Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Chronos: Before the Ashes (PS4) – recenzja gry

Chronos: Before the Ashes to udoskonalona wersja gry z podgatunku soulslike. Pierwotnie zadebiutowała w 2016 roku wyłącznie na Oculus Rift, swego czasu będąc jedną z ciekawszych produkcji skrojonych z myślą o wirtualnej rzeczywistości. Lata mijały, a w zeszłym roku doczekaliśmy się bardzo ciepło przyjętej kontynuacji Remnant: From the Ashes. Tytuł, który popularny trzon „Soulsów” urozmaicił o broń palną i rozgrywkę mocniej nastawioną na gatunek TPS. Produkcja okazała się zaskakującym sukcesem i zyskała spore grono fanów. Studio postanowiło kuć żelazo, póki gorące i ponownie wydaje początek uniwersum. Tym razem z myślą o trafieniu w szersze grono odbiorców.

Chronos: Before the Ashes #1

Chronos: Before the Ashes uderza w klimaty, które bardzo cenię. Nie do końca jasna apokalipsa sprawiła, że ludzkość cofnęła się do plemiennego stylu życia, a świetność naszej cywilizacji figuruje jako legendy i opowieści starszyzny o miastach z betonowych wież.  Za upadek gatunku obwinia się tajemniczego smoka, przestrzegając, że nie spocznie, dopóki nie wypleni ludzkości do końca. Ostatnią nadzieją dla ludzi jest zgładzenie bestii, licząc, że otrzymamy kolejną szansę, by jako gatunek stanąć na nogi. Jesteśmy pozbawionym imienia młodzikiem, wybranym do wielkich czynów i wymierzenie sprawiedliwości potworowi kryjącemu się w odmętach innego wymiaru.

To w zasadzie tyle z zamysłu fabuły. Jest prosta i nieskomplikowana, pozbawiona szerszej ekspozycji. Podczas przemierzania krain natkniemy się na pozostałości w formie zapisków, ale historia jako całość jest znów bardzo oszczędna i w zasadzie ledwie obecna. Tę grę się „czuje” i doświadcza samą wędrówkę aniżeli śledzi niczym seans.

Od premiery pierwotnej wersji Chronos: Before the Ashes minęło sporo czasu. Ogołocona z funkcji VR (nie wiem, czemu nie zostawiono tego trybu jako „opcję”) produkcja nie prezentuje się okazale. Nawet po lekkim liftingu. Monotonność lokacji i pastelowej kolorystyki męczy, a pozbawiona detali warstwa techniczna to poziom gier mobilnych. Nie da się odmówić pewnej intencjonalnej stylizacji oprawy, ale do mnie akurat artystycznie nie trafiła. Nie nastawiajcie się na wodotryski. Chronos próbuje zachwycić czymś innym, a wizualnie stawia na minimalizm, co pewnie jest spowodowane jego rodowodem.

Przyznaję się, że pierwsze wrażenie miałem nie najlepsze, błędnie podchodząc do tytułu jako kolejnysoulslike z nastawieniem na walkę i rozgrywkę pozbawioną litości. Choć sterowanie to faktycznie schemat „soulso-podobny”. Z atakami i obroną wyprowadzanymi triggerami oraz z unikiem i sprintem znajomo zmapowanym pod „kółko”. Różni się jednak ogólną filozofią projektu, tempem i priorytetami ustawionymi w innych miejscach.

Chronos: Before the Ashes #4

Po paru godzinach polubiłem się z prezentowaną myślą rozgrywki przypominającą klasyczne odsłony Resident Evil bądź starsze części The Legend of Zelda. Jeśli nie graliście w te klasyki, śpieszę z wyjaśnieniem. Zabawa nastawiona jest na powolną eksplorację i w dużym stopniu stawia nacisk na rozwiązywanie zagadek środowiskowych. Biegamy po licznych pokojach i szukamy przedmiotów, które otworzą przed nami nową drogę. Układając kawałki puzzli, trafimy w końcu na ścieżkę do nowej lokacji, popychając akcję do przodu. Na pierwszy plan wychodzi przechodzenie lochów labiryntu, a sama walka schodzi na bok. Nie karze w aż takim stopniu za błędy. Jest też niestety powolna i ociężała. Pojedynki odebrałem po prostu jako dodatek. Za trzon uznałem przemierzanie świata w celu pokonywania zagadek. Fani spokojniejszej zabawy będą czuli się jak w domu.

Czym głównie reklamowano Chronosa? System starzenia, który łudząco przypomina podobny zabieg z Fable, miał stanowić element wyróżniający recenzowanej gry. Każda śmierć postarza naszego wojownika o rok. Młodość szybko przemija, a wraz z nią siły witalne, które ustępują miejsca doświadczeniu i wiedzy, mistycyzmu kierującego nas w stronę bardziej zachowawczego maga. System mający w założeniu wymusić bardziej taktyczne obmyślanie kierunku rozwoju postaci i planowanie rozdawania punktów z wyprzedzeniem. W praktyce to tylko ciekawie brzmiące kłamstwo.

Element postarzania nie działa, bo (zgaduję) na pewnym etapie produkcji został najwyraźniej mocno spłycony. W rezultacie wiek bohatera nie wnosi znaczących zmian w rozgrywce. Nawet podstarzały protagonista bez problemu może finezyjnie posługiwać się mieczem niczym młodzik w kwiecie wieku. Cała mechanika istnieje w zasadzie tylko na papierze. Szkoda, bo gdyby poświęcić temu więcej uwagi mielibyśmy faktycznie czynnik ciekawie urozmaicający nie tylko zabawę, ale i widocznie wyróżniający tytuł względem konkurencji.

To jest w sumie główny problem całego Chronos: Before the Ashes. Czuć jego rodowód, wymuszone umowności, i niski budżet na każdym kroku, brak rozmachu czy zasadniczej głębi. To mniejszy i krótszy projekt, z którym uporacie się do 7 godzin. Warty ogrania, ale ustępujący lepszemu i ciekawszemu Remnant: From the Ashes. Jednocześnie nie będzie to wada dla wszystkich. Jeśli chcecie przejrzystej gry i nie macie siły na skomplikowane mechanizmy, to trafiliście w dobre miejsce.

Chronos: Before the Ashes #7

W ostateczności czas spędzony na pokonywaniu labiryntu nie uważam za stracony. Była to wystarczająca przyjemna przeprawa, aby polecić grę innym, uwzględniając jednocześnie jej wady. Ważne, że tak zwany „gameplay-loop” działa i pomimo wspomnianych umowności bawiłem się dobrze. Chronos: Before the Ashes to w gruncie rzeczy przyjemny i spokojniejszy przedstawiciel nurtu soulslike z większym nastawieniem na zagadki. Idealna pozycja do sięgnięcia w sezonie ogórkowym lub w przerwie pomiędzy bardziej angażującymi i większymi produkcjami.

Plusy

  • Spokojniejsze tempo rozgrywki
  • Nastawienie na zagadki
  • Enigmatyczny klimat podczas eksploracji

Minusy

  • System starzenia to tylko ciekawa, ale niewykorzystana koncepcja
  • Budżetowe umowności w grafice i warstwie technicznej
  • Krótki czas gry jak na RPGowe standardy
Autor

Nieistotny człowiek z szumem w głowie

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warto także przeczytać

Recenzje

Każdy z nas zastanawiał się kiedyś nad tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby podjął inne decyzje. W najnowszej produkcji studia Armature weźmiecie w ręce...

Recenzje

Taktyk ze ślicznymi, cycatymi pannami w roli głównej. Nic szczególnego, ale kilka miłych chwil spędzić z grą jak najbardziej warto.

Recenzje

Sleep Tight to solidny straszak, którego twórcy powinni podpisać współpracę z firmą Pampers, bo gra potrafi przerazić.

Mój dziennik growy

Często mówi się, że miesiące letnie są idealne do nadrabiania zaległości. Jeszcze przed pandemią twierdzenie to miało solidne podstawy – mniejsza liczba premier pozwala...

Copyright © 2021 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.