Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Gry

Cyberpunk 2077 (PS4) – kilkadziesiąt godzin później…

Opinia po kilkudziesięciu godzinach spędzonych z Cyberpunkiem 2077. Czyli tekst o jasnych i ciemnych stronach gry CD Projektu.

Cyberpunk 2077 to już legenda branży gier komputerowych. Przyczyniło się do tego wiele czynników: od długiego czasu, jaki minął od zapowiedzi do wydania produkcji przez monstrualny marketing, aż po zatrudnienie Keanu Reevesa do roli Johny’ego Silverhanda. Pozostawało jednak pytanie — czy Cyberpunk 2077 jest tak dobry, jak mówi reklama? I tak, i nie.

Na Cyberpunka czekałem odkąd ukończyłem Wiedźmina 3. Wiedziałem, że nie będzie rewelacji pod względem technicznym, ale mnie najbardziej obchodziła fabuła. Ponadto sami przedstawiciele studia zapewniali, że gra działa dobrze zarówno na pecetach, jak i konsolach. Nie wierzyłbym, gdyby to mówił ktoś z Bethesdy, ale informacja pochodziła od szefa firmy, która do tej pory słynęła ze swojego przyjaznego podejścia do graczy. Cóż, wyszło na to, że Adam Kiciński to nowy Todd Howard.

Cyberpunk 2077 #1

Gdy po raz pierwszy włączyłem Cyberpunka 2077 w wersji 1.02, problemem był dziwny efekt „smugi” na ekranie. Wspomniana „mgła” zmniejszała się, gdy wyłączyłem wszystkie bajery w opcjach. Prawdziwe kłopoty jednak zaczęły się, gdy wyszedłem na miasto. Zbliżając się do ulicy, zauważyłem całkiem sporą liczbę mieszkańców na ulicach Nocnego Miasta. Zapłaciłem jednak wtedy ilością ramek na sekundę — te spadały w tym momencie nawet do 20. Kilka chwil później, podczas rozmowy z Jackiem, gra wywaliła mnie do menu konsoli. I potem znowu. I jeszcze raz. Wyłączyłem grę i poczekałem na pobranie hotfixa, który wyszedł późnym wieczorem.

Rozgrywkę wznowiłem rano, już na wersji 1.04. Tym razem klatkarz był stabilniejszy, ale wciąż krztusił się przy większej ilości NPCów w biały dzień. Znikł nawet efekt „smugi”, a moja rozmowa z Jackiem w końcu przebiegła pomyślnie. No ale przede wszystkim — gra przestała się crashować w takim stopniu, w jakim robiła to przed aktualizacją. Z reguły Cyberpunk wywraca się raz na 3-godzinną sesję. Dobrze, że gra robi częste zapisy. Jednak crashe to tylko wierzchołek góry lodowej, uciążliwe, ale można je przetrawić. Gorzej, gdy problemy sprawia szybkie poruszanie się po ulicach Night City. O ile na początku nie osiągniecie autami zawrotnych prędkości, o tyle później, gdy zdobędziecie nieco ekskluzywniejsze fury — już tak. Wtedy tekstury asfaltu i budynków zmieniają się na te pamiętające czasy PS2. Postacie NPC, jak i samochody, zaczynają pojawiać się na naszych oczach. Czasem oświetlenie w pomieszczeniu, w którym jest V, potrafi się poprawnie załadować dopiero po kilku sekundach.

Jednak da się do tego przywyknąć i przymknąć oko, na te (delikatnie mówiąc) niedoskonałości. W końcu nie spędziłbym w świecie Cyberpunka aż 50 godzin, gdyby mi się ta gra nie podobała. Powiem wprost — fabularnie jest to arcydzieło. Nie mam zamiaru zdradzać niczego z zaserwowanej historii, bo twórcy i tak pokazali za dużo w materiałach marketingowych. Jednak CD Projekt pod tym względem przebił wszystkie swoje poprzednie projekty i stworzył coś, przy czym poczułem całą paletę emocji. Bo jeśli ściągniemy wierzchnią warstwę, jaką jest historia o ulicznym życiu najemnika, to pod spodem znajdziemy przepiękną i momentami wzruszającą opowieść o przyjaźni, miłości i rodzinie. Bardzo mało gier potrafiło wywołać we mnie te słynne „imołszyns”. Cyberpunk 2077 zdecydowanie należy do nich.

