Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Recenzje

Bloodstained: Ritual of the Night – recenzja (PS4)

Bloodstained, czyli Koji Igarashiego powrót z emerytury.

Bloodstained: Ritual of the Night to jeden z największych growych sukcesów społecznościowego finansowania. Fani wsparli projekt, wpłacając przeszło 5,5 miliona dolarów, czyli o 5 milionów więcej niż wstępnie oczekiwali twórcy. Podchodziłem do tego tytułu ze sporą nieufnością, pamiętając poprzednie kickstarterowe katastrofy z Mighty No. 9 na czele. Dziś po spędzeniu przeszło piętnastu godzin z Bloodstained, mogę z ulgą stwierdzić, że twórca gry — Koji Igarashi — wywiązał się ze wszystkich złożonych przed premierą obietnic.

 

Akcja Bloodstained dzieje się w XIX wiecznej Anglii. Główna bohaterka gry Miriam budzi się ze śpiączki i zastaje świat spustoszony przez demony. Głównym siedliskiem wszelkiego zła okazuje się zamek widmo, zamieszkany przez Gebela, byłego kompana naszej heroiny. Miriam bez chwili zastanowienia szturmuje zamek w poszukiwaniu odpowiedzi. Dlaczego były kompan stał się jej wrogiem i jak zahamować postępującą u niej chorobę? Tak o to rozpoczyna się pełna zwrotów akcji historia, w której nie wszystko jest takie, jak mogłoby się wydawać.

Bloodstained to typowa metroidvania. Do dyspozycji dano nam sporej wielkości mapę z masą zamkniętych drzwi, ukrytych przejść i sekretów. Nie wszystkie obszary są dostępne od początku, a do otwarcia dużej ilości przejść potrzebne będą specjalne klucze lub nowe umiejętności, które pozwolą nam ominąć przeszkody. Gra garściami czerpie inspiracje z najpopularniejszego tytułu Igarashiego – Castlevania: Symphony of the Night. Oczekujcie więc masy elementów platformowych, sporej ilości walk z różnorakimi kreaturami, a także jeszcze większej ilości broni i czarów. Miriam naznaczona klątwą alchemików ma zdolność wchłaniania kryształowych odłamków wypadających losowo z przeciwników. Każdy zdobyty odłamek to nowa umiejętność dla naszej bohaterki. Czary, ciosy specjalne czy też zwiększenie statystyk postaci będą odgrywały ważną rolę w starciach z bossami, którzy tym razem stawiają większe wyzwanie niż w Symphony of the Night. Pomimo tego, że kilku bossów pokonałem za drugim podejściem, to nigdy nie odczuwałem frustracji. Każda kolejna próba sprawiała, że szybko poznawałem zachowanie bossa, przez co zamiast złości, czułem sporą satysfakcję. I tu właśnie objawia się największa magia tego tytułu. Wszystko działa tutaj tak, jak powinno. Sterowanie jest wygodne, lokacje są świetnie skonstruowane. Nie ma mowy o nudzie. W Bloodstained: Ritual of the Night po prostu gra się bardzo przyjemnie.

 

 

Pomimo niewątpliwej inspiracji grami z serii Castlevania, zauważyłem także elementy, które przypadną do gustu fanom gier z serii Dark Souls. Podczas naszej podróży będziemy mogli ratować postacie poboczne, które wrócą do naszej bazy wypadowej. Jedni zostają sprzedawcami, inni dają nam nowe zadania poboczne. Są też postacie sprawiające kłopoty. Ten drobny element nadaje światu gry specyficzny charakter.
Graficznie Bloodstained prezentuje solidny poziom. Oprawa 2,5D wygląda schludnie, lecz nie oczekujcie fajerwerków graficznych od tej niskobudżetowej produkcji. Spotkałem się ze sporą ilością opinii, że twórcy powinni zostać przy stylu graficznym starych Castlevanii. Jednak moim zdaniem nowa oprawa w żadnym stopniu nie psuje odbioru tej produkcji.

Przed premierą przeczytałem w internecie sporą ilość opinii, że gra wygląda zbyt kolorowo, wręcz cukierkowo. Nic bardziej mylnego. Lokacje nadal utrzymane są w konwencji gotyckiego horroru. Klimat wcześniejszych gier Igarashiego został zachowany. Sporo krytyki przeczytałem także na temat wyglądu głównej bohaterki. Gracze, którym nie odpowiada wygląd Miriam, mogą go zmienić dzięki obszernemu edytorowi. Dostępna jest zmiana koloru włosów, fryzury, czy też ubioru. Do zdobycia mamy całą masę ciuszków i różnego rodzaju nakryć głowy, masek i szali. Opcji jest sporo, dzięki czemu nasza postać wygląda tak, jak chcemy, a nie tak jak narzucają nam twórcy.

Bloodstained_ Ritual of the Night_20190627213740

Na szczególną uwagę zasługuje oprawa muzyczna tej produkcji. Za ścieżkę dźwiękową odpowiada Michiru Yamane, czyli osoba, która stworzyła muzykę do kultowego Symphony of the Night, jak i całej masy innych gier z serii Castlevania. Świetna muzyka w połączeniu z szybką rozgrywką w 60 klatkach na sekundę sprawia, że granie w Bloodstained: Ritual of the Night to czysta przyjemność. Jest to szczególnie odczuwalne, gdy odblokujemy najbardziej przydatne do eksploracji umiejętności. Produkcja nie ustrzegła się drobnych spadków animacji, które odnotowałem w dwóch lokacjach gry. Często też, gdy wbiegamy do nowej lokacji i z przeciwnika wypadnie przedmiot, gra potrafi dziwnie przyciąć na ułamek sekundy. Spadki te nie psują przyjemności płynącej z gry, ale niewątpliwie powinny zostać one naprawione w następnej aktualizacji.

Gra posiada pełny angielski dubbing. Rozmów między postaciami jest tutaj sporo. Szczególnie gdy zestawimy ją z przywoływanym tu parę razy Castlevania: Symphony of the Night, w której dialogów było mało. Według mnie historia nie jest tutaj najważniejszym elementem gry, główną mocą tego tytułu jest świetna rozgrywka. Myślę, że mniejsza ilość pogaduszek bohaterów mogłaby sprawdzić się lepiej, ale to już bardziej kwestia moich preferencji niż poważny minus gry.

 

 

Na osobną pochwałę zasługuje David Hayter wcielający się w rolę samuraja Zangetsu. Zawsze miło posłuchać charakterystycznego głosu, jedynego słusznego Snake’a z serii Metal Gear Solid.

Odkrycie całej mapy na sto procent to około 12-15 godzin. Zaliczenie wszystkiego, co oferuje produkcja, zajmie wam około 30 godzin. Warto także wspomnieć o dodatkowych trybach gry — new game plus i boss rush, które dodatkowo zwiększają żywotność produkcji. Twórcy zapowiedzieli też masę darmowych dodatków, które dostępne będą jakiś czas po premierze, a ja już zacieram ręce na myśl o dwóch nowych grywalnych postaciach (Zangetsu!) i trybie kooperacyjnym dla dwóch graczy!

Bloodstained_ Ritual of the Night_20190627214216

Bloodstained: Ritual of The Night to godny następca kultowego Symphony of the Night. Naszpikowana sekretami i nawiązaniami do poprzednich gier z serii Castlevania produkcja zachwyci fanów serii. Częste pokazywanie środkowego palca w stronę Konami, które zabiło serię Castlevania, wywoła uśmiech na ustach niejednego odbiorcy. Nowi gracze także powinni dać temu tytułowi szansę, bo jest to naprawdę wyjątkowo udana gra. Według mnie to jedna z najprzyjemniejszych pod względem rozgrywki produkcja, w jaką dane mi było zagrać w tym roku. Gorąco polecam.

 

 

 

O autorze

Niegdyś współpracownik PSSite, aktualnie współwłaściciel Glitcha. Od najmłodszych lat zafascynowany grami, kolekcjonuję wszystko co z nimi związane (od steelbooków po platynowe trofea). Fan japońskich rpgów, platformerów, slasherów, horrorów i powieści wizualnych. Prawdopodobnie uzależniony od serii Yakuza.

Kliknij, by skomentować

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Moja niewytłumaczalna słabość do gier średnich pcha mnie czasami w rejony, których normalnie bym nie planował eksplorować. Onee Chanbara Origins jest drugim kontaktem z...

Recenzje

Shadow Warrior 2 jest idealnym przykładem, że lepsze jest wrogiem dobrego i ślepa pogoń za panującymi w momencie procesu tworzenia gry trendami nie zawsze...

Recenzje

Bounty Battle jest kolejnym przykładem, że do stworzenia dobrej gry nie wystarczy skopiować czyjegoś sprawdzonego pomysłu. Poza Brawhallą i PlayStation All-Stars Battle Royale żaden...

Recenzje

Grzebanie w cyfrowej bibliotece gier kupionych za grosze w różnorakich promocjach pozwala wyciągnąć tytuły, o których zakupie dawno zapomniałem. Konsolowa wersja The Incredible Adventures...

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.

%d bloggers like this: