Dołącz do nas

Cześć, czego szukasz?

Gry

Bloodborne okiem laika

Pierwszy kontakt z Bloodborne prowadzi do ciekawych sytuacji i interesujących wniosków.

Soulsy to dość osobliwy gatunek. Fani tych gier są regularnie rozpieszczani świetnymi produkcjami. Gracze skupiający się na mainstreamie traktują ten gatunek jako coś dla masochistów. Postanowiłem więc z perspektywy laika przyjrzeć się fenomenowi tego gatunku. Postawmy sobie najważniejsze pytanie już na samym początku – czy Bloodborne jest faktycznie takie trudne i upierdliwe? Czy produkcja Japan Studio i From Software doprowadza do załamania nerwowego osobę nieobytą z tymi grami?

Moje nagłe zainteresowanie soulsami wzięło się z nadchodzącej [czy aby na pewno nadchodzącej? – dop. Musiol] premiery Elden Ring. Do tego doliczam presję ze strony znajomych oraz wysokie oceny, jakie zebrała w trakcie ostatnich lad produkcja Sony. Otworzyłem więc moją wirtualną biblioteczkę PlayStation i pobrałem Bloodborne, które swego czasu otrzymałem w ramach usługi PlayStation Plus.

Bloodborne #1

Już po kilkunastu minutach rozgrywki zrozumiałem, dlaczego tak wiele osób odbija się od tych produkcji. Bloodborne bardzo szybko pokazuje, kto tutaj rządzi. Gra rzuca nas na samym starcie na pożarcie wilkołakowi. Nie mamy nawet szansy, by poznać system gry, a już jesteśmy martwi. Krótko po tym etapie lądujemy w półotwartym świecie. Nie wiemy gdzie iść i co robić, gdyż tytuł From Software nie mówi nam niczego wprost. Zainteresowało mnie odkrywanie nieznanego, a strach przed śmiercią podnosił poziom adrenaliny. Jednak w tym momencie przeciętny gracz może odpuścić. Współczesne gry lubią trzymać nas za rączkę, abyśmy przypadkiem nie zboczyli trasy. Spotkanie z Bloodborne dla niezaznajomionych z gatunkiem może być po prostu bolesne. Tym bardziej jeśli ma się świadomość, że to dopiero początek i nie napotkało się jeszcze żadnego bossa.

No właśnie, bossowie — ci pokazali mi dobitnie, że strach ma tylko wielkie oczy. Jasne — są ogromni, a ich wygląd jest przerażający. Jednak to tylko marketing. Daliśmy sobie wmówić, że soulsy to gry, w których ginie się często. Niedzielni gracze traktują ten podgatunek jako coś nieosiągalnego na ich możliwości.

Nic bardziej mylnego.

Bloodborne #2

Nierzadko rozgrywki w sieciowe FPS-y są o wiele bardziej wymagające. Nawet przechodzenie kampanii fabularnej w strzelankach na najwyższym poziomie trudności potrafi mocniej dać w kość. Sam dostawałem białej gorączki platynując Battlefielda 4. Jednak różnicą między soulsami a produkcją autorstwa DICE jest kara za porażkę. Dlatego z czasem nie giniemy już w Bloodborne tak często. Zaczynamy się skupiać i myśleć. Pierwszy boss może i jest wielki, ale z czasem dostrzegamy, że porusza się według schematu. Odkrywamy jego mocne i słabe strony. Zajmie nam to kilka prób. Zapewne wiele razy odpadniemy w drodze do tego monstrum. Jednak w końcu nam się to po prostu uda. A wtedy można zacząć delektować się zwycięstwem…

…no, nie do końca. Słuchając różnych wypowiedzi graczy, nieustannie powtarzało się jedno zdanie — radość z wygranej. Ja nie mogłem się z tym do końca utożsamić. Jasne – (prawie) perfekcyjne pokonanie Bestii Żądnej Krwi, czy fartowne zwycięstwo nad Ebrietas potrafiło dać chwilę szczęścia i ulgi. Jednak to nie trwało długo. Niestety, ale zaraz pojawiały się myśli, że w sumie to jeszcze nic nie osiągnąłem. Myśli, że przede mną jeszcze kolejni bossowie, na których znowu poświęcę co najmniej kilkadziesiąt minut. Również nie każde starcie było ciekawe — walka z Romem Pająkiem pozostawiła mi spory niedosyt. Bloodborne wymaga od gracza odpowiedniego podejścia i charakteru. Zakładam więc, że powyższe wrażenia wynikają z mojego pesymistycznego podejścia do życia.

Bloodborne #3

To, co jednak mnie najbardziej urzekło, to oprawa audiowizualna Bloodborne. Pierwszy kontakt mocno zakłamuje ogólny obraz gry. Moim oczom ukazał się wpierw niezbyt rozbudowany kreator postaci. Główna postać jest jak żywcem wyjęta z ery PS3. Nie, ta produkcja nie jest cudem techniki. Deweloperzy mimo tego stworzyli świetnie prezentujący się świat. Miasto Yharnam wygląda niesamowicie dobrze. Czuć atmosferę grozy, a rozgałęziające się uliczki i spacerujące po nich potwory tylko ten efekt potęgują. Późniejsze lokacje wyglądają jeszcze lepiej.

Klimat zagęszcza wszechobecna cisza. Przez większość gry będziemy słyszeć tylko odgłosy machania bronią oraz naszego tuptania. Epickie utwory skomponowane przez orkiestrę są zarezerwowane do walk z bossami. Jaki jest tego efekt? Od razu zaczynamy czuć respekt do wroga. Warto wspomnieć też o przerywnikach filmowych. Tych jest bardzo mało, jednak każdy jest odpowiednio dopieszczony. Widać filmowe podejście do budowy scen. Ujęcia są dosyć długie, a kadry zostały stworzone pomysłowo.

Bloodborne #4

Nawet jeśli nie jesteście zaznajomieni z formułą soulslike, to warto dać Bloodborne szansę. Jasne — pierwszy kontakt z grą może rodzić pewne frustracje. Te znikną wraz z zapoznaniem się z mechanikami gry. Z każdą następną minutą rozgrywki zaczyna się rozumieć i chłonąć ten świat, co powoduje długie godziny spędzone przed konsolą. Jeśli macie PS5, to gra znajduje się w usłudze PlayStation Plus Collection. Jeśli nie, to gra nie kosztuje dużo na przeróżnych portalach aukcyjnych. Warto spróbować.

PS – Strzeżcie się starej krwi!

Autor

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Warto także przeczytać

Recenzje

Bogini i wirtualne idolki wyruszają na ratunek Virtualandi. Sprawdzamy nowy jRPG od Compile Heart.

Mój dziennik growy

Kolejny miesiąc 2021 roku można odhaczyć i uznać za zamknięty. W lutym nieco narzekałem, że licznik zaliczonych gier zatrzymał się na sześciu, więc… w...

Recenzje

Jedna z ciekawszych premier w gatunku roguelite ostatnich tygodni.

Recenzje

Popularni złodzieje powracają, a my sprawdzamy, czy ciągle są w stanie skraść serca fanów!

Copyright © 2020 Glitch.com.pl Kopiowanie treści, jak i fragmentów jest surowo zabronione.