Powracają rewelacyjne zadania poboczne, ale tym razem CD Projekt RED je ulepszył i stworzył coś, co jest nawiązuje do złotej ery RPG. Chodzi o to, że zadania poboczne mają bezpośredni wpływ na fabułę. Jeśli nie będziemy wykonywać sidequestów i skupimy się tylko na głównym wątku, to ukończymy grę w miarę szybko (około 15 godzin). Wtedy też, będziemy mieli do dyspozycji tylko jedno zakończenie. Dlatego zachęcam do robienia „poboczniaków”, gdyż są wciągające i po prostu ważne.

Każda poboczna opowiastka wygląda tak, jakby należała do wątku głównego. Zdecydowanie pomaga tu ciągły widok z pierwszej osoby, który sprawdza się nadzwyczaj dobrze. Należałem do grupy osób sceptycznie nastawionych do tego sposobu obserwowania całej historii, ale trwało to tylko do momentu zagrania w Cyberpunka. Gra została tak poprowadzona, że rozgrywka z trzeciej osoby nie miałaby kompletnie sensu. Choć przyznam, że dalej nie jestem przekonany co do kierowania pojazdami z kamerą w oczach V. Przeszkadza mi dosyć ograniczone pole widzenia. Jednak Redzi zdawali sobie z tego sprawę i podczas poruszania się w ruchu ulicznym możemy obserwować akcję z lotu ptaka.

Cyberpunk 2077 #4

Niestety, podobnie jak w Wiedźminie, większość dostępnych opcji dialogowych, to tylko iluzje wyboru prowadzące do jednego rozwiązania. Czasami jedyną różnicą jest, czy nasz V wypowie zdanie normalnie, czy jak gbur. W drugim przypadku potrafi to zirytować, ale no, niestety, taka to już wada gier. Podobnie się czułem w Dzikim Gonie, gdy Geralt wypowiadał kwestie w innym tonie, niż sobie to pierwotnie wyobraziłem w głowie.

Dla wielu z was na pewno ważną kwestią jest dubbing. Całą grę przeszedłem w angielskiej wersji językowej z polskimi napisami. Następnie pograłem kilkanaście godzin z polskimi głosami. I muszę przyznać, że rodzima wersja naprawdę zaskakuje! Postacie brzmią wiarygodnie i czuć emocje w ich głosie. Nawet Michał Żebrowski, który miał potencjalnie najtrudniejsze zadanie, wywiązał się z niego wzorowo. Polskie aktorki odgrywające role Panam czy Judy to klasa sama w sobie. Nie jestem przekonany jednak do Kamila Kuli użyczającego głosu V, wolę wersję angielskojęzycznego aktora, który nadaje bohaterowi takiego szorstkiego charakteru.

Mam jednak zasadniczy problem z polską wersją językową — nie pasuje mi do świata przedstawionego. Polacy dwoili się i troili aby to brzmiało świetnie. Chwała im za to, bo wykonali kawał dobrej roboty. Ale nigdy nie uda im się zagrać dobrze brzmiących obcych akcentów. Niestety, ale nie dałem rady traktować poważnie niektórych azjatyckich czy czarnoskórych bohaterów. Nie wykluczam jednak opcji, że problem leży wyłącznie w moim nastawieniu.

Rozgrywka. Być może spotkaliście się już ze stwierdzeniem, że produkt Redów jest looter-shooterem. Jednak ja nie jestem do końca przekonany do tego określenia. Tytuł mocno nagradza strzały w głowę, a przeciwnicy – gąbki-na-kule – występują jedynie, kiedy zmierzymy się z zadaniem na znacznie wyższym poziomie niż poziom naszego V. Jeżeli użyjemy broni białej, to okaże się, że spacyfikowanie oponenta, to tylko jakieś dwa machnięcia kataną. Dlatego mimo ogromnej ilości lootu do zebrania i pasków zdrowia nad głowami przeciwników, nie uznawałbym tej gry za przedstawiciela tego gatunku. Określiłbym to raczej „inspiracją” looter-shooterami.

Jeśli jesteście fanami rozpierduchy, to mam dla was dobrą wiadomość — strzelanie jest bardzo przyjemne i czuć siłę rażenia broni palnej. Feeling posyłania pocisków jest podobny, do tego z serii Borderlands. Jednak Cyberpunk nie ma startu do produkcji Gearbox pod względem różnorodności orężu. Ale mimo wszystko nie traktuje tego jako wadę, bo pukawek w grze jest i tak od groma. Mam za to zarzut do broni białej, bo ta jest zbyt mocna. W pewnym momencie przestałem korzystać z katany, bo gra robiła się za łatwa. Nie ma problemu, aby bardzo szybko unieszkodliwić 10 przeciwników przy użyciu jedynie katany, kija bejsbolowego, albo dilda.

Cyberpunk 2077 #7

Tak, dilda. Seks w Night City jest dosłownie wszędzie. Seksualizacja praktycznie wszystkiego (bardzo często w obleśny sposób), jest w tym uniwersum na porządku dziennym. Dobrym przykładem takiej wizji, jest drugi odcinek pierwszego sezonu Czarnego Lustra. Jednak Black Mirror był w tym co robi konsekwentny, a Cyberpunk 2077 ewidentnie nie jest. Podchodzi do tego tematu bardzo dobrze pod kątem prezentowania takich rzeczy jak domy publiczne sczytujące myśli i osobowość klienta, aby idealnie dopasować seksworkera. Omawia istnienie braindansów, pozwalających wcielić się w osobę występującą w filmie pornograficznym (również w tych brutalnych wersjach). Mimo wszystko ostatecznie się wywraca. Gdyż później daje graczowi olbrzymie dildo do okładania po mordzie przeciwników albo wyraźnie feminizuje męskie, homoseksualne postacie w grze. W konsekwencji Cyberpunk nie umie się określić, czy chce podejść do tematu bardzo poważnie, czy skwitować wszystko zdaniem „hehe, seksik”.

Każda misja to różne możliwości rozwiązania problemu. Do tematu można podejść klasycznie, czyli rozpocząć strzelaninę i wyrżnąć całe stada niemilców. Ale w większości przypadków nie trzeba nikogo zabijać. Jeśli jesteście fanami skradanek, to Cyberpunk dostarcza wam odpowiednich narzędzi. Oprócz tradycyjnego kamienia, którym można odwrócić uwagę wroga, mamy zdolność hakowania. Włamywanie się do systemu oponentów to takie Watch Dogs na sterydach. Jest tu zdecydowanie więcej opcji niż w produkcji Ubisoftu, ale i tak wszystko ogranicza się do wciśnięcia raptem dwóch przycisków. Jestem rozczarowany ubogą treścią w tej kwestii.

Cyberpunk 2077 #8

Skoro Cyberpunk to RPG, to musi być drzewko umiejętności. Naprawdę je doceniam, bo jest bardzo rozbudowane. Starałem się jednak spędzać tam jak najmniej czasu, a to przez beznadziejnie zaprojektowane menu gry. Poruszanie się po nim jest mocno nieintuicyjne. Mam wrażenie, jakby było konwertowane na konsole „na szybko”. Mapa to festiwal partactwa osób, które za to odpowiadały. Nie ma tam ładu ni składu. Ekran zadań nie posiada pokazanej odległości od celu. Cyberpunk więc zmuszał mnie do zaznaczenia questa, wznowienia gry, znalezienia znacznika i sprawdzenia pod nim, ile mnie od niego dzieli. Gdy już wyruszyłem w drogę, minimapa raz za razem próbowała mi obrzydzić podróż. Niestety, ale nie potrafi się rozszerzyć przy dużych prędkościach. W konsekwencji ostre zakręty kończyły się przywaleniem w barierkę lub przechodnia.

Gdy w tego przechodnia przywaliłem, niestety go zabiłem i zaczęła mnie poszukiwać policja. W Cyberpunku 2077 na przyjazd mundurowych nie czekamy wcale — policja w tej grze teleportuje się do nas od razu, najczęściej za naszymi plecami. Oczywiście od razu śle w facjatę V serie z broni palnej. Walka z nimi nie ma sensu — zabijesz jednego, za tobą pojawią się następni dwaj. I tak do śmierci. Skuteczniejszym rozwiązaniem jest czym szybsze wejście do pojazdu i ucieczka, bo policja nas wtedy nie goni. Zapytacie mnie dlaczego? Nie mam pojęcia.

Oprawa graficzna jest… nierówna. Celowo unikam słowa „brzydka”, bo nie raz, nie dwa Cyberpunk ma momenty, kiedy jest na czym zawiesić oko. Dobrym przykładem są twarze głównych postaci. Te wyglądają fenomenalnie. Fakt, nie jest to półka Naughty Dog, ale facjaty Jackiego czy Panam są wykonane co najmniej dobrze. Pewne wątpliwości mam co do postaci odgrywanej przez Keanu Reevesa. Jego mimika jest dosyć średnia, ale sama twarz gwiazdy Hollywood wygląda świetnie. Choć przyczyną może być to, że Keanu jest po prostu przeciętnym aktorem. Muszę też wspomnieć o postaciach NPC w Cyberpunku, bo te są wykonane fantastycznie. Charakteryzuje je duża ilość detali, każda z nich spokojnie by mogła odgrywać jakąś rolę w zadaniu fabularnym. Jednak w parze z tym idą ataki klonów na ulicach Night City. Mógłbym to wybaczyć, gdyby nie fakt, że często klony to jedyne postacie w danym otoczeniu. Wjeżdżam do Japantown i widzę 5 identycznych postaci. Nawet samochody potrafią się w ten sposób powtarzać. Trochę wstyd.

Wnętrza pomieszczeń są za to wykonane porządnie. Można wypatrzeć przywiązanie do detali przez CDPR. Jednakowoż prawdziwe oblicze gra pokazuje na zewnątrz, gdzie mamy pełen spektrum wrażeń, takich jak szalenie często zmieniająca się pogoda w Night City. Raz miałem nawet nagłą zmianę z dnia w noc. Choć to już raczej podchodzi pod bugi — te celowo zostawiłem na koniec.

Gdybym zaczął wymieniać wszystkie błędy, to wyliczanka byłaby dłuższa niż ten tekst. Od czego by tu zacząć… może od tego, że do patcha 1.05 gra cały czas uruchomiała mi się w języku polskim, mimo że grałem po angielsku?* Albo może od tego, że kompletnie zepsute są przyciski przełączenia radia oraz zmiany kamery? Jeśli wcisnę odpowiednio R1 bądź strzałkę w prawo — gra nagle łapie laga i nie reaguje na wydawane przeze mnie polecenia. A mój V tak sobie jedzie bezwiednie w linii prostej do najbliższej napotkanej przeszkody (jeśli to będzie człowiek, to rozpoczynamy cały cyrk z policją od nowa). Gdy w tym momencie ktoś zadzwoni do V, to módlcie się, aby nie wywaliło wam gry. No ale to nie koniec — w jednej z misji, natrafiłem na postać nieśmiertelną. Władowałem w nią całe wagony amunicji, niestety na daremno. Notorycznie bugowała mi się ikonka z bronią, którą można podnieść. Raz udało mi się zrespić wewnątrz Panam i patrzeć przez jej oczy. Już nawet nie wspominam o błędach, które są zawsze u każdego, takich jak ten z postaciami „na wrotkach” podczas rozmowy w barze z Takemurą.

*a to jest bardzo ciekawa kwestia – gra domyślnie nie miała pobranego żadnego języka dialogów – musiałem je sobie pobierać sam ze sklepu PlayStation.

Podsumowując — czy Cyberpunk 2077 to dobra gra? Oczywiście, że tak. Jest to niesamowita superprodukcja, ze wzorowo poprowadzoną i wyreżyserowaną fabułą, wybornie wykonanymi zadaniami pobocznymi oraz przyjemną rozgrywką. Tylko co z tego, skoro ogrywałem ten tytuł na bazowym PS4? Bo choć gra wygląda lepiej, niż często próbują to przedstawić internauci, tak wciąż jest daleka od obowiązujących standardów. Gram w tę produkcję od premiery i nie żałuje ani jednej wydanej złotówki, bo oprócz świetnej zabawy, uczestniczę w całym wydarzeniu, ale nie mogę z czystym sercem polecić wam tej gry. Najnowszy tytuł CD Projekt jest fantastyczną, wręcz rewelacyjną grą, ale na jej stan techniczny pozostawia niesmak…

Cyberpunk 2077 #10

Niech te całe zamieszanie związane z grą polskiego studia będzie zimnym kubłem wody, a nie wyrokiem. CD Projekt RED to wciąż niesłychanie utalentowane studio, które, niestety, nie potrafi rozsądnie zawiesić sobie poprzeczki. Szkoda.

Autor

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warto także przeczytać

Recenzje

Każdy z nas zastanawiał się kiedyś nad tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby podjął inne decyzje. W najnowszej produkcji studia Armature weźmiecie w ręce...

Gry

Zdradzamy, jak odblokować Aloy w Genshin Impact.

Recenzje

Taktyk ze ślicznymi, cycatymi pannami w roli głównej. Nic szczególnego, ale kilka miłych chwil spędzić z grą jak najbardziej warto.

Mój dziennik growy

Często mówi się, że miesiące letnie są idealne do nadrabiania zaległości. Jeszcze przed pandemią twierdzenie to miało solidne podstawy – mniejsza liczba premier pozwala...

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.