za grosze w różnorakich promocjach pozwala wyciągnąć tytuły, o których zakupie dawno zapomniałem. Konsolowa wersja The Incredible Adventures...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: