Connect with us

Hi, what are you looking for?

Recenzje

Disco Elysium (PC) – recenzja gry

Pragniesz śmierci? Masz pecha, bo już od dawna jesteś martwy w środku, a to, co kroczy pośród ludzi to upiór udający człowieka. Nadal masz pracę do wykonania, więc bierz się do roboty i zdejmij tego wisielca z drzewa. Chcesz to przedyskutować? Zapraszam, w Disco Elysium tego nie zabraknie.

Przyznaję bez bicia, że recenzja Disco Elysium to dla mnie nie lada wyzwanie. Głównie dlatego tego, że nie mam pojęcia jak ją zacząć, a i fakt, że każdy zainteresowany zdążył o tej grze naczytać się dosłownie wszystkiego, wcale nie pomaga. Rzucić banalne porównanie do innej, jedynej podobnej gry i określić Disco Elysium komunistycznym Planescape: Torment? Nah, pójście na łatwiznę (właśnie to zrobiłem…), a i dzieło studia ZA/UM nie potrzebuje tego. Tytuł posiada tyle własnej charyzmy, że z czystym sumieniem można go uznać za niepowtarzalny i absolutnie jedyny w swoim rodzaju.

Więc może zaczniemy od kameralnej fabuły, która rozpoczyna się od wyeksploatowanego motywu amnezji? Tak, nasz bohater to kolejny archetyp postaci, która „nic nie wie, nic nie pamięta”. Detektyw mocno „popłynął” i oddał się w objęcia destrukcyjnego alkoholowego ciągu, którego efektem była niemalże dezintegracja mózgu. Największy kac w życiu i istne zapadnięcie ego powodujące, że jedyne, o czym marzy to oddanie się w pustkę i zniknięcie z tego padołu łez. Nic innego mu nie zostało, a próba rozwikłania przeszłości przypomina grzebanie w łajnie, pod którym kryją się wyłącznie kolejne warstwy fekaliów i zepchnięte w podświadomość traumy.

2019-10-30_2054_2

Sytuacja nie jest zbyt kolorowa. Za oknem od tygodnia gnije trup wisielca, którym już dawno powinniśmy się zająć. Nie tylko nie zabezpieczyliśmy miejsca zbrodni, ale i całe śledztwo stoi w miejscu, bo od dochodzenia woleliśmy kroczyć stylem Disco! To znaczy przelewać zawartość kolejnych butelek alkoholu do żołądka, a nos wypełniać białym proszkiem w akompaniamencie rozrywkowej muzyki. W efekcie nie wiemy, kim jesteśmy, ani po co tu dokładnie przyjechaliśmy, a jedyne poszlaki to zrujnowany pokój hotelowy i kontekst wypowiedzi lokalnych mieszczan reagujących na naszą osobę z wątpliwą przyjemnością.

Pozbawiony ubrań i zalany alkoholem bohater odzyskuje przytomność, leżąc na obskurnej podłodze. Zdezorientowany rozgląda się z bólem, wiodąc zmarnowanym wzrokiem po otoczeniu. Następnie powoli uświadamia sobie, co znowu uczynił. Desperacko i z poczuciem wstydu zasłania dłońmi twarz, potrząsając bezsilnie głową. Bez żadnego tekstu i mowy te drobne szczegóły już wiele mówią o naszym detektywie, o jego destrukcyjnym trybie życia i trapiącej go nienawiści do samego siebie. Nasze pierwsze zadanie to po prostu ogarnięcie siebie i założenie ubrania. Zadanie niby proste, ale już tu pojawiają się pierwsze schody. Zapalenie światła atakuje nasze wrażliwe oczy, a próba sięgnięcia krawatu zaplątanego w żyrandol skończyła się niemal przedwczesnym zejściem na zawał.

Uff, udało się, odbyłem ciekawą rozmowę z krawatem, a następnie przez pięć godzin chodziłem bez jednego buta, bo zapomniałem wyjść na balkon, gdzie znajdowała się zguba. Niedługo później spotkałem na swej drodze szalone dziecko. Wulgarny bachor rzucał kamieniami w wiszące na drzewie zwłoki. Prośba o zaprzestanie została zignorowana, a z jałowej dyskusji nie wynikło nic, co miałoby jakikolwiek sens. Nie wytrzymałem. Próbowałem przywalić gówniarzowi w łeb, ale dość powiedzieć, że motoryka nie była moją mocną stroną. Częściowy brak obuwia tylko pogorszył sprawę. Wszystko pozostało w rękach losu. Rzucamy kością, ale pada negatywny wynik. Wyzwanie oblane i zamach się nie udał. Dzieciak zrobił unik, a policjant wylądował na glebie, otrzymując obrażenia.

W ten sposób rozpocząłem zawiłe dochodzenie wisielca, który od tygodnia gnije na drzewie za wynajętym przeze mnie przytułkiem. Śledztwo, które na przestrzeni kolejnych trzydziestu godzin wielokrotnie obierze niespodziewany kierunek ukazując najróżniejsze oblicza charyzmatycznych mieszkańców fikcyjnego miasta Revachol — dawnej stolicy świata, a obecnie dogorywające widmo lat świetności i upadający monument niespełnionych obietnic z przeszłości. Disco Elysium to *wdeeeeech*: polityczny-detektywistyczny-industrialny-kryminał-z-zacięciem-weid-fiction-zbudowany-na-bazie-systemu-Dungeons & Dragons (woah!). Mało tego został powołany do życia przez wyjątkowo niecodzienną grupę osób. Warto nadmienić, że niezależne ZA/UM, to nie tyle zwykłe studio gier, co cały kolektyw osób reprezentowany przez artystów z różnych dziedzin, którzy przez 13. lat odgrywali wspólnie papierowe sesje RPG, a nabyte doświadczenie zgrabnie przenieśli na łono naszego interaktywnego hobby.

Ważnym aspektem Disco Elysium jest dualizm narracyjny podzielony na świat rzeczywisty, kręcący się wokół śledztwa i zadań pobocznych oraz drugi ukryty w psyche głównego bohatera. Lwią część czasu przegadamy z własnymi myślami — aspektami psychologicznym stojącymi po dwóch skrajnych stronach. Ich nieustanna sprzeczność stanowi punkt wyjściowy większości wewnętrznych dyskusji. Empatia kłóci się z logiką i faktami. Uzależnienie namawia na każdym kroku do sięgnięcia po używki. Obok opanowanie i percepcja analitycznie obserwują otoczenia, a za sprawą lunatycznego Inland Empire dostąpimy transcendencji, przenosząc się w odmęty odrealnionego świata snu. Nawet tu następują ukryte rzuty kością definiujące przebieg i dynamikę poszczególnych wymian słownych. Nasze głosy w głowie pełnią nie tylko rolę partnerów do rozmów, ale i żywo komentują wydarzenia na ekranie, wcielając się w fach narratora. Rozwijanie danych statystyk sprawi, że wpłyniemy na ich spostrzeżenia, naginając całą narrację. Tym samym, choć główne clou opowieści będzie zawsze to samo, to jednak droga do niego zostanie opowiedziana zupełnie innymi słowami, które diametralnie odmieniają całą opowieść.

2019-10-30_2059_1.jpg

W praktyce do dyspozycji mamy cztery główne aspekty podzielone na grupy: Społeczne, Fizyczne, Motoryczne, czy Intelekt. Każda z grup dzieli się na kolejne sześć bardziej sprecyzowanych statystyk. Chcecie kroczyć ścieżką ezoteryki, gdzie rzeczy „naturalne” postrzegać będziecie „nienaturalnie” i doszukiwać się w nich widma nadciągającej apokalipsy? Żaden problem. Możecie też postawić na intelekt i logikę, co otworzy przed wami drogę do licznych anegdotek lub postawić na czas reakcji, który również wpłynie na przebieg rozmów i zaoferuje inne opcje dialogowe. Może by tak zostać Supergwiazdą z wymalowanym na twarzy nienaturalnym grymasem fałszywego uśmiechu, którego usunięcie stanowi swoistą misję poboczną zwieńczoną modyfikacją portretu postaci? Takich symbolicznych detali jest w tej grze znacznie, znacznie więcej.

W połączeniu z lekkim piórem autorów dało to niemalże nieograniczoną sposobność do formowania fundamentów pod kolejne żarty sytuacyjne, cyniczne komentarze, czy inicjowanie skomplikowanych refleksji. Te ostatnie stanowią zresztą mocny aspekt RPG-owy i pełnią rolę rozwijanych z czasem bonusów. Poznając przykładowo kolejne idee ekonomiczne, możemy chociażby stanąć pewnym krokiem po stronie kapitalizmu. Taki wybór nie tylko odblokuje nam nowe kwestie dialogowe, ale i sprawi, że za ich wybieranie dostaniemy trochę grosza, co samo w sobie stanowi już pewien humorystyczny komentarz krytykujący wspomniany ustrój. Kolejne perki nie muszą być tak oczywiste, jak stojący po drugiej stronie komunizm. Dostaniemy, chociażby zagadkę rozwikłania „skąd właściwie jesteśmy”, czy próbę pojęcia „zaawansowanej koncepcji podziału rasowego”, a nawet zidentyfikowania naszej seksualności. Każda z tych myśli zajmie nam trochę czasu, a większość nagrodzi jakimiś bonusami.

To wszystko przekłada się na jeden z najlepszych systemów rozwoju postaci, jakie doświadczyłem w gatunku. Jest przejrzyście, a przy tym unika sztampy z innych gier i w czasie rzeczywistym znacząco wpływa na rozgrywkę, oferując nam szerokie pole do popisu w kwestii odgrywania przez nas roli i kształtowania tym samym całej fabuły. Chociaż przyczepić się można do balansu, którym za bardzo można manipulować za sprawą ubrań. Czasem wystarczy po prostu zajrzeć do garderoby, by kompletnie przetasować statystyki i uzyskać pożądany efekt w rozmowie. Samo w sobie nie brzmi to źle, ale moim zdaniem pozwala na zbyt inwazyjne ingerowanie w profil postaci, doprowadzając do tego, że przed każdą ważniejszą rozmową będziemy zapisywać rozgrywkę, by następnie dobierać do niej optymalne ubranie.

Wróćmy jednak do narracji i fabuły, które stanowią najjaśniejszy punkt całego Disco Elysium. Nasze śledztwo i genialne misje poboczne to istna sinusoida. Emocjonalna karuzela potrafiąca w jednej krótkiej rozmowie zapewnić huśtawkę nastrojów począwszy od wybuchu śmiechu, przez autentyczne wzruszenie zwieńczone kolejnym histerycznym atakiem chichotu, zainicjowanego przez absurdalnie rozbrajające poczucie humoru. Disco Elysium ma wiele twarzy, ukazując odpowiednie oblicza w chwili, gdy wymaga tego sytuacja. Dostajemy encyklopedyczny przykład groteski potrafiący płynnie przechodzić między czarną komedią, dramatem, polityczną intrygą, a miejscami quasi horrorem. Robi to w sposób zdumiewająco, sprawny łącząc ze sobą elementy totalnie sprzeczne, jakby te były dla siebie wprost stworzone.

Gromkie brawa należą się również za zadania poboczne, bo przecież tytuł stoi również nimi, a nie tylko główną intrygą. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to właśnie w tych miniwątkach autorzy pokusili się o więcej kreatywności, prezentując, chociażby intrygę paranormalną, gdzie duchem nawiedzającym dzielnicę okazał się nie kto inny, jak sam kapitalizm. Innym razem w sposób wyjątkowo absurdalny zainicjujemy poszukiwania męża pewnej kobiety reprezentującej klasę robotniczą, a całkiem ciekawym jest również śledztwo na temat pewnej firmy tworzącej gry RPG. Nie chce za wiele zdradzać, ale poznając Disco Elysium, zalecam Wam przeszukiwanie każdego, nawet najdrobniejszego zakątka świata i wyczerpywanie dosłownie wszystkich opcji dialogowych. Gwarantuję, że niejednokrotnie zostaniecie zaskoczeni tym, co oferuje ten wirtualny świat.

2019-11-11_1944_1

Disco Elysium jest dosłowne malowniczo piękne. Kolejno odwiedzane przez nas lokacje przypominają ręcznie namalowane kadry w mocnym postmodernistycznym stylu. Pastelowe kolory w połączeniu z szaro-burą stylistyką mają w sobie coś urzekającego i wzbudzającego silną nostalgię. Z ekranu wylewa się śliczny akwarelowy styl, który nadaje grze niepowtarzalnego charakteru. Efekt jest niesamowicie sentymentalny. Zwłaszcza z perspektywy osób wychowanych pośród szarych blokowisk z wielkiej płyty. Fikcyjne Revachol nie poraża może wielkością, ale to, co robi z zagęszczeniem detali to temat na osobny felieton! Lokacje aż kipią od szczegółów i w każdym zakątku tego stosunkowo niewielkiego świata czeka na nas jakaś treść. Narracja środowiskowa jest tutaj na porządku dziennym i pozwala zajrzeć w różne etapy historyczne tego niegdyś prosperującego miasta, a obecnie umierający relikt nieudanej rewolucji. Co rusz możemy posłuchać ciekawych spostrzeżeń i komentarzy pojawiających się na każdym kroku przygody. Tempo akcji sprawia, że te nie są męczące, a wręcz przeciwnie i wzbudzają u grającego jeszcze większą chęć pozyskiwania wiedzy na temat świata przedstawionego.

Disco Elysium jest też mocno przesiąknięte polityką i filozofią. Przeczytamy ściany tekstu tłumaczące geopolityczną sytuację wykreowanego uniwersum stanowiącego krzywe i smutne odbicie naszej rzeczywistości. Autorzy wrzucają nas w sam środek politycznej gry, gdzie co rusz dostajemy prawym lub lewym sierpowym, stykając się zarówno z liberalizmem, faszyzmem oraz komunizmem. Nie odczułem przy tym, aby narzucano mi jakieś jedyne słuszne wartości, a wszechobecna satyra potrafi kpić z każdego ustroju. Choć należy pochwalić, że w momentach poważnych gra kompletnie zmienia swoje oblicze.

To wszystko samo w sobie może nie wydaje się niczym specjalnie odkrywczym, ale należy pamiętać, że każdy z tych elementów w Disco Elysium przekłada się na niewiarygodnie wręcz skondensowaną produkcję, w której na próżno szukać niepasującego, w jakiś sposób odstającego lub po prostu zbytecznego elementu. Tyczy się to jednakowo warstwy fabularnej z cierpkim zakończeniem, czy samej rozgrywki. Może i pozbawionej klasycznej walki, ale za to stanowiącej istną esencję trzonu Role Play z RPG. Nie przypominam sobie, bym w ostatnich latach grał w równie mocno „zagęszczoną” produkcję, będącą tak niesamowicie przemyślanym projektem pod względem ogólnej spójności najróżniejszych składników.

Złośliwi mogą porównać zabawę z Disco Elysium do interaktywnej książki. Większość zabawy to po prostu prowadzenie rozmów, a także czytanie, czytanie i jeszcze raz czytanie. Autorzy chwalą się ponad milionem słów napisanych na potrzeby gry, a ja, choć tego nie policzyłem, to jestem w stanie uwierzyć ich zapewnieniom. Najważniejsze jednak, że jest to cholernie dobrze napisane. Nie ma tu miejsca na rozwleczone i męczące ględzenie. Wszelkie dialogi i interakcje z ludźmi są konkretne, mijają błyskawicznie, a pod względem treści reprezentują najwyższą ligę w branży. W efekcie ciężko tu o znużenie, a po pięciu godzinach zaczynamy się zastanawiać, kiedy ten czas minął. Wspomniane wcześniej zagęszczenie sprawia, że pomimo pozornie niewielkich rozmiarów jest to istna studnia bez dna.

2019-11-17_1312_1.jpg

Moja podróż po Revachol zajęła nieco ponad 30 godzin i była to wspaniała przeprawa pełna polityki, skomplikowanych intryg i całego tornada emocji, które targało mną we wszystkie możliwe strony. Nie prędko zapomnę o postaciach, na które trafiłem w trakcie śledztwa, tak samo, jak nie wyrzucę z głowy wielu scen. Momentów, które z miejsca stały się ikonicznymi wydarzeniami, do których uwielbiam wracać we wspomnieniach. Disco Elysium odcisnęło na mnie silne piętno i sprawiło, że żyłem tym światem na długo po ujrzeniu napisów końcowych. Wielogodzinne sesje były mało satysfakcjonujące i zazwyczaj kończyło się tym, że po godzinie przerwy musiałem znowu wrócić do tego uniwersum, bo inaczej nie potrafiłem funkcjonować. Najzwyczajniej w świecie nie mogłem zagospodarować wolnego czasu, mając w podświadomości myśl, że nie doprowadziłem tego śledztwa do końca.

Plusy

  • Genialnie rozpisany scenariusz i postacie
  • Całokształt narracji, dialogi i poczucie humoru
  • Przeniesienie elementów papierowego RPG na łono gry wideo
  • Zadania poboczne
  • System rozwoju postaci
  • Świetna i klimatyczna muzyka

Minusy

  • Ubrania nieco za bardzo pozwalają manipulować przebiegiem rozmów
  • Po skończeniu czeka nas pustka, której nie da się zapełnić

Disco Elysium do recenzji udostępnił nam serwis GOG.com.

Written By

Freak, któremu gry i kino skrzywiły nieodwracalnie psychikę. Gram na wszystkim, co wpadnie w ręce. Głównie konsole Sony i Nintendo. Lunatyk bezgranicznie zakochany w dziełach Grasshopper Manufacture. Suda51 i Quentin Tarantino to moi idole. Uwielbiam zarażać innych zajawką na nietypową twórczość, dzieląc się popkulturowymi przemyśleniami na Twitterze i Glitchu. Fanatyk bijatyk, gier muzycznych i japońszczyzny wszelakiej. Ukierunkowany mocno na horror, futuryzm i cyberpunk.

2 komentarze

2 Comments

  1. Robb Mosse

    24 grudnia, 2019 at 11:38

    Drugi minus XD

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply

Warto także przeczytać

Recenzje

Zliczenie wszystkich klonów Arkanoida byłoby zdecydowanie ciężkim zadaniem (choć nie niemożliwym). Sam w swoim życiu grałem przynajmniej w kilkanaście wersji tego klasyka, począwszy od...

Recenzje

Gdyby ktoś mnie zapytał, co wyjdzie z połączenia Minecrafta i Diablo, odpowiedziałbym, że nic szczególnego. Zapowiadana kilkanaście miesięcy temu produkcja od początku wywoływała poruszenie....

Wiadomości

Koch Media, które jest wydawcą Iron Harvest na PC-tach i konsolach ujawniło kolekcjonerskie wydanie gry. Strategia od King Art Games pojawi się na PC-tach...

Wiadomości

Nie znamy jeszcze dokładnej daty premiery Vampire: The Masquerade – Bloodlines 2, ale wiemy, jaka będzie zawartość kolekcjonerskiej wersji, którą kupicie w oficjalnym sklepie...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: